Bezzałogowce atakują

Kogo bije dron
W walce z Al-Kaidą Ameryka przechodzi na izraelskie metody. Zamiast łapać i więzić terrorystów, CIA zabija ich na odległość z samolotów bezzałogowych. Piloci siedzą w Stanach.
Pilot w Nevadzie kieruje Predatorem lecącym nad Afganistanem.
David Howells/Corbis

Pilot w Nevadzie kieruje Predatorem lecącym nad Afganistanem.

Reaper - Żniwiarz z widoczną kamerą
Louie Palu/Zuma Press/Forum

Reaper - Żniwiarz z widoczną kamerą

audio

Wawrzyniec Smoczyński - Kogo bije dron

Śmierć nadleciała z rozgwieżdżonego nieba. Późnym wieczorem, 4 października, na meczet w miejscowości Mir Ali w Północnym Waziristanie spadły dwa pociski Hellfire. Kilka godzin później pakistański wywiad wydobył spod gruzów ciała siedmiu osób: pięciu Niemców tureckiego pochodzenia i dwóch Pakistańczyków. Według CIA, zabici należeli do komórki terrorystycznej planującej zamachy w europejskich stolicach, przed którymi ostrzegała dzień wcześniej Ameryka. Śmierć zadano im z wysokości kilku kilometrów za naciśnięciem guzika na drugim końcu świata. W mateczniku talibów, na pograniczu afgańsko-pakistańskim, ludzie nauczyli się już rozpoznawać dźwięk samolotów bezzałogowych. Tym razem dźwięk modłów musiał zagłuszyć charakterystyczne brzęczenie silnika.

Ważka z misją

Drones, czyli trutnie – jak nazywają je zdrobniale Amerykanie – z wyglądu przypominają raczej ważki. Podparte na owadzich nogach, skrzydła mają niemal dwukrotnie dłuższe niż kadłub, całość jest zbudowana z lekkich kompozytów. Z przodu, zamiast kokpitu, znajduje się komora naszpikowana elektroniką, z tyłu silnik śmigłowy – odrzutowy byłby za głośny, poza tym przy wysokich prędkościach nie dałoby się śledzić obrazu. Główną bronią dronów jest bowiem podwieszona z przodu kamera – bez niej nie byłoby wiadomo, do czego strzelać. Reaper, najnowszy model na stanie amerykańskiego lotnictwa, może unieść 14 rakiet powietrze–ziemia typu Hellfire lub cztery „ognie piekielne” i dwie ćwierćtonowe bomby. CIA woli starsze, za to długodystansowe Predatory (patrz ramka).

Przez dwa lata rządów Obamy samoloty bezzałogowe stały się głównym narzędziem wojny w Afganistanie. Tylko w tym roku amerykańskie drony wykonają czterokrotnie więcej misji niż w ostatnim roku prezydentury George’a Busha. Początkowo służyły jedynie do zwiadu, dziś za ich pomocą tropi się grupy podkładające przydrożne ładunki wybuchowe, zabija sprawców ataków na konwoje NATO i likwiduje ich dowódców. Tym ostatnim zajmuje się CIA, posyłając Predatory coraz dalej w głąb Pakistanu, gdzie talibowie i członkowie Al-Kaidy czuli się do niedawna bezpiecznie. Od września w Waziristanie trwa bezzałogowa ofensywa lotnicza, mająca wyciąć w pień bojowników, którzy mogliby zagrozić amerykańskim oddziałom. Wszystko przed grudniowym przeglądem sytuacji w Afganistanie.

Pentagon nie może pochwalić się obiecaną przez Obamę redukcją wojsk, więc CIA nadrabia statystykami zabitych terrorystów, przy okazji przenosząc uwagę Amerykanów z brudnej wojny na ziemi na sterylne operacje z powietrza. Niezależnie od propagandy można już śmiało powiedzieć, że drony są największą zdobyczą technologiczną wojny w Afganistanie i przełomem w technice bojowej. W tym roku Pentagon po raz pierwszy kupi więcej samolotów bezzałogowych niż załogowych, działają już pierwsze bazy lotnicze, przeznaczone wyłącznie dla dronów, a same maszyny zawędrowały do sektora cywilnego: w Stanach nieuzbrojone Reapery obserwują pożary lasów i patrolują granicę z Meksykiem, a u wybrzeży Somalii tropią łodzie piratów.

Ich najważniejszy poligon pozostaje jednak w Afganistanie i Pakistanie. To w tym drugim kraju drony wykonują najbardziej tajemnicze i kontrowersyjne misje na zlecenie CIA. Opierając się na dekrecie Busha z września 2001 r. – tym samym, który zezwolił agencji na prowadzenie tajnych więzień – dokonują prewencyjnych egzekucji domniemanych terrorystów. Po likwidacji aresztów CIA i fiasku procesów przeciwko więźniom z Guantanamo Waszyngton doszedł do wniosku, że zamiast łapać terrorystów, lepiej od razu ich zabijać. Jeszcze kilka lat temu podobne operacje wymagałyby użycia hałaśliwych helikopterów lub myśliwców oraz narażania życia żołnierzy – dziś drony robią to samo po cichu, tanio i bez ryzyka dla pilotów. A przy tym na bez porównania większą skalę.

Dron na dżojstiku

W Afganistanie stacjonuje dziś ok. 200 samolotów bezzałogowych, w tym co najmniej kilka pod rozkazami CIA. Dokładna liczba tych ostatnich nie jest znana, bo oficjalnie agencja nie przyznaje się do posiadania dronów. Typowa misja zaczyna się od wskazówki afgańskiego lub pakistańskiego informatora – może to być trop poszukiwanego terrorysty lub donos o ruchach oddziałów rebelianckich. W Dżalalabadzie lub Kandaharze 20-osobowa ekipa naziemna dobiera odpowiednie uzbrojenie, odpala samolot i wyprowadza go zdalnie na wysokość kilku tysięcy metrów. Wysoko nad ziemią dzieje się rzecz niezwykła: stery drona przejmuje pilot siedzący w jednej z baz w Stanach Zjednoczonych. Reaperami sterują np. dawni piloci F-16 z Creech Air Force Base koło Las Vegas.

Ruchome centrum dowodzenia mieści się w klimatyzowanych kontenerach przy nieużywanym już pasie startowym. Zdalne sterowanie jest możliwe dzięki specjalnej autostradzie teleinformatycznej: z Afganistanu sygnał biegnie przez satelitę do Europy, światłowodem po dnie Atlantyku i dalej do bazy pilotującej, Pentagonu i w drugą stronę do dowódcy polowego na miejscu akcji w Afganistanie. Mimo odległości 20 tys. km, opóźnienie między dżojstikiem a lotką nie przekracza 2 sek. Oprócz pilota maszynę obsługuje jeszcze specjalista od wizji, który śledzi obraz z kamer. W Reaperach rozdzielczość jest tak wysoka, że pilot może odczytać tablicę rejestracyjną z odległości 3 km, a kamery termowizyjne pozwalają ocenić, czy broń w ręku człowieka na ekranie była niedawno używana.

Ale największą przewagą drona nad myśliwcem czy helikopterem jest możliwość śledzenia celu nawet przez dobę – można go doposażyć w dodatkowe zbiorniki z paliwem, a piloci po prostu zmieniają się za sterami. Drony potrafią godzinami lecieć niezauważone za jadącą ciężarówką, wisieć nad podejrzanym budynkiem lub podążać za grupą ludzi. By nacisnąć spust, pilot w Stanach musi dostać zgodę dowódcy w terenie – ten najczęściej wysyła zwiad, by wykluczyć obecność cywilów. Mimo to zdarzają się tragiczne pomyłki, jak ostrzał konwoju z kobietami i dziećmi w lutym tego roku. O ile w Afganistanie Predatory udaremniają bezpośrednie ataki na żołnierzy NATO, o tyle w Pakistanie ich misja polega na odstrzeliwaniu potencjalnych terrorystów.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną