Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Jakie życie, taka śmierć

Jakie życie, taka śmierć? Oddaliśmy nasze umieranie w ręce ludzi, którzy nie są na to gotowi

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
„Jeśli chcemy zrozumieć czyjąś stratę, czyjąś żałobę, to trzeba brać pod uwagę bardzo dużo bardzo różnych czynników”. „Jeśli chcemy zrozumieć czyjąś stratę, czyjąś żałobę, to trzeba brać pod uwagę bardzo dużo bardzo różnych czynników”. Andrzej Sidor / Forum
Rozmowa z Anją Franczak, założycielką Fundacji Instytut Dobrej Śmierci, o potrzebie stworzenia godnych warunków umierania, o bólu straty i towarzyszeniu w żałobie.
Anja FranczakJuliusz Ćwieluch/Polityka Anja Franczak

JULIUSZ ĆWIELUCH: – Dlaczego młoda kobieta zajmuje się śmiercią?
ANJA FRANCZAK: – Kiedy śmierć weszła w moje życie, siłą rzeczy musiałam się z nią skonfrontować.

A którymi drzwiami weszła?
Tymi prowadzącymi do najbardziej wrażliwych miejsc. 11 lat temu straciłam dziecko w czasie ciąży.

Który to był miesiąc?
A dlaczego pyta pan, który to był miesiąc?

Taką mam naturę i zawód. Nie chciałem pani urazić.
Nie chodzi o urażenie, bardziej o to, jakie ludzie zadają pytania w kontekście żałoby i straty. Jestem często pytana właśnie o to, który to był miesiąc. Jakby to była najważniejsza kwestia w kontekście mojej żałoby. To zresztą uniwersalny mechanizm. Mówisz: odeszła moja babcia, a najczęściej pierwsze pytanie brzmi: ile miała lat? Jak miała 90, to będziemy jej mniej żałować, niż gdyby miała lat 70 czy 60?

Nażyła się. Sam to wiele razy słyszałem w takim kontekście.
I ja. A jest jeszcze dużo więcej pytań. Wobec tego, co mnie spotkało, można przecież zapytać o tyle innych rzeczy: w jakich okolicznościach to się wydarzyło?; jak zareagował mój partner albo jak się mną zaopiekował personel medyczny? A jednak ludzie najczęściej pytają o to, ile miała miesięcy. W angielskim jest pojęcie disenfranchised grief – nieuznana żałoba. To taki stan, w którym ktoś doświadcza bolesnej straty, ale otoczenie tego nie rozumie, a czasem wręcz odmawia prawa do wyrażania smutku.

Opowiadając o tym mechanizmie, lubię posługiwać się przykładem ukochanego zwierzęcia. Strata takiego przyjaciela dla opiekuna lub opiekunki bardzo często jest głębokim doświadczeniem. Ale mówiąc o tym, z dużym prawdopodobieństwem usłyszy: daj spokój, to tylko pies; albo: schroniska są pełne bezpańskich zwierząt, weź się w garść, przecież to nie koniec świata.

Polityka 44.2026 (3588) z dnia 27.10.2026; Rozmowy o odchodzeniu; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Jakie życie, taka śmierć"
Reklama