Jak uziemić Kadafiego?
Wojska wierne Muammarowi Kadafiemu odbijają kolejne miasta na wschodzie Libii – w sobotę padł terminal naftowy Ras Lanuf, w niedzielę po ciężkim bombardowaniu ośrodek rafineryjny w Bredze.
Alternatywą dla pełnej kampanii lotniczej byłby zakaz lotów egzekwowany z morza.
M.S./Polityka

Alternatywą dla pełnej kampanii lotniczej byłby zakaz lotów egzekwowany z morza.

Liga Arabska wzywa ONZ do ustanowienia strefy zakazu lotów nad Libią – miałoby to powstrzymać naloty na rebeliantów i odebrać reżimowi zdolność przerzucania sił lądowych. Ale entuzjazm dla tego rozwiązania zdaje się słabnąć. Piątkowy szczyt Unii Europejskiej zakończył się tylko słowami poparcia dla rebeliantów, do czynów nie palą się też Stany Zjednoczone – nie mają w Libii strategicznego interesu i nie chcą angażować się w tamtejszą wojnę domową.

Pentagon uważa, że ustanowienie strefy nie obyłoby się bez działań wojennych – przed pierwszym patrolem sojusznicy musieliby zniszczyć libijską obronę przeciwlotniczą i samoloty. Kadafi może uznać to za akt wojny i wykorzystać jako pretekst do zmasowanego ataku lądowego na miasta ogarnięte rebelią. Wówczas sami alianci byliby zmuszeni do interwencji, a tego Amerykanie chcą za wszelką cenę uniknąć. Nauczeni awanturą w Iraku, tym razem żądają rezolucji Rady Bezpieczeństwa.

Wobec sprzeciwu Rosji i Chin Kadafi prędzej odbije Benghazi, niż Barack Obama otrzyma zielone światło od ONZ. Według wojskowych, jeden lotniskowiec nie wystarczy, by patrolować kraj pięciokrotnie większy od Polski. USS Enterprise znajduje się na Morzu Czerwonym. Na okręcie mieści się ok. 80 myśliwców, a potrzebnych byłoby kilkaset – pilnowanie przestrzeni powietrznej wymaga patroli 24 godziny na dobę przez dłuższy okres. Do egzekwowania zakazu potrzeba też wsparcia dużych samolotów – przede wszystkim latających cystern, poza tym latających radarów i maszyn do prowadzenia poszukiwań w razie strącenia któregoś z myśliwców. Takie samoloty musiałyby przylatywać z Włoch lub korzystać z lotnisk w Egipcie.

Ale nie wszyscy są tak sceptyczni. – To się da przeprowadzić za pomocą kilkudziesięciu samolotów, a Enterprise może przepłynąć przez Kanał Sueski w trzy dni – mówi John Pike, ekspert think-tanku wojskowego Globalsecurity.org. Liczy się tylko wybrzeże, bo tam leżą miasta i terminale naftowe. Alternatywą dla pełnej kampanii lotniczej byłby zakaz lotów egzekwowany z morza: wybrzeże patrolowałyby latające radary AWACS, a samoloty łamiące zakaz byłyby strącane rakietami z trzech niszczycieli na Morzu Śródziemnym. Ten wariant nie wymagałby zniszczenia libijskiej obrony przeciwlotniczej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną