Zakaz bicia dzieci w Szwecji – co z tego wyszło po latach

Kara za baty
Szwecja jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła w 1979 r. zakaz bicia i karcenia dzieci. Karane jest nie tylko bicie, ale również niezgłoszenie przypadków przemocy. Po 30 latach stwierdzono jednak, że problem nadal istnieje.
shoot/BEW

Piątka dzieci w wieku od 3 do 14 lat była systematycznie bita przez rodziców. Ojciec i matka zostali aresztowani i przedstawiono im zarzut maltretowania i ograniczania wolności dzieci. Sytuacja została odkryta, kiedy dwaj najstarsi bracia opowiedzieli o biciu dyrektorowi szkoły. Dzieci, które zeznały, że były bite pasem, kopane i uderzane pięściami, umieszczono w zakładzie opiekuńczym” – donosiła ostatnio szwedzka prasa. Podobne informacje media dostarczają niemal każdego tygodnia. Potwierdzają je raporty policyjne i naukowe.

W 2008 r. zgłoszono 1900 przypadków przemocy wobec dzieci w wieku do 6 lat i 8600 wobec dzieci w wieku 7–14 lat. W ostatnim 10-leciu liczba zgłoszeń dotycząca pierwszej grupy wiekowej prawie się podwoiła, a w drugiej wzrosła o ponad połowę – można przeczytać w ostatnim sprawozdaniu Rady ds. Zapobiegania Przestępczości. Szwecja jest dumna, że jako pierwsza wprowadziła do kodeksu rodzinnego przepisy zakazujące karania cielesnego i upokarzania dzieci. Za jej przykładem poszły już 24 inne kraje (Polska nie). Czytając jednak doniesienia medialne i raporty naukowców można powątpiewać, czy jest powód do dumy.

A jednak. Ta mnogość zgłoszeń świadczy o tym, że w ostatnich latach znacznie poprawiła się świadomość społeczna. Przypadki przemocy, które wcześniej bagatelizowano, teraz są potępiane i częściej zgłaszane policji. Nauczyciele, lekarze i opiekunowie mają obowiązek informowania o wszystkich podejrzeniach gwałtu wobec dzieci. Wzrost liczby ujawnionych przypadków jest wynikiem spadku tzw. ciemnej liczby, czyli różnicy między faktycznym stanem przestępczości a liczbą zgłoszeń organom ścigania.

Zmiany w kodeksie rodzinnym wprowadzone przed 30 laty doprowadziły do tego, że dziś aż 86 proc. 10–12-latków stwierdziło w ankiecie, że nigdy nie doznało jakiejkolwiek formy kary cielesnej ze strony rodziców. Tylko kilka procent rodziców, jak wynika z badań urzędów socjalnych, uważa, że nadal powinna mieć prawo do fizycznego karcenia dzieci.

Rodzice przyznają, że czasem nie mogą się powstrzymać od kuksańca, pchnięcia lub uderzenia dziecka w twarz. Zazwyczaj po fakcie bardzo tego żałują. Kłopoty finansowe w rodzinie stwarzają napięcia, które prowadzą do przemocy. Tam gdzie rodzice stosują siłę w rozstrzyganiu konfliktów między sobą, tam dostaje się też dzieciom – stwierdza raport fundacji Dom Dziecka. Uczniowie karceni w domu rekompensują swoje cierpienia mobbingiem wobec kolegów. Liczba zgłoszonych przypadków mobbingu także rośnie, chociaż i pod tym względem sytuacja się poprawiła. Szkoły, czego nie robiły poprzednio, zgłaszają policji wszystkie takie zdarzenia, bojąc się płacenia odszkodowań przyznawanych przez sądy ofiarom mobbingu.

Chłosta - element wychowania

Mimo 30 lat, jakie upłynęły od wprowadzenia zakazu bicia dzieci, zarówno rodzice, jak i nauczyciele nadal mają wątpliwości, jak postępować w konkretnych przypadkach. Jak karać dzieci, jeśli nie chcą się podporządkować decyzji starszych lub szantażują rodziców złożeniem skargi. Wielu nauczycieli, opowiada Anita Björk, pracownik socjalny Centrum Kryzysowego dla Dzieci w Malmö, znając sytuację rodzinną uczniów nie chce występować w roli donosicieli, chociaż ryzykują ukaraniem za niezgłaszanie przypadków bicia. Jeden z nauczycieli powiedział jej, że gdyby poprosił dzieci, które zostały ukarane z naruszeniem kodeksu rodzinnego, o podniesienie rąk do góry, to z 23 uczniów aż 18 by je podniosło. Zwłaszcza imigranci, których jest w Malmö wielu, uważają, że chłosta jest oczywistym elementem wychowywania dzieci. Trzeba zawsze stawiać sobie pytanie, czy zgłoszenie policji przypadku fizycznego skarcenia będzie korzystne dla dziecka, podkreśla Anita Björk, odwołując się do zdrowego rozsądku. Przepisy wykonawcze nie dają, jej zdaniem, wyraźnych wskazówek, jak zachowywać się w konkretnych przypadkach.

Aparat ścigania jest w Szwecji dość powściągliwy. Tylko trzecia część zgłoszonych policji przypadków ma późniejsze konsekwencje prawne, najczęściej bardzo łagodne. Politycy i działacze organizacji wspomagających dzieci, jak np. globalna fundacja Ratujmy Dzieci, uważają, że nie może być wyjątków i należy zaostrzyć zarówno przepisy prawne, jak i ich egzekucję. Wchodząca w skład rządzącej koalicji Partia Centrum (kulturowo konserwatywna) zamierza ze zwalczania przemocy wobec dzieci uczynić główny motyw kampanii przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi.

Nie możemy spokojnie patrzeć na rosnącą liczbę przestępstw wymierzonych w dzieci, mówi rzecznik prawny Centrum Johan Linander. Jego partia proponuje wyodrębnienie przemocy wobec dzieci w kodeksie karnym i podniesienie kar za takie przestępstwa do 10 lat więzienia. Proponuje również rozszerzenie rejestru karalnych czynów. Jeśli rodzice nie zapewnią spokoju w domu, dziecko będzie się mogło domagać odszkodowania.

Szwedzkich rodziców karze się obecnie grzywnami i więzieniem, jeśli maltretowanie nabiera kryminalnego charakteru albo powoduje trwałe kalectwo czy utratę życia. W prasie polonijnej można czasem znaleźć opisy przypadków odebrania praw rodzicielskich polskim rodzicom emigrantom. Rodacy z przyzwyczajenia wychowują dzieci w myśl polskiego, starego wierszyka: „rózeczką Duch Święty dziateczki bić radzi, rózeczka bynajmniej zdrowiu nie zawadzi...”.

Oczami dziecka

Do zmiany stosunku do dzieci przyczyniła się w Szwecji wielka pisarka i bojowniczka o prawa najmłodszych Astrid Lindgren. Do dzisiaj przypominana jest jej ewangeliczna niemal przypowieść wygłoszona przed laty przy okazji wręczenia jej pokojowej nagrody księgarzy niemieckich. Pisarka opowiedziała o matce, która chciała ukarać syna i wysłała go do lasu po rózgi. Nie znalazłem rózgi, powiedział zapłakany chłopiec po powrocie. Lecz masz za to kamień, którym możesz we mnie rzucić. Wtedy i matka zaczęła płakać, ponieważ zobaczyła wszystko oczami dziecka, powiedziała Lindgren.

Znany na całym świecie reżyser Ingmar Bergman do końca życia nie mógł wybaczyć ojcu pastorowi batów, jakie dostawał w dzieciństwie. Ci, którzy pamiętają najgłośniejszy chyba film Bergmana „Fanny i Aleksander”, do dzisiaj są pod wrażeniem wstrząsającej sceny bicia małego Aleksandra przez ojczyma. Bicie dzieci powoduje najtrwalsze, nigdy niegojące się rany, mówi się w Szwecji.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj