Ukraiński pakt z Rosją

Ukraina płynie na wschód
Rosyjska Flota Czarnomorska pozostanie na Ukrainie – przeciwko tej decyzji ukraińska opozycja walczy na słowa, pięści i jaja. Czy to koniec prozachodnich tęsknot Kijowa?
Antoine Gyori/AGP/Corbis

Prezydenci Wiktor Janukowycz i Dmitrij Miedwiediew podpisują porozumienie w Charkowie.
Press and Information Office/Wikipedia

Prezydenci Wiktor Janukowycz i Dmitrij Miedwiediew podpisują porozumienie w Charkowie.

Ukraina zawarła pakt: gaz za flotę. W zamian za przedłużenie umowy o stacjonowaniu okrętów Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu do 2042 r. (z możliwością prolongaty o kolejne 5 lat) Rosjanie zgodzili się obniżyć cenę gazu o 30 proc. przez 10 lat. Teraz Ukraińcy płacą za surowiec aż 305 dol. za każdy tysiąc metrów sześciennych. Należności pokrywano głównie z kolejnych transzy pożyczki od Międzynarodowego Funduszu Walutowego – pod groźbą zakręcenia kurka i kar umownych, czym Gazprom straszył regularnie. Dla ukraińskiego budżetu, który już ugina się pod ciężarem obsługi długu publicznego, była to zaciskająca się pętla.

Sytuację skomplikowało dodatkowo wstrzymanie wypłat z MFW, z powodu nierealizowania reform gospodarczych, jakimi fundusz warunkował udzielenie pożyczki, chaosu politycznego i rozdawnictwa pieniędzy w kampanii przed wyborami prezydenckimi. Ukraina znalazła się w sytuacji prawie tak złej jak Grecja. Fundusz uzależnił wznowienie współpracy od podjęcia reform, ograniczenia deficytu budżetowego. Przy dotychczasowych cenach gazu nie było szansy domknięcia budżetu. Rosjanie cierpliwie czekali na okazję. Porozumienie zawarli w Charkowie prezydenci Wiktor Janukowycz i Dmitrij Miedwiediew.

Obniżka ceny gazu jest wpisana do umowy o przedłużeniu stacjonowania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu – to jej ratyfikacja w ubiegłym tygodniu wzbudziła tak wielkie emocje w ukraińskim parlamencie i na ulicach Kijowa. Flota to pozostałość z czasów radzieckich, gdy Sewastopol był miastem zamkniętym. Słynne naturalne groty i zatoki służyły jako port i baza remontowa okrętów. W konstytucji niepodległej Ukrainy zapisano, że Rosjanie mogą tam przebywać do 2017 r. Prezydent Wiktor Juszczenko powtarzał, że nie przedłuży tej obecności ani o godzinę. Ten zapis w konstytucji miał być gwarantem suwerenności kraju.

Sewastopol, choć leży na Krymie, jest od 1997 r. podporządkowany bezpośrednio Gabinetowi Ministrów Ukrainy, a nie lokalnej administracji (specjalny status miał także za czasów radzieckich). Jest wyodrębnionym miastem, nie działa tu także konstytucja autonomicznego Krymu. Jego mieszkańcy to głównie Rosjanie. Dla Rosji Sewastopol jest ważnym portem czarnomorskim – pozwala równoważyć sąsiedztwo należącej do NATO Turcji, blisko stamtąd również na Kaukaz, co dało się zauważyć podczas konfliktu gruzińskiego w 2008 r. Dla Moskwy Flota Czarnomorska ma rangę symbolu, przypomina o minionej wielkości.

Polityka wektorowa

Dotychczasowa umowa nie zezwalała na unowocześnienie Floty, nie pozwalała też na obecność w Sewastopolu okrętów z głowicami jądrowymi, bo Ukraina jest państwem, które pozbyło się broni jądrowej na swym terytorium. Dla Ukraińców 2017 r. zagwarantowany w konstytucji też miał znaczenie symboliczne. Prezydent Janukowycz zapis zmienił, a parlament ratyfikował porozumienie zwykłą, a nie konstytucyjną większością. Dlatego opozycja uważa, że naruszono prawo, a porozumienie z Rosjanami godzi w niepodległość. Nawet skłóceni Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko tym razem solidarnie okrzyknęli je zdradą interesu narodowego.

Innego zdania jest wschód Ukrainy. Donieck, Ługańsk, Dniepropietrowsk, Charków, wielkie ośrodki przemysłowe, które dotkliwie osłabił światowy kryzys, a drogi gaz mógł do reszty pogrążyć, oczekiwały od Janukowycza poprawy relacji z Rosją i zmiany gardłowej umowy gazowej. Zależało też na tym ukraińskim oligarchom, właścicielom stalowych i chemicznych imperiów, sponsorujących Partię Regionów. Ich fortuny z każdym miesiącem topniały. Po przejęciu władzy prezydent zapowiedział, że Ukraina będzie mostem łączącym Wschód z Zachodem, a stosunki z Rosją pozostaną równie ważne jak relacje z Unią. Wyglądało, że powróci polityka dwuwektorowości, znana z czasów Leonida Kuczmy. Dziś mówi się, że to polityka jednowektorowa, promoskiewska.

Wszyscy ludzie prezydenta

Zaskoczona jest zwłaszcza Europa. Z pierwszą wizytą zagraniczną Janukowycz udał się do Brukseli. Został odebrany jako pragmatyk – rozumiejący, że członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej jest dziś nierealne – i jako gwarant uspokojenia sceny politycznej. Uznano, wyraźnie na wyrost, że stanowi rękojmię reform gospodarczych oraz daje szansę na uruchomienie pakietu pomocowego UE. Podpisanie porozumienia o pogłębionej strefie wolnego handlu z Unią, czyli de facto umowy stowarzyszeniowej, a także porozumienia w sprawie zniesienia obowiązku wizowego dla obywateli Ukrainy wydawało się na wyciągnięcie ręki.

Pierwsze decyzje kadrowe rozwiały te złudzenia. Janukowycz najpierw przywrócił Administrację Prezydenta – wszechwładną strukturę, którą Juszczenko zlikwidował. Przywrócenie, tak jak likwidacja, także miało charakter symboliczny. Podobnie jak mianowanie jej szefa: Serhij Lowoczkin pracował w Administracji za czasów Leonida Kuczmy, jest związany z największym lobby gazowym, Jurijem Bojko i frakcją Dmytro Firtasza, współwłaściciela RosUkr-Energo, głównego pośrednika w handlu rosyjskim gazem. Zastępcą Lowoczkina została Iryna Akimowa, reprezentująca konkurencyjne lobby metalurgiczne, związane z donieckim oligarchą i miliarderem Rinatem Achmetowem.

Również premier rządu Mykoła Azarow jest sprawdzonym współpracownikiem Janukowycza – był ministrem finansów w obu jego gabinetach. Był też wicepremierem i krótko premierem, niedawno został liderem Partii Regionów. Azarow, związany z klanem donieckim, nie mówi po ukraińsku i jest zwolennikiem prorosyjskiego kursu. Dwóch ministrów jego rządu było w pierwszym gabinecie Janukowycza, tym sprzed pomarańczowej rewolucji. 11 było członkami drugiego rządu, w latach 2006–2007. Awanturę wywołała zwłaszcza nominacja Dmytro Tabacznyka, ministra edukacji, uchodzącego za jawnie antyukraińskiego. Przeciwko Tabacznykowi protestują studenci Uniwersytetu Lwowskiego. Bezskutecznie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną