Era Berlusconiego dobiega końca

Bordello bum bum
Pośród skandali seksualnych i kryzysu strefy euro dobiega końca era Silvio Berlusconiego. Ale niewesoła sytuacja kraju to owoc zbiorowego wysiłku wszystkich Włochów: horrendalnej pazerności polityków i tolerancji obywateli dla korupcji.
We Włoszech już nikt nie zastanawia się, czy Berlusconi ustąpi. Pytanie brzmi: kiedy to się stanie i co potem.
EAST NEWS

We Włoszech już nikt nie zastanawia się, czy Berlusconi ustąpi. Pytanie brzmi: kiedy to się stanie i co potem.

Wbrew zapowiedziom Berlusconiego nie udało się zmienić kraju w nowoczesne, dynamiczne państwo. Na fot. demonstracja w Rzymie w lutym tego roku.
Pier Paolo Cito/AP/EAST NEWS

Wbrew zapowiedziom Berlusconiego nie udało się zmienić kraju w nowoczesne, dynamiczne państwo. Na fot. demonstracja w Rzymie w lutym tego roku.

Jeszcze rok temu w oczach większości Włochów Silvio Berlusconi był tym, który przeprowadził ich przez kryzys finansowy jak Mojżesz Żydów przez Morze Czerwone. Skandal bunga-bunga, podejrzenia o seks z nieletnią prostytutką i korupcję, podobnie jak związane z tymi oskarżeniami aż cztery procesy sądowe naturalnie zachwiały nieco popularnością premiera. Ale sondażowe słupki zaczęły lecieć na łeb na szyję dopiero wtedy, gdy okazało się, że biznesowy geniusz traci panowanie nad finansami państwa, którym nadal rządzi cyniczna i opływająca w przywileje kasta. Nadzieje na to, że Berlusconi przegoni ją na cztery wiatry, rozbije szklane sufity, poskromi biurokrację, wyrówna szanse, okazały się iluzją.

Jak się wydaje, tych złudzeń wyzbył się też sam Cavaliere. Na początku lipca, w wywiadzie dla otwarcie wrogiej mu „La Repubblica”, drugiego dziennika Włoch, który jest de facto komitetem wyborczym i intelektualnym zapleczem nie najmądrzejszej lewicowej opozycji, oświadczył, że w następnych wyborach, wypadających na wiosnę 2013 r., nie będzie kandydował. Równocześnie namaścił na swojego następcę 40-letniego ministra sprawiedliwości Angelino Alfano.

Berlusconi de facto zapowiedział więc abdykację, co można również interpretować jako prośbę pod adresem adwersarzy, by dali mu w spokoju dokończyć kadencję. We Włoszech już nikt nie zastanawia się, czy Berlusconi ustąpi. Pytanie brzmi: kiedy to się stanie i co potem.

Pod presją

Premier jeszcze niedawno ­chełpił się, że pod jego sterami Włochy mogą stawić czoło każdej burzy. Dwa miesiące temu zapowiadał nawet obniżenie podatków. Z tym większym zdumieniem Włosi przyjęli słowa charyzmatycznego ministra gospodarki i finansów Giulio Tremontiego o konieczności zaoszczędzenia blisko 50 mld euro, by zgodnie z wymaganiami Unii sprowadzić deficyt budżetowy z 5 do mniej niż 3 proc. PKB. Ale tym, co dało pożywkę spekulantom, jest dług publiczny Włoch, sięgający 120 proc. PKB. Italia jest winna światu astronomiczną sumę 1,9 bln euro, najwięcej ze wszystkich państw Europy.

Gdy Tremonti 14 lipca poddał ustawę oszczędnościową pod głosowanie w Senacie, padły dramatyczne słowa o „Titanicu” oraz ostrzeżenie, że gdyby doszło do katastrofy, nie uratują się nawet pasażerowie pierwszej klasy. Włochy znalazły się pod ogromną presją rynków finansowych, bo amerykańskie agencje ratingowe obniżyły wiarygodność włoskich obligacji i wydały bardzo niepochlebne opinie o włoskich bankach. Tymczasem Berlusconi, gdy pojawiły się przepowiednie o nadchodzącej katastrofie finansowej, po prostu znikł. Zamiast premiera przemówił prezydent Giorgio Napolitano, apelując do parlamentarzystów, by w obliczu zagrożenia kraju zrezygnowali z partyjnych interesów i niezwłocznie przyjęli program Tremontiego.

Rzeczywiście, opozycja zrezygnowała z rytualnej obstrukcji i choć głosowała przeciw, przypisała sobie zasługi zbawicielki narodu, bo dzięki temu przyjęto plan Tremontiego w trzy dni, co niewierzący prezydent Napolitano nazwał cudem. Berlusconi tłumaczył potem, że poślizgnął się w łazience i doznał lekkiego wstrząsu mózgu, a poza tym cały czas pilotował sprawę ustawy oszczędnościowej i dlatego nie pokazywał się publicznie. Ale Włosi są przekonani, że zrejterował, bo sytuacja go przerosła, a na dodatek w samej ustawie zapisano wszystko to, z czym Berlusconi przyrzekał walczyć.

Po pierwsze, ustawa sięga głęboko do kieszeni obywateli: statystyczną włoską rodzinę będzie kosztować co najmniej 1 tys. euro. Zamrożone zostały pensje w sektorze publicznym, wstrzymano waloryzację części emerytur i podniesiono wiek emerytalny. Stopniowo znikać będą ulgi podatkowe. Podniesiono akcyzę na benzynę. Dodatkowo opodatkowano posiadaczy oszczędności, właścicieli papierów wartościowych i dobrych samochodów. Realizacja recepty od 18 lipca kosztuje 10 euro, a wizyta u lekarza specjalisty i korzystanie z usług pogotowia ratunkowego 25 euro. Po drugie, co szczególnie rozsierdziło Włochów, polityczna kasta zaordynowała obywatelom kurację odchudzającą, ale sama ani myśli dzielić te wyrzeczenia z narodem.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną