Bezzałogowce atakują

Kogo bije dron
W walce z Al-Kaidą Ameryka przechodzi na izraelskie metody. Zamiast łapać i więzić terrorystów, CIA zabija ich na odległość z samolotów bezzałogowych. Piloci siedzą w Stanach.
Reaper - Żniwiarz z widoczną kamerą
Louie Palu/Zuma Press/Forum

Reaper - Żniwiarz z widoczną kamerą

Śmierć nadleciała z rozgwieżdżonego nieba. Późnym wieczorem, 4 października, na meczet w miejscowości Mir Ali w Północnym Waziristanie spadły dwa pociski Hellfire. Kilka godzin później pakistański wywiad wydobył spod gruzów ciała siedmiu osób: pięciu Niemców tureckiego pochodzenia i dwóch Pakistańczyków. Według CIA, zabici należeli do komórki terrorystycznej planującej zamachy w europejskich stolicach, przed którymi ostrzegała dzień wcześniej Ameryka. Śmierć zadano im z wysokości kilku kilometrów za naciśnięciem guzika na drugim końcu świata. W mateczniku talibów, na pograniczu afgańsko-pakistańskim, ludzie nauczyli się już rozpoznawać dźwięk samolotów bezzałogowych. Tym razem dźwięk modłów musiał zagłuszyć charakterystyczne brzęczenie silnika.

Ważka z misją

Drones, czyli trutnie – jak nazywają je zdrobniale Amerykanie – z wyglądu przypominają raczej ważki. Podparte na owadzich nogach, skrzydła mają niemal dwukrotnie dłuższe niż kadłub, całość jest zbudowana z lekkich kompozytów. Z przodu, zamiast kokpitu, znajduje się komora naszpikowana elektroniką, z tyłu silnik śmigłowy – odrzutowy byłby za głośny, poza tym przy wysokich prędkościach nie dałoby się śledzić obrazu. Główną bronią dronów jest bowiem podwieszona z przodu kamera – bez niej nie byłoby wiadomo, do czego strzelać.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną