Zaginione carskie złoto

Admiralski skarb
W Rosji od kilkudziesięciu lat trwają poszukiwania wielu ton carskiego złota, które zaginęło lub zostało ukryte podczas rewolucyjnej zawieruchy. Wokół skarbu urosła legenda porównywalna z tą o bursztynowej komnacie w Polsce.
Co się stało z carskim złotem?
Tomasz Pawlak / woody1778a / teddyb/Flickr CC by SA

Co się stało z carskim złotem?

Aleksander Kołczak
Guy de Rambaud/Wikipedia

Aleksander Kołczak

Najpierw bezskutecznie szukali  go czekiści i NKWD. Potem KGB, Federalna Służba Bezpieczeństwa i inne bardziej i mniej tajne służby Rosji. Przez dziewięćdziesiąt lat nikomu nie udało się wydrzeć tajemnicy z syberyjskiej ziemi. W czasie ostatniej naukowej ekspedycji rosyjskich naukowców na Bajkał batyskafy odkryły na dnie jeziora wagon z czasów wojny domowej. Natychmiast rozeszły się pogłoski, że być może  to ślad po zaginionym złocie Kołczaka.

Skarb był częścią zapasu złota i srebra carskiej Rosji, szacowanego na  ok. 1200 do 1600 ton. W czasie I wojny światowej, w przededniu wybuchu rewolucji bolszewickiej ten ogromny majątek car Mikołaj II kazał przewieźć do Kazania nad Wołgą. W mieście zgromadzono ponad 600 ton złota w sztabkach i złotych rublach oraz niemal 500 ton srebra, w tym  kosztowności. Wkrótce w Rosji rozpoczęła się wojna domowa i carski skarb dostał się w ręce bolszewików.

Jesienią 1918 r.  Kazań zdobyli stojący po stronie Białych żołnierze Korpusu Czechosłowackiego - jednostki, sformowanej w czasie I wojny światowej na terenie Rosji z jeńców i dezerterów armii austro-węgierskiej. Pod opieką Czechów, carskie złoto przewieziono do Omska, gdzie mieścił się sztab admirała Kołczaka.

Wsparty pieniędzmi ze złotego zapasu carów, admirał Aleksander Kołczak sięgnął po władzę dyktatorską na całej Syberii, aż po Ural. Część złota od razu wyekspediował do banków  Francji, Wielkiej Brytanii i Japonii jako zapłatę za broń, wyposażenie i prowiant oraz w formie depozytów, przekazywanych prawdopodobnie na prywatne konta. Kiedy w maju 1919 r. Kołczak zarządził wreszcie inwentaryzację skarbu okazało się, że było tam ok. 500 ton.

Ile z tego majątku w sumie wydał, do dziś nie wiadomo. Szacuje się,  że mógł wykorzystać ok. 180 ton, ale nie ma dokumentów, które potwierdziłyby tę ilość.

Jesienią 1919 r., kiedy Armia Czerwona zaczęła wypierać białe wojska z kolejnych prowincji, a samego Kołczaka spychała coraz bardziej za Ural, admirał zdecydował o wysłaniu skarbu do Władywostoku. Złoto miało jechać na wschód koleją transsyberyjską. Cenny depozyt załadowano w 29 wagonów i złoty pociąg wyruszył z Omska na wschód. Skład prowadził też wagony z platyną i srebrem. Ale skrzynie ze skarbem Kołczaka nigdy nie dotarły do Władywostoku.

Tajemniczy pociąg

Trasa, którą przemieszczał się złoty skład, kontrolowana była przez żołnierzy z Korpusu Czechosłowackiego. To oni mieli również ochraniać transport Kołczaka. Trudno powiedzieć dlaczego, ale pociąg  ze skarbem wlókł sie niemiłosiernie. Sama tylko droga do Irkucka,  którą w tamtych warunkach można było pokonać w ciągu dziesięciu dni, zajęła pociągowi ponad dwa miesiące. W tym czasie na Syberii rozprzestrzeniało się antykołczakowskie powstanie, armia admirała spychana była coraz bardziej na wschód, bolszewicy się umacniali, a sam admirał tracił  poparcie Ententy.  W końcu przedstawiciele koalicji wymusili na Kołczaku zrzeczenie się władzy na rzecz generała Denikina i przekazanie pociągu ze złotem pod kontrolę Czechów. Nastąpiło to 27 grudnia na stacji Niżnieudinsk.

Kiedy pociąg dotarł do Irkucka, żołnierze czechosłowaccy wydali jednak bolszewikom zarówno admirała, jak i przewożone złoto. W zamian sami dostali gwarancje bezpiecznego dotarcia do Władywostoku i 30 wagonów węgla na paliwo dla parowozu. 

Bolszewicy rozstrzelali Kołczaka, a  złoto ponownie przewieźli do Kazania. Jednak jaką część skarbu faktycznie otrzymali od Czechów, trudno stwierdzić. Różne źródła podają sprzeczne albo tylko przybliżone informacje. Mówi się o 409 mln rubli w złocie lub o 18 wagonach, jakie czechosłowaccy żołnierze mieli w Irkucku przekazać przedstawicielom Komitetu Rewolucyjnego. Kiedy złoto wróciło do Kazania sowieccy bankierzy oszacowali jego ilość na ok. 318 ton, a 190 ton uznali za zaginione. Przyznali też, że 5 ton "wyparowało" samym bolszewikom.

Dokładna wartość skarbu, jaka trafiła w ręce admirała Kołczaka nigdy nie została oszacowana. Złoto z carskiego zapasu było przeliczane na najrozmaitsze jednostki: od rubli przez skrzynki i pudy po tony albo nawet wagony. Takim obliczeniom daleko było do dokładności,  nic więc dziwnego, że do dziś trudno ustalić, ile złota naprawdę wysłał Kołczak do Władywostoku i ile zginęło ze złotego pociągu. Mogło go być około tony albo trzech. Albo znacznie więcej. Według jednej z wersji, to właśnie sami Czesi wywieźli z Irkucka 18 wagonów. 

Zachowały się też relacje naocznych świadków, którzy utrzymywali, że po drodze z Omska skrzynie ze złotem znikały z pociągu i były zakopywane w tajdze.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj