Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Sport

Katar 2022. Proszę państwa, cóż to był za mecz! Argentyna mistrzem świata!

Doczekał się tytułu Leo Messi, który w decydującym stopniu przyczynił się do tego triumfu Argentyny. Doczekał się tytułu Leo Messi, który w decydującym stopniu przyczynił się do tego triumfu Argentyny. Cao Can / Forum
Doczekał się tytułu Leo Messi, który w decydującym stopniu przyczynił się do tego triumfu Argentyny. Ten sukces na pewno jeszcze smakuje, bo został osiągnięty po wielkim, dramatycznym finale z Francją.

Obie reprezentacje stanęły przed szansą na trzeci tytuł. Francuzi wygrali poprzednie mistrzostwa w Rosji. Po raz pierwszy od 60 lat byli drużyną, która miała szansę na obronę tytułu.

Argentyńczycy czekali na kolejny sukces od 1986 r., czyli od czasów triumfu drużyny Diego Maradony w Meksyku. Nikt ze współczesnych reprezentantów nie pamięta tamtych czasów, ale za to świetnie pamiętają mecz rozegrany cztery lata temu. Wówczas po porywającej grze ulegli Francuzom 3:4.

Argentyna – Francja. Pierwsza połowa dla drużyny Messiego

Ten finał to była konfrontacja futbolu południowoamerykańskiego z europejskim. W istocie jednak aktorzy tego wielkiego spektaklu na co dzień występują w klubach Starego Kontynentu. Trudno więc było o wskazanie spektakularnej różnicy w podejściu.

Na honorowej trybunie nie było prezydenta Argentyny, za to znów pojawił się Emmanuel Macron, który nie wziął sobie do serca krytycznych głosów w związku z wcześniejszą wizytą. Do samolotu lecącego do Kataru zaprosił m.in. Zinedine Zidane’a, który... odmówił. Wielkim nieobecnym jest też Michel Platini, którego głosy jako ówczesnego prezydenta UEFA miały decydujący wpływ na wybór Kataru jako gospodarza mundialu. Uwikłany w sądowe spory o korupcyjnym tle, nie dostał nawet zaproszenia.

Zaczęli bardzo ostrożnie. Strata gola w pierwszych minutach mogłaby zaważyć na przebiegu całego finału. Argentyńczycy częściej pojawiali się w pobliżu bramki Llorisa, ale francuska obrona nie traciła czujności. Aż do 21. minuty, kiedy Angel Di Maria oszukał Ousmane’a Dembele′a, wbiegł na pole karne i padł podcięty przez miniętego Francuza. Szymon Marciniak nie miał wątpliwości – rzut karny. Piłkę ustawił oczywiście Leo Messi, zmylił Hugo Llorisa i było 1:0.

Trójkolorowi nie rzucili się do odrobienia straty i, jak się wkrótce okazało, nie był to efekt wyrachowania. Ciągle mieli kłopot z dłuższym utrzymaniem się przy piłce. Mniej więcej w kwadrans po pierwszym golu obejrzeliśmy kontrę marzenie, po której 34-letni Di Maria mógł zrobić tylko jedno – strzelić nie do obrony. I tak się stało. A więc 2:0 i sytuacja stała się poważna dla podopiecznych Didiera Deschampsa. Tym razem francuski selekcjoner nie czekał z reakcją. Jeszcze przed przerwą ściągnął z boiska Girouda i Dembele′a, ale natychmiastowych efektów nie było. W przeciwieństwie do Messiego lider Francuzów Kylian Mbappe ginął gdzieś na długie chwile. Nieskuteczny był Antoine Griezmann i inni trójkolorowi.

Argentyna – Francja. Mbappe się budzi, a potem karne

Deschamps musiał mieć sporo do powiedzenia w przerwie, ale natychmiastowego skutku nie było. Argentyńczycy wciąż byli swobodni i coraz pewniejsi siebie. To oni kilka razy byli bliżsi trzeciej bramki. I kiedy wydawało się, że nic złego zespołowi Lionela Scaloniego nie może się już tej niedzieli przytrafić, na argentyńskie przedpole wpadł Kolo Muani, a Otamendi go faulował. Szymon Marciniak drugi raz odgwizdał karnego. Na 11. metrze przed linią bramkową Emiliano Martineza stanął Mbappe. Gol! Wyborowy strzelec obudził się na dobre, bo po chwili był już remis po widowiskowej akcji i jego uderzeniu z woleja.

Teraz role na boisku się odwróciły. To broniący tytułu Francuzi parli do zwycięskiego gola. Przeciwnicy wyraźnie opadli z sił, a może też tracili wiarę w coś, co przed chwilą mieli już w rękach. Gdy jeszcze w doliczonym czasie bomba Messiego zza pola karnego nie zaskoczyła Llorisa, stało się jasne, że obejrzymy dogrywkę. Wydawało się już, że zobaczymy rzuty karne, ale nastąpiła 108. minuta, a w niej Messi z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki (francuski obrońca wybił ją zza linii bramkowej). Czy 3:2 to już końcowy wynik? – myśleliśmy. Nie. Ręka w polu karnym i Mbappe znów ustawia piłkę. Trzeci gol, wyrównanie i znów trzeba było się szykować do serii karnych. Kto wymyśliłby taki scenariusz tego finału?

W karnych Mbappe i Messi – bezbłędnie, ale później dwa błędy Francuzów, a Argentyńczycy się nie mylili. Po 36 latach mistrzostwo wraca do Argentyny. Doczekał się tytułu Messi, który w decydującym stopniu przyczynił się do tego triumfu. Ten sukces na pewno jeszcze lepiej smakuje, bo został osiągnięty po wielkim, dramatycznym finale.

Szymon Marciniak z asystentami spisał się świetnie. Pokazał mistrzowską formę. Skupiony, zdecydowany, ani przez chwilę nie stracił panowania nad wypadkami na boisku, choć im dłużej trwał mecz, tym było trudniej, bo emocje rozgrzewały graczy do czerwoności. Wygląda na to, że w najbliższych latach będzie miał pewne miejsce w absolutnej czołówce sędziów.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną