Nominacje ogłoszone

Wojenne Oscary
Największą niespodzianką, przynajmniej z polskiego punktu widzenia jest nominacja w kategorii najlepszy krótkometrażowy dokument „Królik po berlińsku” młodego reżysera Bartosza Konopki.

Wprawdzie film ten znalazł się wcześniej na tzw. krótkiej liście pretendentów, ale któżby przypuszczał, że nikomu nieznany twórca z dalekiego kraju przebije się do ścisłej czołówki w tak prestiżowym konkursie. Zapewne, oprócz oryginalnej formy pomogła tematyka filmu: metaforycznie ukazana mentalność ludzi akceptujących życie w sztucznym świecie zbudowanym na kłamstwie i pozornej beztrosce. W istocie chodzi o obłudę i przemoc systemu komunistycznego zapewniającego rzekome bezpieczeństwo wszystkim, którzy wybiorą zniewolenie. Jak tytułowe króliki hasające pomiędzy murami w zmilitaryzowanej strefie w podzielonym Berlinie.

Kwestia wojny i powojennej traumy jest zresztą najbardziej rzucającym się w oczy lejtmotywem nominowanych filmów. Zarówno trójwymiarowa baśń rozgrywająca się na planecie Pandora „Avatar” Jamesa Camerona (9 nominacji) jak i poświęcony amerykańskim saperom rozbrajającym miny w Iraku „The Hurt Locker” Katherin Bigelow (też 9 nominacji) są silnym głosem przeciwko agresji, zabijaniu i siłowemu rozwiązywaniu konfliktów. Mocny, antywojenny, dramat Bigelow, dlatego tak bardzo podoba się w Stanach, ponieważ nie oskarża Amerykanów o napaść na Irak i popełnianie tam masowych zbrodni wojennych na cywilach. Pokazuje pot, krew i potworny strach żołnierzy zmagających się z własnymi słabościami i wrogą postawą mieszkańców podbijanego kraju. Jak w „Łowcy jeleni” zwycięża wola przetrwania, duch solidarności i twardo pojmowany patriotyzm.

To samo można powiedzieć o dramacie psychologicznym „The Messenger” Orena Movermana (dwie nominacje za rolę drugoplanową dla Woody Harrelsona i oryginalny scenariusz) o marines, którzy po powrocie z Bliskiego Wschodu otrzymują zadanie powiadomienia rodzin żołnierzy, którzy tam zginęli. O wojnie, w specyficznym stylu, w kompletnie zmyślonych realiach opowiada również Quentin Tarantino w groteskowych „Bękartach wojny” (8 nominacji) i jest to chyba najbardziej krzepiący obraz zabijania, jaki w ubiegłym sezonie pojawił się na ekranach. Do tej wyliczanki pasuje nawet nowatorski thriller science-fiction „Dystrykt 9” debiutanta Neilla Blomkampa (4 nominacje), który opisując widowiskowo eksterminację kosmitów nawiązuje do zbrodni apartheidu w RPA.

Na przeciwległym skrzydle wśród nominowanych znalazło się kilka tytułów niezależnych lub nakręconych przez autorów wodzących się spoza Hollywood. Dramat społeczny „Precious: Based on The Novel Push by Sapphire” czarnoskórego Lee Danielsa (6 nominacji w tym za najlepszy film) to tegoroczna sensacja. Dzieło bez gwiazd, docenione na festiwalu w Sundance, mówiące o patologicznej rodzinie: sadystycznej matce, ojcu-kazirodcy oraz potwornie grubej nastolatce wychowującej dwójkę dzieci w tym jedno z zespołem Downa. Natomiast 33-letni Jason Reitman zasłynął dwa lata temu brawurowym „Juno” o nastolatce zachodzącej w ciążę z kolegą z liceum. Teraz otrzymał 6 nominacji za dramat społeczny „W chmurach” z Georgem Clooneyem – zjadliwą przypowieść o wysłanniku wielkich korporacji, którego misją jest powiadamianie pracowników o zwolnieniach.

Stara hollywoodzka gwardia też trzyma się mocno. 16 nominację zaliczyła uwielbiana i podziwiana Meryl Streep („Julia. Julia”). Dowartościowano Sandrę Bullock (The Blind Side”), która ma szansę odebrać również nagrodę dla najgorszej aktorki roku (Złota Malina za „Wszystko o Stevenie”). Doceniono m.in. Jeffa Bridgesa grającego piosenkarza country w „Szalonym sercu” oraz Morgana Freemana wcielającego się w Nelsona Mandelę w „Invictus” Clinta Eastwooda.

Czy to znaczy, że Hollywood dorośleje? Tak się mówi od pewnego czasu. Na razie balansowanie między poważniejszą tematyką a superwidowiskiem wychodzi wszystkim na zdrowie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj