Świat

Inni Bośniacy

Bośniacy budują przyszłość bez wojny

Wojna skończyła się 15 lat temu. A oni tak bardzo chcą i tak bardzo nie mogą tu być. Wojna skończyła się 15 lat temu. A oni tak bardzo chcą i tak bardzo nie mogą tu być. Jrwooley6 / Flickr CC by SA
To z powodu Bośni musieli uciekać. To do Bośni teraz wracają.
Asmir: „Chciałbym wrócić na stałe do Bośni – to silniejsze ode mnie. Bośnia jest dla mnie jak historia miłosna”.Marta Mazuś/Materiały prywatne Asmir: „Chciałbym wrócić na stałe do Bośni – to silniejsze ode mnie. Bośnia jest dla mnie jak historia miłosna”.
Najtrudniejsze pytanie, na które wciąż musi odpowiadać Minella, brzmi: skąd jesteś?Marta Mazuś/Materiały prywatne Najtrudniejsze pytanie, na które wciąż musi odpowiadać Minella, brzmi: skąd jesteś?

Od kilkunastu tygodni Bośniacy mogą jeździć do Unii Europejskiej bez wiz. A co z tymi, którzy podróżują w przeciwnym kierunku? Bośniaccy uchodźcy wracają nieśmiało, niepewnie, na tydzień, dwa. Każdego roku na kilka dni dłużej. Wojna skończyła się 15 lat temu. A oni tak bardzo chcą i tak bardzo nie mogą tu być.

Powrót 1: Selma

W 2006 r. Selma była w Bośni po raz pierwszy, odkąd kilka metrów za plecami wybuchł jej dom. Od kiedy bomba spadła na podwórko, na którym bawiła się z koleżankami, i z odłamkiem w kolanie trafiła na trzy miesiące do szpitala. Odkąd w listopadzie 1992 r., razem z trzydziestką innych dzieci, została ewakuowana samolotem do Francji, zamieszkała u rodziny w Tuluzie i zrozumiała, że do Bośni już nie wróci.

A jednak wróciła. Chciała sprawdzić, czy potrafi. Najpierw pojechała do Chorwacji, do Zagrzebia, do przyjaciół. Potem do babci, 130 km od Sarajewa. W końcu do Sarajewa, ale tylko na dwa dni. W 2007 r. została na tydzień. Rok później – na dwa. Teraz stara się przyjeżdżać dwa razy do roku. Przełamała strach przed mówieniem po serbsku, przed spotkaniem z przyjaciółmi. Wciąż jednak nadkłada drogi, żeby nie przejść obok miejsca, gdzie stał jej rodzinny dom.

Powrót 2: Asmir

Asmir nie chce zapomnieć, że urodził się 4 sierpnia 1989 r., w szpitalu w Prijedorze, na II piętrze, w pokoju 212. Że 20 lipca 1992 r. serbscy żołnierze znaleźli ojca, który ukrywał się na strychu, wyciągnęli go przed dom, kazali biec przed siebie i strzelali z karabinów. Że w listopadzie 1993 r. jego mamę, siostrę, jego i dwustu innych uchodźców witał na lotnisku w Saint-Étienne Bernard Kouchner, współzałożyciel organizacji Lekarze bez Granic i ówczesny minister zdrowia we francuskim rządzie.

Tylko o Bośni Asmir bardzo chciał zapomnieć. Ale po 10 latach i tak go dopadła. W 2004 r. w rodzinie był pogrzeb. Z mamą i siostrą pojechali do Prijedoru. Zobaczył kuzynów, których w ogóle nie pamiętał. Zobaczył ruiny domu. Był w centrum, gdzie pobierali im krew do identyfikacji ciała ojca. Ojca nie zobaczył – mama zabroniła im wejść do tej sali. Dręczyło go: kim ja jestem? skąd jestem? Zaczął pisać bloga. – To było jak budowanie domu z klocków lego – tłumaczy. – Musiałem zebrać cegły. Zbudować wszystko od początku.

Powrót 3: Minella

Taras kawiarni w Sarajewie. Minella zamawia po bośniacku. Trochę się wstydzi, bo wie, że mówi z akcentem. Kelner od razu zauważa, zaczyna wypytywać. Mówi, że Minella wygląda na Europejkę – jest inaczej ubrana niż bośniackie dziewczyny. Bardziej swobodnie, na luzie. Minella się uśmiecha. Być może Allah wreszcie wysłuchał jej modlitw. W upalne lato 1992 r. jej ojca zastrzelili serbscy żołnierze. Po ucieczce przez Bośnię, Chorwację i Niemcy, w październiku 1993 r. trafiła z mamą i bratem do Francji. Poszła do szkoły. Dzieci bawiły się, ale nikt nie chciał podać jej ręki. Uciekała w książki, rysowanie i pisanie wierszy. A gdy nadchodził wieczór, otwierała okno i odmawiała swoją modlitwę: „Boże, spraw, żebym miała takie ubrania jak moje koleżanki z klasy”.

Lato 2010 r. też było gorące. Po siedmiu latach Minella odwiedziła Čarakovo. Z babcią poszły na cmentarz, do taty. Babcia nie płakała, więc ona też nie. Może znowu tu przyjedzie. Wtedy pójdzie już sama.

Selma: Inna

Selma widzi zmiany. Podczas pierwszego przyjazdu zszokowało ją, że w Sarajewie wyrosło tyle meczetów. – Wcześniej też były, ale nie aż tyle, nie z dwoma minaretami. Nie było też tak wielu brodatych mężczyzn, którzy odmawiają podania ręki kobiecie. To nie jest islam bałkański. Zamiast w meczety, lepiej byłoby zainwestować w budowę dróg albo miejsca pracy dla ludzi – mówi.

Bo z pracą w Bośni nie jest łatwo. Ojciec Selmy pracuje w drukarni w Sarajewie. Kiedyś państwowej, obecnie sprywatyzowanej. Od ponad pół roku nie dostaje pensji. Podobnie jest w wielu innych fabrykach. Selma wie, że jeśli nie będzie miała pracy, nie ma po co wracać do Bośni. Tak zresztą zawsze powtarzała mama: Tu, we Francji, jest wasza przyszłość, tam już nic nie ma.

Bo czym właściwie jest Bośnia? Wychowywała się w Jugosławii. W jej rodzinie byli muzułmanie, katolicy, obchodziło się i ramadan, i Boże Narodzenie. W gości chodziło się do sąsiadów Serbów. A na wakacje jeździło nad chorwackie morze. Jugosławii już nie ma. Od 2004 r. Selma ma obywatelstwo francuskie. Mówi, że bośniackiego nie potrzebuje. Zresztą nie może go mieć, Francja i Bośnia nie podpisały stosownej umowy.

Ale nawet gdyby mogła, nie wiedziałaby, jak się określić. W bośniackim dowodzie musi być wpisane, czy obywatel deklaruje się jako Bośniak (muzułmanin), Serb (prawosławny) czy Chorwat (katolik); w czwartej kategorii mieszczą się Romowie, Żydzi, ateiści. Do niej mogliby zaliczyć się Selma i jej rodzice, jako Jugosłowianie. Ta kategoria to Inny.

Asmir: Europejczyk, Francuz, Bośniak

Od kilku lat, gdy Asmir aplikuje na staże, dostaje się do Bośni, nie do Francji. W 2009 r. był na dwóch – w organizacji zajmującej się dziećmi, które straciły rodziców podczas wojny, i w takiej, która zbierała informacje o ofiarach w Prijedorze. W 2010 r., dzięki pomocy wuja, dostał się na miesięczny staż w „Oslobođenje”, gazecie legendzie wydawanej przez cały okres wojny w oblężonym Sarajewie. Bez protekcji i znajomości w Bośni niewiele można zdziałać, nie mówiąc o zdobyciu pracy. W przypadku Asmira pracy za darmo. Dziennikarze pukali się w głowy: Nie lepiej było pójść gdzieś, gdzie ci zapłacą? Nie szkoda ci czasu?

Asmirowi nie szkoda. Pisze, obserwuje, rozmawia. A o Bośni może rozmawiać długo. – Bośnia chce wejść do Unii Europejskiej. Ale czy pozwoli Europie wejść do siebie? Bo Europa to też wartości – świeckość państwa, tożsamość obywatelska. Myślę, że zanim Bośnia wejdzie do Unii, powinna najpierw się zjednoczyć. Żeby nie było Federacji Bośni i Hercegowiny i Republiki Serbskiej, tylko jedna Bośnia dla wszystkich. Najpierw trzeba odbudować własne fundamenty, a dopiero potem położyć na górę dach – Europę.

Asmir wie, że taka krytyka jest łatwa, gdy jest się tu przez miesiąc, a potem wraca do siebie. – Chciałbym wrócić na stałe do Bośni – to silniejsze ode mnie. Bośnia jest dla mnie jak historia miłosna. Ziemia tutaj, ludzie, zapachy, emocje – to są rzeczy, w których chcę się zakochać. Może łechcę w ten sposób trochę moje ego, ale nie chcę tego robić dla siebie, tylko dla innych, żeby pomóc. Ale to wszystko stanie się dopiero, gdy będę się czuł upoważniony.

Na razie nie jest, bo nie mieszka w Bośni. Po to właśnie robi te staże, żeby wreszcie poczuć się upoważnionym.

Minella: Jakby mnie nie było

Minelli marzy się, żeby wrócić do Bośni z jakimś zadaniem. Skończyła prawo, więc może z projektem pomocy prawnej dla kobiet. Chciałaby poznać Bośniaków, dowiedzieć się, jak żyją. Pierwszą okazję już miała. Po odwiedzinach u siebie w 2010 r. poszła na trzydniowy marsz pokoju, który idzie tą samą trasą, którą w 1995 r. uciekało ok. 15 tys. ludzi z oblężonej Srebrenicy. Po drodze widziała spalone domy, rodziny, które żyją bez kanalizacji, kobiety, które od 15 lat zastanawiają się, co się stało z ich mężami.

Spotkała też 20-letnich chłopaków. Gdy dowiedzieli się, że Minella mieszka we Francji, stwierdzili: Wy tam macie piękne życie, a my tu cierpimy. Pewnie mieli przed oczami te luksusowe Mercedesy, jakimi przyjeżdżają do kraju Bośniacy, którzy niedawno wyjechali na Zachód, żeby zarabiać. Szacuje się, że ok. 700 tys. Bośniaków żyje obecnie za granicą. Wśród nich są uchodźcy z czasów wojny, ale wielu to emigranci zarobkowi. Wracają na wakacje i chcą pokazać, że im się udało.

To oni tworzą obraz diaspory w Bośni. Mają włosy na żel i paski od spodni wysadzane świecidełkami. Budują wielkie domy, które przez resztę roku stoją puste. Tak jest na przykład w wiosce Nezuk – oficjalnie liczy ponad 2 tys. mieszkańców, ale na stałe mieszka tam tysiąc osób. Reszta pracuje, głównie w Austrii.

Minella: – Czuję, że muszę się usprawiedliwiać. Mówię: Tak, mieszkam we Francji, ale wcale nie jest tam tak wspaniale. Tak, jest praca, ale wiele dziewczyn z Bośni pewnie nie chciałoby robić tego co ja. Tak, nie przyjeżdżałam na wakacje do Bośni, bo całe lato pracowałam jako sprzątaczka w hotelu. Mam czasem wrażenie, że ludzie mi nie wierzą. Zapominają, że też jestem ofiarą konfliktu i to dlatego jestem teraz we Francji.

A to wszystko przez jedno pytanie, którego Minella nie znosi, a które ją prześladuje, gdziekolwiek się pojawi. Skąd jesteś? – pytają we Francji. Odpowiada, że jest Francuzką, ale o bośniackich korzeniach. Skąd jesteś? – pytają w Bośni. Odpowiada, że pochodzi z okolic Prijedoru, ale dorastała we Francji. I czuje wtedy, jakby jej nie było.

Polityka 16.2011 (2803) z dnia 16.04.2011; Coś z życia; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Inni Bośniacy"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną