Gawędząc z Putinem
W czasie przejazdu na trasie Chabarowsk-Czita premier rosyjskiego rządu Władimir Putin, siedząc za kierownicą Łady Kaliny, porozmawiał z korespondentem dziennika „Kommiersant” Andriejem Kolesnikowem. Rozmowa trwała 180 kilometrów.
Władimir Putin
World Economic Forum/Flickr CC by SA

Władimir Putin

Artykuł pochodzi z 38. numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 20 września
Polityka

Artykuł pochodzi z 38. numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 20 września

Wsiadłem do samochodu premiera Władimira Putina na 350. kilometrze trasy Chabarowsk-Czita, wysiadłem na 530. kilometrze.

Nie wszystko opisał pan wczoraj w swoim reportażu – powiedział Putin na powitanie.

Jak to? - zdziwiłem się. – Napisałem szczerze wszystko, jak było.

W przeddzień Putin strzelając z kuszy pobierał biopsję od szarych wielorybów na Oceanie Spokojnym, a potem, kiedy spytałem, kto będzie następnym jego celem po lampartach, niedźwiedziach i wielorybach, odpowiedział, że ja. A jeśli mi się nie podoba, żeby on strzelał do mnie z kuszy, to można zamiast tego wszczepić mi antenki, żeby śledzić, w której populacji żyję i w jaki sposób przemieszczam się po Moskwie.

A ja jeszcze powiedziałem, że można także wszczepić urządzenie, dzięki któremu pańska żona będzie wiedziała, gdzie pan jest i co pan robi, – przypomniał Putin, gościnnie otwierając drzwiczki swojej kanarkowej Łady Kaliny.

Naprawdę chce pan to zrobić? – zdziwiłem się. – To jednak prawda, że funkcjonariusze wywiadu nigdy nie są byłymi funkcjonariuszami. Ma pan jeszcze specjalistyczną aparaturę? Używa jej pan regularnie?

Aparatury już nie mam. To przeszłość.

W takim razie porozmawiajmy o teraźniejszości.

Porozmawiajmy – westchnął Putin.

Trudno prowadzić samochód i rozmawiać na tematy, które potem będą przekazywane z ust do ust. Poziom samokontroli jest trochę inny, nie będzie pan potem żałować?

Nie – znowu się roześmiał. – Teraz naprawdę wypoczywam, może po raz pierwszy od dziesięciu lat.

W takim razie: do roboty. Czym trudniej jest się zajmować, gospodarką czy polityką?

Jeśli dobrze się pracuje, to nawet uprawa ogródka jest ciekawa – bez cienia uśmiechu odparł premier. – Jeśli się pracuje z pełnym zaangażowaniem. Mówią mi: taki wielki kraj, tak panu ciężko. Ale kiedy pracowałem w Petersburgu, w mieście liczącym pięć milionów mieszkańców, to też byłem zajęty od rana do późnej nocy, dzień w dzień i wcale nie było mi lżej. A rezultaty albo są, albo ich nie ma. Ale na poziomie politycznym podejmuje się decyzje, które dotyczą absolutnie wszystkiego, mają wpływ na wszystkie aspekty życia. To oznacza, że przy decyzjach politycznych ponosi się większą odpowiedzialność. Dla tych, którzy podejmują takie decyzje, to plus – premier po raz nie wiem który roześmiał się w głos. – Decyzje gospodarcze można potem skorygować, a decyzje polityczne – trudniej.

 

Błędy? Jakie błędy?

Były takie decyzje, które chciał pan skorygować?

Nie.

Jak dawniej, dziś też pan powtarza, że niczego pan nie żałuje. Jak dziesięć lat temu. Żadnych błędów!

Mówię szczerze. Patrzę wstecz... sam się zastanawiam... Nie!

Pan zna siebie lepiej niż ja...

Dobrze powiedziane!

I lepiej niż wszyscy inni razem wzięci. I sam pan doskonale rozumie, że błędy były. A może po prostu nie chce pan się do tego przyznać przed samym sobą.

No... – zamyślił się Putin. – Na pewno coś można było zrobić lepiej, dokładniej, mądrzej, efektywniej... Ale w sumie... błędów w sensie wyboru kierunku rozwoju, sposobu rozwiązywania problemów... w ubiegłych latach nam czasem przyganiano, a czasem ostro krytykowano za to, że skąpimy i za dużo pieniędzy przeznaczamy na fundusze rezerwowe – rezerwy złota i waluty banku centralnego, a potem jeszcze wymyśliliśmy rezerwowy bank rządu. Po co to robicie, mówili, trzeba rozwijać infrastrukturę, realny sektor gospodarki, system bankowy... Oddajcie te pieniądze ludziom, rozdajcie im! A my rozdawaliśmy tyle, ile uważaliśmy za słuszne – jako zasiłki i tak dalej. Rozwijaliśmy projekty narodowe. A teraz powiem coś najważniejszego... wychodziliśmy wtedy z założenia, że przyjdą światowe kryzysy i będziemy potrzebowali rezerw. I – co najważniejsze – nie wolno zasilać gospodarki kraju pieniędzmi, które nie zostały zarobione przez realny sektor gospodarki!

I nie wolno zbierać śmietanki z branży naftowej i w całości przerzucać jej do gospodarki! To doprowadzi do inflacji… To będzie rozdymać gałęzie gospodarki, zorientowane na eksport, a nie na wewnętrzne potrzeby. Bank centralny i resorty gospodarcze rządu powstrzymywały ten proces, ale, jak widać, niedostatecznie. I zaczęły się rozwijać te branże, które były zorientowane nie na zaspokojenie krajowego popytu, a na rynki zewnętrzne.

A więc jednak były jakieś błędy – oznajmiłem niemal triumfalnie.

A jak tylko nasz rynek odbiorców się skurczył – kontynuował premier, nie zwracając na mnie uwagi – nasi producenci stali, nawozów, metali nie wiedzieli, co mają zrobić ze swoimi towarami. Na wewnętrznym rynku wszystko jest tanie, a za granicą w ogóle nikt nie chce brać. Uderzenie z dwóch stron. A gdyby bank centralny powstrzymywał te procesy… mają tam tyle instrumentów… na przykład gdyby nie pozwalali kupować za granicą tyle, ile by się chciało… gdyby nakładali ograniczenia na eksport, to gospodarka rozwijałaby się równomiernie. Ale czy za to należy się reprymenda rządowi? Tak, zwłaszcza że ja sam się do tego przyznaję.

No i rząd krytykowano.

Ale krytykowano za coś innego! Krytykowano za to, że mało dajemy. Gdybyśmy dawali więcej w okresie kryzysu, to byłoby jeszcze gorzej. W rezultacie wytrzymaliśmy, polityka była słuszna.

 

Putin niezastąpiony?

Już od dawna jest pan we władzach. Dlaczego? Czy uważa pan, że są rzeczy, które może zrobić tylko pan i nikt inny?

Nie, uważam, że wszyscy musimy stworzyć mechanizm stabilnej rosyjskiej państwowości. Powinien to być mocny, nie podlegający czynnikom zewnętrznym, wyważony mechanizm. Wyważone stosunki wewnątrz obozu władzy, wyważone stosunki pomiędzy społeczeństwem obywatelskim i władzą. W Rosji powinien istnieć realny podział władzy, każda z władz powinna być samodzielna i mieć własne kompetencje. Żadna z władz nie powinna brać udziału w decyzjach pozostałych.

A co się tyczy tego, co miałbym robić, a czego robić nie powinienem, to mam do wyboru: albo siedzieć bezczynnie i patrzeć, jak coś się sypie - albo ingerować. To ja wolę ingerować.

Wszystko, co pan teraz powiedział, mówił pan również dziesięć lat temu, jest to zapisane w książce „Rozmowy z Władimirem Putinem”.

Bo to długi proces. Żeby to wszystko uporządkować, potrzeba dziesięcioleci. To tak jak budowa okrętu, który ma służyć przez całe lata. A pan by chciał, żebyśmy w jednej chwili stworzyli takie państwo, wyważone pod każdym względem. Ech!

Bardzo bym chciał!

W niektórych krajach to się nigdy nie udaje! A znów w  innych trwa dziesięciolecia. Ale to nie jest bagatelka.

A czy widzi pan jakieś światełko tam, gdzie wszyscy inni jeszcze go nie dostrzegają?

Widzę! – rzucił to jak wyzwanie. – To, co robimy, utwierdza mnie w przekonaniu, że idziemy we właściwym kierunku. Oczywiście nie mogliśmy nie brać pod uwagę realiów. Cały system finansowy runął, jeszcze jak istniał ZSRR, cały system socjalny, gospodarka padła, bo była obliczona na zamkniętą produkcję… Żelazna kurtyna, kiedy używa się tylko tego, co jest, co samemu się produkuje, bez względu na jakość…Mamy w Rosji w istocie gospodarkę okresu przejściowego, którą obsługuje system polityczny okresu przejściowego. W miarę jak nasza gospodarka będzie dojrzewać, powstaną również inne sposoby regulacji politycznych.

Wydaje mi się, że na tej drodze widzi pan wiele zagrożeń, których nie ma… Weźmy historię z [liderem grupy rockowej DDT] Jurijem Szewczukiem na pańskim spotkaniu poświęconym akcjom charytatywnym. Teraz wszyscy mówią, że to było spotkanie z Jurijem Szewczukiem…

No i co? Powiedziano mi, że to piosenkarz. No i co? Bardzo mi przyjemnie. Wtedy nie wiedziałem nawet, jak się nazywa.

Mieszkał pan w Petersburgu i nie wie pan, kim jest Szewczuk? Czy to możliwe?

Naprawdę nie wiedziałem! W Pitrze mamy wielu utalentowanych ludzi. Zalicza się do nich i pan Szewczuk. Pamiętam, że jeszcze powiedziano mi, że to człowiek nastawiony opozycyjnie. Wspaniale! U nas ludzie mają, chwała Bogu, prawo mówić, co chcą - i robią to. Wcale nie chciałem z nim polemizować.

Fajna rozmowa wyszła. On powiedział, co chciał. Pan też. Nie ma poszkodowanych.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną