Świat

Opat robi na opak

Trudne początki węgierskiej prezydencji

Viktor Orbán i belgijski premier Yves Leterme podczas uroczystości przejęcia europejskiej prezydencji przez Węgrów. Viktor Orbán i belgijski premier Yves Leterme podczas uroczystości przejęcia europejskiej prezydencji przez Węgrów. Laszlo Balogh/Reuters / Forum
Prezydencja Unii miała Węgrom poprawić samopoczucie i dać rozgłos w Europie. Tymczasem już na samym początku rząd stanął przed wotum nieufności. I to nie ze strony krajowej opozycji, lecz partnerów zagranicznych.
Pałac w Gödöllo – tu przez najbliższe sześć miesięcy będzie biło serce Europy.Bela Szandelszky/AP/Agencja Gazeta Pałac w Gödöllo – tu przez najbliższe sześć miesięcy będzie biło serce Europy.
Knebel nałożony przez rząd na media powoduje, że protesty nie milkną, także poza granicami Węgier.Bernadett Szabo/Reuters/Forum Knebel nałożony przez rząd na media powoduje, że protesty nie milkną, także poza granicami Węgier.

Do końca czerwca jednym z najważniejszych adresów w Europie jest Gödöllő, 31-tys. miasto leżące 30 km na wschód od Budapesztu. Gödöllő słynie z prężnej akademii rolniczej i letniej rezydencji cesarzy austriackich, największej barokowej budowli w kraju. W dawnej pałacowej ujeżdżalni, w której umiejętności jeździeckie doskonaliła słynna cesarzowa Sisi, bić będzie serce węgierskiej prezydencji, to tu unijni ministrowie podczas nieformalnych spotkań spróbują skoordynować politykę Unii Europejskiej w sprawach zaproponowanych przez węgierskich kolegów.

Gospodarze nie mogą mieć jednak pewności, czy propozycje zostaną w ogóle wzięte pod uwagę. To znaczy, czy zamiast o priorytetach węgierskiego przewodnictwa – tarapatach finansowych Wspólnoty, wzmocnieniu jej konkurencyjności, wstępnych założeniach budżetu po 2013 r., rozszerzeniu Unii, sytuacji Romów w Europie i ważnym z punktu widzenia Polski Partnerstwie Wschodnim – goście nie narzucą dyskusji o rosnącym autorytaryzmie premiera Viktora Orbána. O krępowaniu wolności prasy, kontrybucjach nałożonych na zagraniczny kapitał, ograniczaniu niezależności banku centralnego, sądu konstytucyjnego. I wreszcie planach zmiany samej konstytucji, która Orbánowi i jego partii, prawicowemu Fideszowi, ma zapewnić pełnię władzy na dłużej niż na jedną lub dwie kadencje.

Zła atmosfera

Niepokoje są tym większe, że prezydencja rozpoczęła się w wyjątkowo złej atmosferze. Gdy dwa lata temu Unią rządzili Czesi, czeski politolog Jiři Pehe obrazowo porównał sytuację do autobusu z dwudziestoma siedmioma pasażerami kierowanego przez niedoświadczonego dziewiętnastolatka, który ledwo co dostał prawo jazdy, a czeka go ruchliwa trasa i kilka trudnych skrzyżowań. W tym roku niebezpieczeństw jest więcej, a szofer – ku oburzeniu pasażerów – zachowuje się tak, jakby przed odjazdem wyrzucił europejskie mapy.

Już drugiego dnia prezydencji 13 koncernów, niemieckie grupy energetyczne RWE i E.ON zażądały od Komisji Europejskiej, by ukarać Budapeszt, który nałożył na te firmy nadzwyczajny podatek kryzysowy. Dotknięte przedsiębiorstwa podważają jego legalność oraz rozmiary. Obciążenia samej tylko węgierskiej filii Deutsche Telecom mają sięgnąć 100 mln euro. Międzynarodowy biznes, który generuje 80 proc. węgierskiego eksportu, protestuje, że to jego kosztem łatany jest ogromny deficyt budżetowy, a ekonomiści dodają, że spór może być dla Węgier wyjątkowo kosztowny.

To nie pierwsza odsłona brukselsko-budapeszteńskiego konfliktu gospodarczego. Wiosną premier Orbán pozostał głuchy zarówno na napomnienia Komisji, jak i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który w 2008 r. wpompował w liczący 10 mln mieszkańców, pogrążony w kryzysie kraj aż 20 mld euro.

Po wygranych wyborach rząd przyjął niekonwencjonalną politykę – mówi Zoltán Török, ekonomista Raiffeisen Bank w Budapeszcie. Obniżył podatki osobiste, a ograniczone wpływy uzupełniał podatkami dla banków, gdy te nie wystarczyły, sięgnął po podatek kryzysowy. W grupie opodatkowanych jest węgierski koncern naftowy MOL, ale nietrudno odnieść wrażenie, że podatku kryzysowego węgierskim firmom oszczędzono. – Nowe daniny i wcześniejsze upaństwowienie II filaru systemu emerytalnego wywołały nieufność inwestorów zagranicznych i, jak wynika z moich wyliczeń, spowolnią tegoroczny wzrost gospodarczy o około 0,3 proc. – uważa Zoltán Török.

 

 

Pod koniec roku Fitch, Moody’s oraz Standard&Poor’s, czołowe agencje ratingowe oceniające wiarygodność kredytową państw, zgodnie zganiły orbanowską praktykę gospodarczą i zdegradowały Węgry, zapowiadając, że niebawem mogą opisywać węgierskie papiery dłużne jako „inwestycję spekulacyjną”. I na to Viktor Orbán szuka recepty. W połowie stycznia Budapeszt odwiedzi wielka delegacja z Pekinu i możliwe, że to Chińczycy zaczną kupować węgierski dług, Orbán rozmawiał o tym z szefem chińskiego rządu w Szanghaju podczas niedawnego zamknięcia Wystawy Światowej. Jednocześnie zdał sobie sprawę, że nie poprawi węgierskich notowań bez cięcia wydatków i reform, które zadowolą inwestorów. Ogłosi je w lutym.

Nie milknie także skandal wokół ustawy medialnej. Nagle pośrodku Europy, w Unii szczycącej się standardami demokratycznymi, rząd pozyskał instrumenty do kneblowania prasy. W związku z ustawą Orbán już wszedł na kurs kolizyjny z Francją i Niemcami. Rzecznik Angeli Merkel ostrzegł, że rząd federalny uważnie przygląda się Węgrom ponoszącym dziś szczególną odpowiedzialność za wizerunek Unii w świecie. Były premier Belgii, przywódca liberałów w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstadt uznał nowe prawo prasowe za nie do przyjęcia, a luksemburski minister spraw zagranicznych Jean Asselborn zagrzmiał, że wyraźnie łamie ono ducha i literę europejskich traktatów i rodzi wątpliwości, czy Węgrzy w ogóle zasługują na kierowanie Unią. Upomnienia podziałały, Orbán co prawda ostro broni ustawy, ale rozmiary krytyki zaskoczyły kierownictwo Fideszu do tego stopnia, że gorączkowo próbuje ono zneutralizować złe wrażenie i rozważa nawet zminimalizowanie dolegliwości kontrowersyjnych przepisów.

IV Republika czy putynizacja Węgier

Dotąd urząd kontroli prasy nie ukarał żadnej z redakcji (grzywna może sięgnąć równowartości prawie miliona dolarów), ale wszczął śledztwa. Pierwsze, to wcale nie żart, w sprawie niszowej stołecznej rozgłośni Tilos, podobno zbyt często nadającej utwory amerykańskiego piosenkarza i aktora o pseudonimie Ice-T, wykonawcy gangsta rapu. Urzędnicy doszukali się w twórczości artysty treści, które mogą negatywnie wpłynąć na rozwój małoletnich, a takie, zgodnie z ustawą, powinny pojawiać się na falach eteru jedynie w nocy. Radiowcy bronią się, że są niechętnie słuchani przez młodzież, na dodatek Ice-T niewyraźnie rymuje w slangu amerykańskich gett, więc mało kto rozumie treść jego piosenek.

Gdyby 47-letni Viktor Orbán mógł wybrać, nie stałby teraz na czele Unii Europejskiej, prezydencja niepotrzebnie ściąga na niego uwagę. – Wiosną, po wielkim zwycięstwie parlamentarnym, stwierdził, że dopiero przy urnach wyborczych dokonała się węgierska rewolucja i nadszedł czas na prawdziwą zmianę systemu – mówi prof. Bogdan Góralczyk, były dyplomata w Budapeszcie. Poprzednie 20 lat to był jedynie okres przejściowy − od komunizmu, przez liberalną gospodarkę pod dyktando obcego kapitału, który wzbogacił się na dzikiej prywatyzacji lat 90., do IV Republiki.

To, co dla jednych jest IV Republiką, dla przeciwników jest putynizacją Węgier. Wytykają Orbánowi, że wszelkimi sposobami dąży do skupienia władzy, a w nowo powoływanych instytucjach okopał nominatów z kadencjami dwukrotnie dłuższymi niż kadencje parlamentu.

Péter Tölgyessy, ceniony analityk węgierskiej sceny politycznej, uważa, że Fidesz przypomina bractwo zakonne, gdzie premier sprawuje jednoosobowe rządy opata. Ten posłuch pozwala Orbánowi działać błyskawicznie, jego inicjatywy gładko przechodzą przez parlament, bo dysponuje rzadkim w demokracji komfortem absolutnej większości, pozwalającej także na dowolną zmianę konstytucji. Jej preambułę parlament ma głosować 15 marca, w rocznicę Wiosny Ludów z 1848 r., cały tekst powinien być gotowy na przełomie maja i czerwca tak, by nowa ustawa zasadnicza mogła zostać przyjęta 20 sierpnia, w dniu św. Stefana, patrona kraju. Jej głównym założeniem będzie pewnie ograniczenie roli parlamentu i wprowadzenie systemu kanclerskiego lub prezydenckiego.

Syndrom Trianon

Analogia IV Republiki z ideą IV Rzeczpospolitej jest jak najbardziej na miejscu, bo Orbán spełnia niezrealizowane zamierzenia Jarosława Kaczyńskiego. Obu nieco różni droga polityczna: – Orbán ma już za sobą cztery lata premierostwa, jest młodszy, obyty na salonach, zna świat, mówi płynnie po angielsku, był także przewodniczącym parlamentarnej komisji do spraw Unii Europejskiej – uważa prof. Góralczyk. Jest uparty, dzięki czemu przetrwał dwie klęski wyborcze w 2002 i 2006 r. i długoletnie zesłanie do ław opozycji, które bardzo źle znosił.

Sprzyja mu także odradzający się syndrom Trianon, tęsknota za terytoriami utraconymi w wyniku upokarzającego traktatu z 1920 r. Orbán nie zapomina o rodakach, którzy zostali za granicami okrojonych Węgier. Ku oburzeniu Serbii, Słowacji i Rumunii proponuje im węgierskie paszporty i obiecuje prawo do głosowania w wyborach na Węgrzech, które zostanie im przyznane już po zakończeniu prezydencji.

W odróżnieniu od zaniepokojonej Europy, większość Węgrów nie zniechęca się do sposobu, w jaki premier walczy z kryzysem i buduje silną pozycję kraju. Są zmęczeni polityczną wojną na górze, która doprowadziła do głębokiego, umacniającego się podziału w społeczeństwie, i ośmioma latami katastrofalnych rządów socjaldemokratów, których obwiniają za zdemolowanie budżetu i trudną sytuacją materialną.

Mieszkający w Wiedniu publicysta Paul Lendvai uważa wręcz, że dziś najsilniejszym trendem na Węgrzech, bardziej niż pęd do europeizacji i śledzenie z uwagą postępów prezydencji, jest powrót do nacjonalizmu i skupienie na własnych problemach, czego nie potrafi zmienić także słaby ruch społeczeństwa obywatelskiego. W grudniu na prawicę chciało głosować trzy razy więcej wyborców niż na socjaldemokratów. Węgrzy zdają się wierzyć Viktorowi Orbánowi, który lubi powtarzać, że nie zamierza rozmawiać z partnerami z Unii na kolanach, bo to sukces będzie arbitrem. W Unii, której przewodniczy – nie zamierza przyjmować krytyki?

Polityka 03.2011 (2790) z dnia 14.01.2011; Świat; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Opat robi na opak"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną