Rozmowa o tym, dlaczego Moskwa wyciąga rękę do Polski

Pokochajcie Rosję
- Na przełomie 2008 i 2009 r. Putinowi zaświtało, że polskiej „przeszkody” w stosunkach z Unią nie da się pokonać, wyciągając ręce do Berlina i Paryża w nadziei, że te dwie potęgi skłonią Polskę, by była bardziej przyjazna wobec Rosji - mówi Dmitrij Trienin.
Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS

Dmitrij Trienin
materiały prasowe

Dmitrij Trienin

Spotkanie pełniącego obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska i prezydenta Rosji Dimitrija Miedwiediewa na Wawelu w kwietniu 2010 r. Politycy przybyli do Krakowa na pogrzeb prezydenckiej pary.
Grzegorz Rogiński/PAP

Spotkanie pełniącego obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska i prezydenta Rosji Dimitrija Miedwiediewa na Wawelu w kwietniu 2010 r. Politycy przybyli do Krakowa na pogrzeb prezydenckiej pary.

Wawrzyniec Smoczyński: – Dmitrij Miedwiediew przyjeżdża do Polski. Jaki jest cel tej wizyty?

Dmitrij Trienin: – Prezydent Rosji chce się upewnić, że wkład Władimira Putina w poprawę stosunków z Polską nie idzie na marne, że ten proces postępuje do przodu, że nie zatrzyma się w pół drogi ku bardziej normalnym stosunkom, jakich Rosja i Polska w zasadzie nigdy nie miały – opartych na wzajemnym szacunku i wspólnych interesach. Takiej relacji, która uczyniłaby Polskę dla Rosji rodzajem Bliskiego Zachodu.

Nie leżymy już w Europie Wschodniej?

Europa Wschodnia jest teraz na wschód od Polski. Ukraina, Białoruś, Mołdawia – to jest nowa Europa Wschodnia. Z geograficznego punktu widzenia Polska należy do Europy Środkowej, ale pod względem politycznym, ekonomicznym i społecznym staje się częścią Zachodu. Nie chodzi o Zachód tradycyjny – Polska zawsze była katolicka – ale ten nowoczesny – z postępowym społeczeństwem, liberalno-demokratyczną konstytucją, gospodarką rynkową.

Czy to przesunięcie na zachód w świadomości Rosji oznacza, że Polska jest definitywnie poza rosyjską strefą wpływów?

Z całą pewnością, jeśli w ogóle można mówić dziś o takiej strefie. To nieporozumienie. Są rosyjskie wpływy i rosyjskie interesy, ale nie ma rosyjskiej strefy. Gdy mówimy o strefach, na myśl przychodzi natychmiast Układ Warszawski. Dziś mamy inny świat, a używanie tamtych pojęć nie pomaga go zrozumieć.

Układ Warszawski nie istnieje od 20 lat. Skąd ta nagła zmiana uczuć wobec Polski?

Rozczaruję pana, ale z głowy. Na przełomie 2008 i 2009 r. Putinowi zaświtało, że polskiej „przeszkody” w stosunkach z Unią nie da się pokonać, wyciągając ręce do Berlina i Paryża w nadziei, że te dwie potęgi skłonią Polskę, by była bardziej przyjazna wobec Rosji. Taką politykę uprawiano wcześniej i nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Nie było więc innego wyjścia, jak tylko wyciągnąć rękę do Warszawy. Wykorzystano przy tym zmianę polityczną w Polsce – Putin docenił pragmatyzm Donalda Tuska i ewolucję Radka Sikorskiego. Z jednej strony chodziło mu o usunięcie blokady w stosunkach z Unią, z drugiej, dostrzegł potencjalnych partnerów po stronie polskiej. Dlatego wyciągnął do nich dłoń.

W 2008 r. były dwa punkty sporne: gazociąg północny i tarcza antyrakietowa. Gazociąg się buduje, tarczy nie będzie. Dlaczego mamy wierzyć, że zmiana nastawienia Rosji jest trwała?

Nie chodziło tylko o konkretne sporne sprawy, ale o szerszy stosunek polskiej klasy politycznej do Rosji. Rosyjscy przywódcy nie mówili o tym głośno, ale dostrzegli potrzebę stopniowego pojednania z Polską, zważywszy na historyczne zaszłości w stosunkach dwustronnych. Doszli też do wniosku, że po wstąpieniu do NATO i Unii Polska stała się w obu tych instytucjach uznanym ekspertem od Rosji. Jeśli ktoś szukał opinii pozbawionej złudzeń, mógł zapytać Polskę – jeśli mówiła, że coś, co Rosja proponuje, jest do przyjęcia, nie było ryzyka, że po fakcie okaże się inaczej.

Putin osobiście wyszedł z inicjatywą, by poprawić stosunki. Przyjechał na rocznicę wybuchu II wojny światowej do Gdańska, choć wiedział, że zostanie za to skrytykowany w Moskwie, co się zresztą stało. Potem stosunki dwustronne zostały wystawione na bardzo ciężką próbę w następstwie tragicznej katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem.

Ta próba wciąż trwa. Jak rosyjscy przywódcy reagują na oskarżenia niektórych polskich polityków, że Rosja była zamieszana w katastrofę?

To ciekawa kwestia, bo w obu naszych społeczeństwach krąży wiele teorii spiskowych. Trzeba nauczyć się z tym żyć. Jeszcze ciekawsze jest to, że rosyjskie media nie poświęcają wiele uwagi tym polskim podejrzeniom, a władze nie próbują ich wykorzystywać do rozkręcania antypolskich nastrojów.

Dlaczego tego nie robią?

Bo normalizacja stosunków z Polską jest dla nich zbyt ważna. Myślę, że decydenci uważają te podejrzenia za nonsens, ale też wiedzą, że ludzie są w stanie uwierzyć we wszystko. Kreml nie pozwoli, by dzikie podejrzenia wykoleiły relacje dwustronne.

Ale one już na nich ciążą. Nie prościej byłoby poprawić współpracę w śledztwie smoleńskim?

To bardzo delikatna kwestia. Gdyby jakiekolwiek inne państwo straciło prezydenta i dużą liczbę dygnitarzy w katastrofie na terenie obcego kraju, zawsze pojawiłyby się zarzuty, że jego władze coś ukrywają. Myślę, że to normalne – w takich sytuacjach chce się mieć możliwie najszerszy dostęp, często większy niż to, na co jest gotowa przystać druga strona. Rosja współpracuje w tej sprawie pełniej niż z jakimkolwiek innym państwem, jak daleko sięgam pamięcią.

Jak pan jako były wojskowy ocenia tę katastrofę? Czy to może być skutek nieodpowiedzialności ludzi na ziemi?

Lotnisko w Smoleńsku było raczej prymitywne jak na standardy międzynarodowe. To powiedziawszy, uważam, że dla lądowania prezydenckiej maszyny dobra pogoda powinna być bezwzględnym wymogiem. Gdybym to ja był na pokładzie i starał się dojechać na ważne wydarzenie, to ceniąc własne życie, w żadnych okolicznościach nie podjąłbym nawet próby lądowania w tamtych warunkach.

Wróćmy do wizyty Miedwiediewa w Warszawie. Czego Rosja spodziewa się po poprawie stosunków z Polską?

Rosjanie, trochę jak Amerykanie, marzą, by ich lubiano albo nawet kochano. Rosja pragnie, by kraje takie jak Polska stały się dla niej bardziej przyjazne, odkryły także dobre karty wspólnej historii, pokrewieństwo kultur, doceniły naszych pisarzy, poetów, muzyków. Nie przeceniałbym znaczenia tej tęsknoty, ale ogólnie chcemy, by nasze sąsiedztwo było do nas lepiej nastawione.

Gdy idzie o konkrety, Rosja chciałaby, by Polska rozumiała jej interesy i nie dawała się namawiać na prowokacje wobec Moskwy. By nie utrudniała jej życia w takich miejscach jak Ukraina czy Białoruś. Nie chodzi o to, by zaakceptowała rosyjską „strefę wpływów”, bo takowa nie istnieje, ale by nie działała przeciwko rosyjskim interesom.

Po drugie, Rosja widzi Polskę jako kraj, który pełniej niż pozostali nowi członkowie Unii uczestniczy w jej pracach, dlatego chce mieć ją po swojej stronie w przedsięwzięciach rosyjsko-unijnych. Rosja chce, by Polska nie podcinała rosyjskich planów zbliżenia gospodarczego z Europą, by nie była przynajmniej aktywnie antyrosyjska.

Co Polska może otrzymać w zamian poza wizytami na wysokim szczeblu?

Mogłaby awansować w świadomości Rosji do grupy starszych państw Europy. Gdy Rosja patrzy na Unię, widzi z jednej strony wspólnotę, z drugiej – państwa członkowskie. W praktyce Moskwa zbudowała uprzywilejowane relacje z Berlinem, Paryżem, Rzymem i Madrytem, te z Londynem są ważne, ale zostały osłabione. Dlaczego nie włączyć do tej grupy Warszawy? Taki awans mógłby oznaczać regularne konsultacje polityczne, rozmawianie z Polską na równi z Włochami i Hiszpanią czy nawet Niemcami i Francją…

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną