Sensacyjny medal dla Polaka na zimowych igrzyskach – tego trzeba szukać ze świecą. Skoczkowie narciarscy orbitowali w ostatnich kilku sezonach w stanach niskich oraz średnich i wydawało się, że najważniejszym z punktu widzenia polskiego kibica wydarzeniem będzie pożegnanie mistrza Kamila Stocha, obecnego na igrzyskach po raz ostatni i kończącego w tym roku obfitującą w sukcesy karierę.
Ale już w pierwszym indywidualnym konkursie igrzysk na skoczni znowu powiało polską mocą, bo 19-letni Kacper Tomasiak zdobył srebro. To oczywiście jego pierwsze igrzyska, ba, nawet pierwszy „dorosły” sezon w życiu. W Pucharze Świata nigdy nie stał na podium, a pułap jego aktualnych możliwości zdawała się wyznaczać regularna obecność w drugiej dziesiątce zawodów. Na treningach przed olimpijskim konkursem był wysoko, ale ostrożność prognoz była wskazana. Bo młodziutki, bo debiutant, bo pewnie spęta go olimpijski stres, bo skoki to skoki – do potęgi odbicia i poezji lotu trzeba jeszcze dołożyć idealny timing.
Tymczasem Kacper nie tylko nie dał się zjeść nerwom, ale przeszedł próbę ognia: będąc tuż za podium po pierwszej serii, w drugiej pofrunął jeszcze dalej i w jeszcze lepszym stylu. Chłopak ma ewidentnie nerwy ze stali i przed kolejnym indywidualnym konkursem (tym razem na dużej skoczni, 14 lutego) można być pewnym, że oglądalność skoków narciarskich w Polsce zaliczy, nomen omen, potężny skok.
Blisko strefy medalowej w snowboardowym gigancie równoległym była Aleksandra Król-Walas, ale udział w półfinale przegrała minimalnie. Do zawodowego sportu wróciła niespełna półtora roku temu po przerwie macierzyńskiej, zdobyła brąz mistrzostw świata i chciała na zwieńczenie długiej kariery dorzucić olimpijski krążek.