Nowy korpus dyplomatyczny UE

Unijne MSZ
Rozmowy eurokratów w Brukseli krążą dziś wokół jednego tematu: kto trafi do nowej europejskiej służby dyplomatycznej?
Alegoria Europy z rogiem obfitości, grawiura francuska z XVI w.
Roger-Viollet/EAST NEWS

Alegoria Europy z rogiem obfitości, grawiura francuska z XVI w.

Powołuje ten korpus traktat z Lizbony, by realizować unijną dyplomację pod wodzą Wysokiego Przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej. Potrzeba kilku tysięcy osób: kilkuset w Brukseli, a reszty w rozsianych po całym świecie unijnych ambasadach. Powołanie tej quasi instytucji, oficjalnie nazwanej Europejską Służbą Działań Zewnętrznych (ESDZ), było jednym z pierwszych pomysłów Konwentu, jeszcze za czasów Valery’ego Giscarda d’Estaing, który w 2002 r. pracował nad projektem traktatu konstytucyjnego UE. – To bez wątpienia najważniejsza innowacja nowego traktatu: stworzyć tu w Brukseli miejsce, gdzie będziemy budować wspólną kulturę dyplomatyczną, wspólnie uprawiać geopolitykę, zastanawiać się nad stosunkami UE z Rosją, z Afryką czy relacjami transatlantyckimi – tłumaczy Michel Barnier, były komisarz odpowiedzialny za reformę instytucjonalną UE i były szef francuskiej dyplomacji.

Barniera zresztą wymienia się jako kandydata na ministra spraw zagranicznych Unii, czyli owego Wysokiego Przedstawiciela (a także Davida Milibanda, Carla Bildta, Jaapa Hoop de Scheffera i Olli Rehna). Praca będzie pasjonująca, bo unijną dyplomację trzeba tak naprawdę stworzyć od początku. Stanowisko, które dziś zajmuje Javier Solana, jest zaledwie czymś w rodzaju koordynatora czy przedstawiciela 27 ministrów spraw zagranicznych państw UE, z ograniczonym polem manewru i niewielkim budżetem (240 mln euro rocznie). Porównując z 10 mld euro, które rocznie ma do swej dyspozycji Komisja Europejska na rozmaite programy zagraniczne, to naprawdę niewiele.

Wysoki Przedstawiciel ma być jednocześnie wiceszefem KE. Wybrany na pięć lat przez kraje członkowskie będzie dysponował politycznym mandatem oraz tą nową służbą dyplomatyczną. – Ale nie ma mowy o jakimś samolocie albo nowych limuzynach – zapewnia jedna z osób odpowiedzialnych za przygotowanie nowej służby w Radzie. Kraje, płatnicy netto do unijnej kasy, zgodziły się na jej powołanie pod warunkiem, że nie doprowadzi to do wzrostu wydatków UE. Większość członków ESDZ ma być przetransferowana z Komisji Europejskiej (głównie z tzw. Relexu, czyli Dyrekcji Generalnej ds. stosunków zewnętrznych oraz Dyrekcji ds. Rozwoju) i z sekretariatu generalnego Rady UE, gdzie dziś pracują z Javierem Solaną. Szwedzka prezydencja proponuje, by tylko jedna trzecia pracowników ESDZ pochodziła z państw członkowskich (Polska postuluje, by aż połowa). Ci ze stolic mają być zatrudniani na kilkuletnich kontraktach, by zapewnić rotację. Krajowe MSZ już zaczęły rekrutację wśród swych dyplomatów, także minister Radek Sikorski szuka już odpowiednich osób. Najciekawsze będą stanowiska dyrektorów w kluczowych ambasadach UE w Waszyngtonie, Pekinie, Moskwie czy Kabulu. – Polska powinna zawalczyć przynajmniej o kierowanie placówką w Mińsku czy Kijowie – radzi francuski dyplomata. Na Moskwę raczej nie ma co liczyć. Placówki rozdzieli Wysoki Przedstawiciel. Polska chce, aby przy rekrutacji do ESDZ respektować „równowagę geograficzną”. Ale na kwoty narodowe proporcjonalne do wielkości kraju nie ma co liczyć, bo urzędnicy KE traktowani są jako bezpaństwowcy.

Pracownicy ESDZ, w tym krajowi dyplomaci, będą mieć status eurokratów w KE (a ci zarabiają min. 4 tys. euro, mają dodatki rodzinne i emerytalne i niemal zero podatków). Dla unijnej służby dyplomatycznej przewidziano w Brukseli cały budynek im. Karola Wielkiego przy rondzie Schumana. Mieści się dokładnie między siedzibami Rady UE i KE. Zwolnione po Solanie całe piętro zajmie nowy, także powołany w traktacie z Lizbony, przewodniczący Rady Europejskiej (prezydent) wraz z gabinetem. Dla oszczędności odziedziczy po Solanie także samochód z szoferem. Na początek z Wysokim Przedstawicielem będzie w Brukseli pracować kilkaset osób (500–600). Zostaną zatrudnione w wydzielonych, ze względu na tematykę czy region geograficzny, departamentach. Ale zdecydowana większość pracowników ESDZ będzie pracować w delegacji UE w krajach trzecich. Te powstaną w wyniku fuzji już istniejących na świecie 120 przedstawicielstw KE oraz dwóch biur łącznikowych Rady UE w Nowym Jorku i Genewie (do kontaktów z ONZ), gdzie łącznie już dziś pracuje około 5 tys. osób.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj