Areszt dla Tymoszenko a ceny gazu

Razy za gaz
Z końcem miesiąca Julia Tymoszenko przypuszczalnie wyjdzie na wolność. Skazanie byłej premier miało ją pogrążyć w oczach ukraińskiej opinii publicznej, a uwolnienie odblokuje teraz rozmowy o wolnym handlu z Unią Europejską.
Prokuratura już oskarżyła byłą premier o malwersacje w latach 90. Tym razem Tymoszenko grozi 12 lat więzienia.
EPA/PAP

Prokuratura już oskarżyła byłą premier o malwersacje w latach 90. Tym razem Tymoszenko grozi 12 lat więzienia.

Nie tylko ludzie z Bloku Julii Tymoszenko nie wierzą w winę byłej premier Ukrainy.
Vladimir Sindeyev/Reuters/Forum

Nie tylko ludzie z Bloku Julii Tymoszenko nie wierzą w winę byłej premier Ukrainy.

Julia Tymoszenko została skazana na 7 lat więzienia.
Gleb Garanich/Reuters/Forum

Julia Tymoszenko została skazana na 7 lat więzienia.

W trakcie odczytywania wyroku funkcjonariusz ministerstwa spraw wewnętrznych próbował uciszać podsądną.
Gleb Garanich/Reuters/Forum

W trakcie odczytywania wyroku funkcjonariusz ministerstwa spraw wewnętrznych próbował uciszać podsądną.

Julia Tymoszenko została skazana przez sąd powszechny, na Ukrainie nie ma bowiem odpowiednika polskiego Trybunału Stanu, przed którym sądzi się polityków za winy popełnione w związku ze sprawowaniem urzędu. Nie oskarżono jej też o zawarcie niekorzystnej umowy gazowej z Rosją w 2009 r., gdyż kontrakt podpisały dwie spółki – Gazprom po stronie rosyjskiej i Naftohaz po ukraińskiej – a nie premierzy obu krajów. Tymoszenko została natomiast oskarżona o przekroczenie swoich uprawnień, gdyż wydała szefowi Naftohazu instrukcję, nakazującą podpisanie kontraktu, który wynegocjowała z Władimirem Putinem.

Prokuratura ukraińska utrzymywała przed sądem, że zgodnie z prawem taką instrukcję mógł wydać jedynie cały rząd. I właśnie za to przekroczenie uprawnień Tymoszenko została skazana na 7 lat więzienia. Równocześnie sąd w Kijowie uznał roszczenia spółki Naftohaz. Jej władze zażądały od byłej premier zwrotu prawie 1,5 mld hrywien (ok. 600 mln zł), które firma straciła w 2009 r. z powodu podpisania umowy z Gazpromem. Sąd nie zasądził grzywny, tylko pokrycie przez Tymoszenko całej tej olbrzymiej sumy.

Czy premier rzeczywiście działała na szkodę swojego kraju i państwowej spółki gazowej? Sytuacja na początku 2009 r. była dramatyczna. Tuż po Nowym Roku Gazprom zdecydowanie ograniczył dostawy na Ukrainę, żądając spłaty długów i podniesienia cen. Władze w Kijowie znalazły się pod presją: z jednej strony musiały w środku zimy jak najszybciej zapewnić gaz własnym mieszkańcom, z drugiej na rozwiązanie problemu naciskała Unia, bo na przykręceniu kurka Ukrainie cierpieli również odbiorcy rosyjskiego gazu w Europie Środkowej, m.in. Polska.

Jakby tego było mało, w Kijowie trwała bezpardonowa walka o władzę między premier Tymoszenko a prezydentem Wiktorem Juszczenko. Nawzajem torpedowali swoje wysiłki i oskarżali się o zdradę stanu. Tymoszenko miała nadzieję na wygraną w zbliżających się wyborach prezydenckich, a były sojusznik Juszczenko robił wszystko, aby jej w tym przeszkodzić. Dla premier przypisanie sobie zasług za rozwiązanie kryzysu mogło okazać się atutem w kampanii wyborczej. Gazprom przyglądał się wojnie politycznej na Ukrainie z wielką satysfakcją.

Rosjanie chcieli wykorzystać zamęt w Kijowie i narzucić Ukrainie ceny gazu jak dla odbiorców europejskich. Tymoszenko zaakceptowała nie tylko zdecydowaną podwyżkę, ale też nowy sposób wyliczania należności. Od tamtego kontraktu cena gazu jest bowiem aktualizowana co kwartał i ustalana w oparciu o ceny produktów ropopochodnych (mazutu i oleju napędowego) na światowym rynku. Gdy Tymoszenko nakazywała zawarcie kontraktu, były one stosunkowo niskie z powodu światowego kryzysu. Do tego jeszcze, co wypominają jej przeciwnicy, była premier wynegocjowała z Gazpromem 20-proc. zniżkę, mającą obowiązywać jednak tylko w 2009 r. Czyli w czasie kampanii wyborczej.

Ale Tymoszenko osiągnęła też pewne sukcesy. – Udało jej się wyeliminować pośrednika w handlu gazem między Rosją a Ukrainą, kontrolowaną przez oligarchów firmę RosUkrEnergo – mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw i gazu. Teraz surowiec od Gazpromu kupuje bezpośrednio państwowy Naftohaz. Ponadto Ukraina równocześnie ze wzrostem cen podniosła też opłaty tranzytowe za przesył gazu do innych krajów. – Zarabia na tym wciąż ok. 4 mld dol. rocznie, choć trzeba pamiętać, że te wpływy będą gwałtownie maleć z powodu uruchomienia Gazociągu Północnego na dnie Bałtyku, a z czasem Południowego na dnie Morza Czarnego – dodaje Szczęśniak.

W 2009 r. dzięki niskim cenom ropy Ukraińcy nie mieli jeszcze powodów do niepokoju z powodu nowej umowy gazowej. Na początku cena wzrosła ze 180 do ok. 230 dol. za tysiąc metrów sześciennych surowca. Później cena ropy zaczęła piąć się w górę, a do tego skończył się roczny rabat. Aby ratować sytuację, w ubiegłym roku świeżo wybrany prezydent Wiktor Janukowycz zaczął negocjować z Rosjanami obniżkę cen. Udało mu się uzyskać nowy, tym razem już stały rabat, Gazprom wprowadził też formułę obniżającą cenę o 100 dol., gdy koszt tysiąca metrów sześciennych przekroczy 330 dol., lub też o 30 proc., jeśli gaz będzie tańszy.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną