Kara dwóch prędkości
Kara dwóch prędkości. Sebastian M. i Łukasz Żak. Skąd tak różne wyroki dla morderców drogowych
Proces Sebastiana M. zbliża się do końca – na 7 października sąd zaplanował mowy końcowe, wkrótce potem zapadnie wyrok: maksymalnie 8 lat pozbawienia wolności. Czy polskie prawo inaczej wycenia ludzkie życie na Trasie Łazienkowskiej i na autostradzie A1? – pytają ci, którzy mają jeszcze w pamięci lipcowy wyrok 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka. Na pierwszy rzut oka podobieństwa obu tych spraw są uderzające. Obaj kierowcy jechali tak, jakby pozostali uczestnicy ruchu byli tylko dekoracją. Zginęli przez to niewinni ludzie. Najłatwiej byłoby uznać, że prawo jest absurdalne, bo za spowodowanie śmierci jednej osoby można dostać znacznie wyższy wyrok niż za uśmiercenie trzech osób.
Ponad 300 km na godzinę
Wymiar sprawiedliwości to jednak nie matematyka, obie sprawy zaś równie wiele łączy, co dzieli. Na dodatek bez wyczynu Sebastiana M. najpewniej nie byłoby wysokiej kary dla Żaka. Bezgraniczny cynizm pana M. oburzył opinię publiczną i nie pozwolił sprawie przyschnąć. A to uruchomiło dynamikę polityczną, która przyczyniła się do zmiany przepisów w taki sposób, że sąd mógł wymierzyć Żakowi karę 20 lat. Kluczem dla wyjaśnienia tej zawiłości jest chronologia.
Jest 16 września 2023 r., tuż przed godz. 20 autostradą A1 znad morza do domu w powiatowym Myszkowie na Śląsku wracają 37-letnia Martyna, jej 40-letni mąż Patryk i ich synek, 5-letni Oliwier. Są w dobrych nastrojach. Chłopiec bawi się samochodzikami, mama siedzi z tyłu obok niego, chwilę wcześniej telefonowała do bliskich, że wkrótce będą w domu. W okolicach Sierosławia pod Piotrkowem Trybunalskim w Kię, którą jedzie rodzina, uderza BMW M850i 34-letniego Sebastiana M. Kia ląduje na balustradzie i staje w ogniu. Ci, którzy usiłują nieść pomoc, słyszą krzyki ofiar. BMW wyhamowuje dopiero 400 m dalej.