Z Guy Sormanem, francuskim intelektualistą

To są ludzie jak my
Guy Sorman, francuski filozof i publicysta, o źródłach arabskiej rewolucji, o tym, czy islam da się pogodzić z demokracją i rynkiem i co z tego wynika dla Europy i świata.
Libijscy buntownicy z Tobruku.
Asmaa Waguih/Reuters/Forum

Libijscy buntownicy z Tobruku.

Jacek Żakowski: – Co się stało z Arabami?
Guy Sorman: – O właśnie! Z Arabami. Nie z islamem. Czyli mniej więcej z jedną piątą muzułmanów. Reszta świata islamskiego patrzy na kraje arabskie z podobnym zdziwieniem jak my. Chociaż może trochę więcej rozumie.

Z powodu tej samej wiary?
Raczej dlatego, że nie szuka klucza do tej sytuacji w islamie, czyli tam, gdzie go nie ma.

A gdzie jest klucz?
W typowych mechanizmach każdej rewolucji. To jest klasyczna rewolucja rosnących oczekiwań. Zgodnie z opisaną przez Tocqueville’a zasadą, że rewolucja wybucha, gdy ludziom zaczyna się żyć lepiej. Bo poprawa nigdy nie jest tak szybka, jak oczekiwania poprawy, gdy ludzie ją zauważą.

Arabowie zauważyli, że im się poprawia?
W krajach, które ta rewolucja objęła, przez poprzednią dekadę wyraźnie się poprawiało. Ludzie zaczęli się zastanawiać, czy nie mogłoby się poprawiać trochę szybciej. Wtedy ostrzej zobaczyli, że władza jest skorumpowana, autorytarna, brutalna, że łamie ich prawa. Słusznie pomyśleli, że gdyby władza była lepsza, szybciej by im się poprawiało.

W Libii się ostatnio nie poprawiało.
Nie dość szybko. Ale w Libii, Jemenie, Algierii i Bahrajnie na klasyczny mechanizm tocquevillowski nakłada się konflikt plemienny albo wyznaniowy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną