Bieguny piłki
„Patrzcie piłkarze, jak grają siatkarze”. Dlaczego jedni triumfują, a drudzy dają pokaz niemocy?
Kolejny sukces siatkarzy zderzył się z kolejnym już pokazem niemocy piłkarzy. Ci pierwsi w pięknym stylu obronili mistrzostwo Europy po ograniu w finale mistrzów olimpijskich, Francuzów. Ci drudzy w czterech meczach Ligi Narodów przegrali dwa razy, ze Szwecją oraz z Bośnią i Hercegowiną. O powrocie do wyższej dywizji, z której zresztą niedawno spadli, mogą zapomnieć.
Odniesienia do siatkarzy, mających w zanadrzu również dwukrotne mistrzostwo świata i wicemistrzostwo olimpijskie, działają futbolistom na nerwy. Siatkarze są przy okazji takich porównań dyplomatyczni, ale kibice już mniej, wywieszają na meczach hasło: „Patrzcie piłkarze, jak grają siatkarze”. Głód sukcesu futbolowego jest w narodzie wielki, medale siatkarzy trochę go rekompensują, ale tylko na miarę zaspokojenia aspiracji wewnętrznych.
Rezonansu, jaki wywołują medale imprez siatkarskich, jak i same turnieje, nie da się porównać z tym nakręcanym przez futbol, sport globalny. To zresztą koronny argument większości środowiska piłkarskiego: w siatkówce liczy się w świecie pięć krajów na krzyż i łatwiej się tam przebić, zaistnieć, coś osiągnąć niewielkim – w porównaniu z futbolem – kosztem. Rozmowa o składnikach sukcesu w zawodowym sporcie sprowadza się do pieniędzy i trudno dyskutować z tym, że w odpowiednim miejscu (czyli w Polsce, pamiętającej sukcesy reprezentacji Huberta Wagnera) w odpowiednim czasie (mniej więcej od dwóch dekad) znalazło się ich tyle, by siatkówka rozkwitła.
Telewizyjną obecność zapewnia lidze, klubom i reprezentacji Polsat, odpowiednie wsparcie dał najpierw biznes prywatny – przede wszystkim Polkomtel – a z czasem państwowy, bo spółki Skarbu Państwa sponsorowały lokalne kluby, najważniejszym zaś mecenasem reprezentacji i całego PZPS jest od lat Orlen.