Umowa z życiem
Stoik w obliczu śmierci. Co robić, skoro nie wiem, czy jutro nie umrę? Gwarancji nie ma
MARCIN ROTKIEWICZ: – Co stoik powiedziałby komuś stojącemu nad grobem bardzo bliskiej osoby i mającemu poczucie, że świat go oszukał, bo nie tak miało być?
TOMASZ MAZUR: – Żeby dokładnie przeczytał umowę z życiem – to, co jest w niej zapisane małym drukiem.
Czyli?
Że w każdej chwili może ci się przydarzyć największa tragedia. I żyjesz pod warunkiem akceptacji tego faktu. Tymczasem my, współcześni ludzie, jesteśmy zakładnikami oczekiwań. Mamy wyobrażenie na temat tego, jak nasze życie powinno wyglądać, żeby było spełnione, ale przecież nikt nigdy nam tego nie obiecał. Kiedy więc dzieje się coś sprzecznego z oczekiwaniami, obrażamy się na świat, a nawet popadamy w depresję. Tymczasem urodziliśmy się bez absolutnie żadnej gwarancji na cokolwiek.
W jednej z rozmów zapytano pana jako stoika, co by się stało, gdyby zmarła pańska córka. Chciałbym powtórzyć to pytanie, bo trudno mi sobie wyobrazić, że zareagowałby pan tylko wzruszeniem ramion, gdyż nikt niczego nam nie gwarantował.
Krótka i szczera odpowiedź brzmi: nie wiem. Dopóki nie doświadczymy tak ekstremalnie trudnej sytuacji, nie będziemy mieli pewności, jak naprawdę zareagujemy.
A jak chciałby się pan zachować?
Ze stoickim spokojem, czyli z wdzięcznością za to, że w ogóle miałem relację z moją córką, że to się wydarzyło. I z akceptacją, że nie kontroluję świata. Epiktet, wybitny grecko-rzymski stoik, przytacza taką spokojną reakcję ojca na odejście dziecka: „Czyż spłodziłem nieśmiertelnego?”. Dzisiaj jesteśmy zakładnikami narracji, że śmierć to anomalia i mamy prawo do niemal idealnej egzystencji.
Jeśli jednak człowiek po stracie bliskiego nie potrafi tak myśleć i po prostu rozpacza?