Dziennikarstwo obywatelskie

Głos z sieci
Pisać i publikować w Internecie może dziś każdy. Z czym jednak muszą liczyć się autor, wydawca i czytelnik artykułów obywatelskich?

Pan Andrzej od 9 lat ma do czynienia ze schizofrenią. Próbuje przebić się do opinii publicznej z odmiennym spojrzeniem na tę chorobę. Pomagają mu w tym żona i Internet. Przed kilkoma miesiącami otworzyli swoją stronę www.anty-psychiatria.info i wtedy pan Andrzej zaczął pisać artykuły dla portali dziennikarstwa obywatelskiego. Chce w ten sposób dotrzeć do szerszej publiczności. - Tematy, które poruszam w swoich artykułach, są mówiąc ogólnie niechciane. Psychiatria konwencjonalna ma niestety monopol pisania o schizofrenii. Artykuły krytyczne na temat przestarzałych metod leczenia stosowanych w Polsce czy powiązań lekarzy z przemysłem farmakologicznym stanowią tabu - żali się pan Andrzej, a jednocześnie cieszy się, że do wyboru ma coraz więcej serwisów internetowych, na których może publikować swoje teksty. Właśnie powstał kolejny.

I ty możesz zostać dziennikarzem

Konkurencja wśród portali dziennikarstwa obywatelskiego zaostrza się. Każdy namawia, aby wysyłać mu swoje teksty, zdjęcia, nagrania video oraz komentarze. Przed kilkoma tygodniami ruszył nowy serwis - Infooko, uruchomiony przez wydawnictwo Axel Springer (wydawca m.in. „Dziennika" i „Faktu"). Można tam na razie zobaczyć jedynie zdjęcia - np. Kazimierza Marcinkiewicza z partnerką czy kolarzy z Tour de Pologne. Portale, które powstały wcześniej, jak iThink, Eioba, Interia360 czy Wiadomości24, muszą coraz bardziej starać się o utrzymanie dotychczasowych i przyciągnięcie nowych czytelników i autorów.

Na portalu Eioba zarejestrowanych jest ponad 23 tys. użytkowników. Od początku jego istnienia, od maja 2006 r., opublikowanych zostało prawie 7 tys. artykułów. Więcej tekstów ma Interia360, która powstała w czerwcu 2007 r. - Teraz mamy ponad 20 tys. artykułów. Każdego dnia ukazuje się ich kilkadziesiąt - mówi Marcin Kosiński, dyrektor serwisu, na który miesięcznie zagląda ponad 370 tys. osób. Słabsze wyniki ma serwis Infotuba, który ruszył niespełna dwa lata temu. - Nasi dziennikarze obywatelscy opublikowali ponad 5 tysięcy unikalnych materiałów. W ostatnim czasie dziennie publikowanych jest 20-30 tekstów. Zarejestrowanych jest ponad 1000 użytkowników, z których 60 proc. to aktywni autorzy - optymistycznie podkreśla Ewa Knast z redakcji Infotuby (miesięcznie 20 tys. odwiedzin). Chętnych, by zaistnieć w dziennikarstwie jest wielu. A kim oni są?

Pani Stefania, emerytowana ekonomistka, po przeprowadzce z Gdańska, trafiła do środowiska bardzo hermetycznego i konserwatywnego. - Na Kaszubach poznałam ludzi, którzy gotują się we własnym sosie. Zaczęłam się od nich domagać, by otworzyli się na nowe trendy. Zaczęłam pisać do lokalnej prasy krytyczne artykuły, jednak klimat na przyjmowanie tego nie był dobry. Gdy ruszył portal Wiadomości24 pomyślałam, że to okazja dla mnie, aby móc pisać o rzeczach ważnych - polityce, prawach człowieka i na tematy społeczne. Jej pierwszy artykuł był krytyką pomysłu likwidacji pomnika na Westerplatte. Przyjęto go dobrze i to zmotywowało panią Stefanię do dalszej aktywności. Teraz ma na swoim koncie 46 tekstów.

Obywatel ≠ dziennikarz

Choć serwisów z artykułami obywatelskimi jest coraz więcej, już samo pojęcie dziennikarstwo obywatelskie (z ang. citizen journalism) jest problematyczne. Niektórzy, jak na przykład Piotr Waglowski, prawnik zajmujący się prawem autorskim w Internecie, twierdzą, że ono w ogóle nie istnieje. Maciej Mrozowski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, ma ambiwalentny stosunek do dziennikarstwa obywatelskiego. - Dziennikarstwo obywatelskie i istnieje, i nie istnieje. Termin ten jest obecnie często nadużywany - wyjaśnia profesor.

 

Zjawisko dostarczania mediom informacji przez laików nie jest niczym nowym. Już pod koniec XIX w. obywatele nie zajmujący się zawodowo dziennikarstwem byli autorami różnych publikacji. Było to widoczne szczególnie w Stanach Zjednoczonych - jako forma sprzeciwu wobec mediów komercyjnych. Jednakże dopiero z rozwojem nowych technologii i dostępu do Internetu, ta moda wybuchła. Dziennikarstwo obywatelskie stało się motywem przewodnim rewolucji Web 2.0.

Za pioniera internetowego dziennikarstwa obywatelskiego uważa się południowokoreański portal OhmyNews, założony przez Oh Yeon-ho w 2000 r., z myślą przewodnią „Every citizen is a reporter" (Każdy obywatel jest reporterem). Obecnie portal ma wersję koreańską i międzynarodową (po angielsku). W wersji koreańskiej publikuje obecnie ponad 40 tys. dziennikarzy-obywateli, a strona ma ponad 2 mln odsłon dziennie. Sukcesy Ohmynews zmotywowały branżę medialną do tworzenia podobnych portali.
Do francuskich prekursorów internetowych mediów obywatelskich należy AgoraVox, która powstała w marcu 2005 r. Dziś portal ten ma wersję angielsko- i włoskojęzyczną, ponad 40 tys. autorów i ok. milion wejść na stronę w miesiącu. Iannis Pledel, redaktor naczelny, zapewnia, że AgoraVox nie ma linii politycznej, co jest bardzo charakterystyczne dla francuskiej prasy drukowanej. Przekonuje też, że artykuły o charakterze bulwarowym nie są dobrze widziane przez samych użytkowników, którzy dokonują pewnego rodzaju weryfikacji. Na pytanie, czy zgadza się ze słynną już frazą „Every citizen is a reporter", odpowiada: - Słowo reporter jest we francuskim bardzo mocne, dlatego preferujemy zwrot „wykrywacz informacji". Z jeszcze większą rezerwą odnosi się do tego hasła Pascal Riché, jeden z założycieli i redaktor naczelny serwisu Rue89, który założony został przez byłych pracowników dziennika „Libération" w maju 2007 r. Uważa on, że dziennikarz to zawód. Dlatego to zespół redakcyjny złożony z profesjonalnych dziennikarzy pisze artykuły, a internauci są źródłem informacji, ekspertyz, opinii. Według niego, największym wyzwaniem portali dziennikarstwa obywatelskiego jest znalezienie odpowiedniego modelu biznesowego. Finansowanie portalu Rue89 pochodzi w połowie z zysków z reklam. Reszta budżetu bierze się z prowadzonych przez redaktorów szkoleń internetowych oraz z tworzenia stron internetowych. Pascal Riché podkreśla: - Absolutnie nie zgadzam się z tym, ze każdy może być dziennikarzem. To tylko złudzenie. Tak naprawdę, większość internautów nawet tego nie chce. Głos Riché nie jest odosobniony.

Kto nadgryzł jabłuszko

Bo z jednej strony dziennikarstwo obywatelskie to łamanie monopolu wielkich koncernów medialnych na informowanie społeczeństwa. A więc i demokratyzacja debaty publicznej. Z drugiej jednak - z tym zjawiskiem wiąże się wiele negatywnych aspektów. Serwisy dziennikarstwa obywatelskiego nierzadko akceptują najbardziej żenujące treści, bo zależy im na oglądalności (reklamach). Artykuły obywatelskie bywają niskiej jakości i trudno tu mówić o warsztacie dziennikarskim. Tematy często są błahe, a informacje niesprawdzone.

Największe serwisy, w których publiczność może bawić się w reporterów, należą do medialnych kolosów (np. Infooko do Axel Springer Polska, Wiadomości24 do spółki Polskapresse). To pozwala powątpiewać, czy ruch ten jest naprawdę w pełni oddolny, czym szczycą się redakcje. Jest też problem właścicielski.  Autor, wysyłając swój materiał do portalu dziennikarstwa obywatelskiego, udziela operatorowi serwisu nieodpłatnej i nieograniczonej czasowo licencji na eksploatowanie przesłanego materiału. Warto przy tym zaznaczyć, że cała odpowiedzialność za opublikowane treści spoczywa na ich autorze. W regulaminach można też przeczytać, że operatorzy nie odpowiadają za wiarygodność umieszczonych na ich stronach artykułów. To było przyczyną wpadki angielskiego portalu iReporter.com, którego operatorem jest CNN i na którym pojawiła się kłamliwa informacja, że Steve Jobs, szef koncernu komputerowego Apple, trafił do szpitala z powodu ataku serca. Kurs akcji firmy Apple spadł natychmiast o 5,7 proc. i wzrósł dopiero po zdementowaniu tej plotki, na której ktoś pewnie nieźle zarobił.

Co motywuje internautów do sięgania po klawiaturę, aparat fotograficzny czy kamerę i publikowania swoich materiałów w Internecie? Prof. Maciej Mrozowski rozróżnia przede wszystkim dwa rodzaje potrzeb, którymi kierują się obywatele o dziennikarskich ambicjach. Pozytywnym motywem jest potrzeba wsparcia wspólnoty, dla której dobra dziennikarz-obywatel zabiera głos w debacie publicznej. Drugim rodzajem jest potrzeba, której punktem wyjścia jest sam autor. W tym przypadku chodzi głównie o chęć odreagowania i zaistnienia w sieci. Dla wszystkich dziennikarzy obywatelskich charakterystyczne jest, że pragną oni zaznaczyć swoją podmiotowość - pokazać światu, że istnieją i mają własne zdanie. Profesor uważa też, że z terminem dziennikarstwo obywatelskie mamy do czynienia tylko wtedy, gdy za publikacją jakiegoś amatorskiego artykułu stoi intencja obywatelska. - Wpisy takie demaskują często złe mechanizmy demokracji, lecz jest też wiele takich, które określiłbym mianem „gadaniny niezdyscyplinowanej". Dobrze, że media komercyjne nie mają monopolu na informowanie społeczeństwa, ale nie każdą treść opublikowaną w sieci można uznać za dziennikarstwo obywatelskie - wyjaśnia prof. Mrozowski.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj