Świat

Zmiana płci

Kobiety przejmują władzę

Corbis
Na całym świecie władza nieuchronnie przechodzi w ręce kobiet. To nie postulat, to stwierdzenie oczywistości.

Kryzys gospodarczy, który wybuchł w 2008 r., i będąca następstwem załamania gospodarczego recesja dotknęły głównie mężczyzn. W USA na cztery utracone miejsca pracy trzy należały do mężczyzn, a w pierwszym roku kryzysu wyparowało 7 mln takich miejsc. Kiedy pod koniec 2009 r. firma doradcza Accenture zapytała menedżerów firm z całego świata o to, jak przebiegały zwolnienia, większość szefów deklarowała, że w pierwszej kolejności ich ofiarą padali mężczyźni. We Francji wśród nowych bezrobotnych panowie stanowili 71 proc., w Szwajcarii 69 proc., w Indiach aż 95 proc. Dlaczego? Wyjaśniają to inne odpowiedzi: kobiety są bardziej odporne na związany z kryzysem stres i szybciej w zagrożeniu dostrzegają szansę. Poza tym lepiej potrafią pracować w zespole.

Do podobnych wniosków doszedł w Bangladeszu Muhammad Yunus, twórca Grameen Bank. Instytucja specjalizuje się w bankowości dla ubogich, udzielając mikrokredytów na zakup maszyny do szycia, telefonu komórkowego lub słonecznej instalacji elektrycznej. Podczas pracy nad biznesplanem Yunusowi wyszło, że warto pożyczać tylko kobietom. Dlaczego? Są bardziej przedsiębiorcze, odpowiedzialne i dysponują lepszym niż mężczyźni kapitałem społecznym. Ujmując rzecz po ludzku: kobiety mogą polegać na innych kobietach, które nie boją się wspólnie brać odpowiedzialności za finansowe zobowiązanie jednej z nich. Założenie z biznesplanu okazało się słuszne – Grameen Bank nie ma praktycznie problemów ze swoimi dłużniczkami.

Początek zmian

W tym roku w USA liczba pracujących kobiet i mężczyzn, po raz pierwszy w historii, wyrównała się, a w zawodach wymagających wysokich kwalifikacji kobiety wyszły na prowadzenie. Jednak statystyka jedynie przypieczętowała proces, który trwa od dłuższego czasu – zmiana struktury zawodowej i systematyczna wspinaczka kobiet po drabinie kompetencji doprowadziły do rewolucji społecznej. Systematycznie rośnie odsetek małżeństw, w których kobiety zarabiają więcej od mężów (z 4 proc. w 1970 r. do 22 proc. w 2007 r.).

Ta tendencja zbiega się ze zjawiskiem ogólnoświatowym: kobiety chętniej się uczą i przybywa rodzin, w których mężowie mają niższe wykształcenie od żon: w USA takich rodzin jest już 28 proc. i tylko 19 proc. z odwrotną sytuacją. Podobne relacje występują w Polsce (31,9 do 18,3 proc., w co czwartej rodzinie kobiety zarabiają więcej niż mężczyźni). Trudno się jednak dziwić, skoro w krajach OECD (klub 30 najbogatszych państw świata) 60 proc. osób podejmujących studia to kobiety. „New York Times” przytacza wypowiedzi mężczyzn żalących się, że dziś warunkiem udanej randki jest posiadanie karty bibliotecznej, a nie naprężonych muskułów. Nowojorski dziennik cytuje też kobiety narzekające, że coraz trudniej spotkać mężczyzn odpowiadających im ich aspiracjom, dlatego decydują się na życie singielek.

Co będzie po kryzysie? Amerykańskie Biuro Statystyki Pracy nie ma dobrych wieści. Znaczna część utraconych miejsc pracy już nie wróci – recesja stała się dobrym powodem, by zlikwidować nierentowne fabryki i przenieść produkcję do innych krajów. Nowe zawody wymagać będą innych kompetencji niż siła mięśni. Pod względem siły mózgów Amerykanki zaczynają dystansować Amerykanów, w 2012 r. dysproporcja między studentkami a studentami wyższych uczelni sięgać będzie 2,6 mln na korzyść kobiet. Statystyki unijne mówią z kolei, że na 8 mln miejsc pracy, jakie powstały w strefie euro po 2000 r., 6 mln zajęły kobiety.

Polska nie pozostaje obojętna na światowe tendencje. OECD podkreśla, że obok Słowacji i Turcji możemy się pochwalić najwyższym udziałem kobiet w kadrze naukowej. Statystycznie panie dominują w polskiej nauce, co stało się możliwe dzięki wyrównaniu dystansu do mężczyzn, jeśli chodzi o liczbę doktoratów. Od początku tego stulecia proporcje wyrównały się, tradycyjna domena mężczyzn stała się sferą równouprawnienia. Z badań dr. Dominika Batorskiego, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego, wynika jednak, że to dopiero początek zmian – jeśli chodzi o nadawane wyższe stopnie naukowe doktora habilitowanego i profesora, kobiety są dyskryminowane. Ta sytuacja zmieni się jednak w ciągu niespełna dekady, kiedy o awans zaczną dobijać się dzisiejsze doktorki.

Koniec Maczo

Co stanie się ze światem, kiedy kobiety zaczną domagać się statusu adekwatnego do swych kompetencji i osiągnięć? Nauka jest dobrym polem obserwacji, o czym przypomniała pod koniec ubiegłego roku prof. Małgorzata Kossut, protestując przeciwko liście nowych członków zagranicznych Polskiej Akademii Nauk. Na liście tej znalazła się tylko jedna uczona. Czy rzeczywiście na świecie nie ma wybitnych kobiet uczonych, czy też tak trudno je dostrzec akademii zdominowanej przez mężczyzn? – pytała prof. Kossut.

Warto przenieść to pytanie ze sfery nauki do polityki, gdzie struktury władzy w podobny sposób zdominowane są przez mężczyzn. Czy parlament, złożony w 80 proc. z mężczyzn, będzie miał taką samą listę priorytetów jak parlament o wyrównanym składzie? Indie – kraj o silnej tradycji kastowej, z trudem zmagający się z takimi zjawiskami jak morderstwa honorowe – uznały, że najlepszym sposobem na przyspieszenie zmian społecznych jest zwiększenie siły politycznej kobiet. W marcu parlament indyjski przyjął ustawę o parytecie, która nakazuje, by co najmniej 33 proc. miejsc w izbie wyższej oraz w parlamentach stanowych obsadzały kobiety. To w sumie ponad 4 tys. miejsc, do tego dochodzą setki tysięcy, jakie już od wielu lat, na mocy podobnego prawa, obywatelki Indii obsadzają w samorządach terytorialnych.

 

 

Parytet pierwotnie wyrażał ideę sprawiedliwości społecznej i wyrównywania szans. Choć ta idea nie straciła ważności, dziś idzie o rzecz wykraczającą daleko poza kwestie emancypacji i równego statusu. Istotę problemu wyraził dosadnie Reihan Salam, amerykański konserwatywny komentator w słynnym już eseju „Koniec Maczo”, opublikowanym na łamach prestiżowego magazynu „Foreign Policy”.

Spisek penisów

Wszystko zmieniło się po 2008 r., kiedy globalny kryzys zdemaskował, jak niebezpieczny dla świata jest „spisek penisów”, czyli sytuacja, w której kluczowe stanowiska skupiają faceci wykształceni na kilku uczelniach, spotykający się po pracy w tych samych zamkniętych klubach i na polach golfowych.

Kryzys ujawnił, że w rządzonym przez mężczyzn świecie doszło do największej niewydolności rynku w dziejach. Katastrofa globalnych finansów to tylko jeden, wcale nie najważniejszy, aspekt. Znacznie poważniejsza w długiej perspektywie jest kwestia nieoptymalnego wykorzystania zasobów: z jednej strony, nadmierna eksploatacja środowiska, co złowieszczo symbolizuje globalne ocieplenie; z drugiej zaś strony, marnotrawstwo potencjału, jakim dysponują kobiety. Kevin Daly, ekonomista z Goldman Sachs, policzył, że gdyby wyrównać szanse kobiet na rynku pracy, PKB krajów strefy euro (a to przecież najbardziej wyemancypowany obszar na świecie) wzrósłby o 7 proc. Włączenie kobiet do rządzenia światem to już nie jest jedynie kwestia przyzwoitości i respektu dla praw człowieka, to po prostu kwestia przetrwania i dalszego rozwoju.

Na kilka lat przed Salamem odkrył tę prawdę wielki francuski socjolog Alain Touraine. W 2005 r. opublikował książkę „Nowy paradygmat”. Analizuje w niej zachodzące na naszych oczach przemiany społeczne, prowadzące do nadejścia epoki postspołecznej. Społeczeństwo w znaczeniu, jakim zajmowali się socjologowie w XIX i XX w., przestało istnieć. Sens tracą identyfikatory zbiorowej tożsamości, jak choćby klasy społeczne.

Czy można mówić o klasie robotniczej, gdy przemysł w krajach rozwiniętych wytwarza zaledwie 10–15 proc. PKB? Stare różnice napędzające dynamikę społeczną, jak walka klasowa, która doprowadziła do emancypacji świata pracy, ustępują nowym motywom różnicowania się ludzkich społeczności, odwołującym się przeważnie do identyfikacji kulturowych.

Tożsamość społeczną i status robotnika określała jego praca. Człowiek współczesny tworzy swoją tożsamość samodzielnie i składają się na nią takie elementy, jak wybór kuchni, internetowego serwisu społecznościowego, filmów, muzyki, ubioru, praktyk seksualnych. To świat, w którym męska dominacja nie ma już ani uzasadnienia, ani sensu. Touraine twierdzi, że nadchodzi świat kobiet, co nie oznacza jednak, że nadchodzi epoka żeńskiej dominacji. Francuski socjolog rozwija swoją tezę w kolejnym dziele „Świat kobiet”. Touraine’a interesowały sposoby, w jakie kobiety konstruują swoją tożsamość. Badacza zaskoczyło, że zdecydowana większość ankietowanych na pytanie: kim jesteś?, odpowiadała: jestem kobietą, czyli jestem samodzielnym, autonomicznym podmiotem, sprawującym kontrolę nad swym losem, ciałem i seksualnością.

Ta nowa samoświadomość kobiet przekracza tradycyjny podział świata społecznego, w którym główną oś podziału tworzyła płeć. W haśle: „dziecko, jeśli zechcę i kiedy zechcę”, wyraża się sprzeciw wobec określania tożsamości kobiety przez biologiczny wymiar jej egzystencji. Płeć nie istnieje, istnieje człowiek, jednak nie abstrakcyjny – z rewolucyjnej „Deklaracji praw człowieka i obywatela”, lecz konkretny, który sam tworzy swoją indywidualną i społeczną tożsamość. To zdaniem Touraine’a, zaczątek nowej kultury mającej przeobrazić świat.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną