Po unijnym szczycie: pęknięta Europa

Europa pęka, Anglia odpływa
Na szczycie w Brukseli strefa euro zrobiła mały krok w stronę wyjścia z kryzysu. Wielka Brytania zrobiła ogromny krok do wyjścia z Unii Europejskiej. A Polska?
Londyn - unijna stolica antyunijnego państwa.
Vario Images/Forum

Londyn - unijna stolica antyunijnego państwa.

Premier Wielkiej Brytanii David Cameron po ostatnim unijnym szczycie stał się głównym wrogiem euroentuzjastów i bohaterem eurosceptyków.
Reuters/Forum

Premier Wielkiej Brytanii David Cameron po ostatnim unijnym szczycie stał się głównym wrogiem euroentuzjastów i bohaterem eurosceptyków.

Nicolas Sarkozy i Angela Merkel, czyli główni dyrygenci unijnej orkiestry.
Reuters/Forum

Nicolas Sarkozy i Angela Merkel, czyli główni dyrygenci unijnej orkiestry.

Straciłeś dobrą okazję, by się zamknąć! Mamy dość twojego krytykanctwa i mówienia nam, co mamy robić. Mówisz, że nienawidzisz euro, a teraz chcesz mieszać się do naszych spotkań – tak Nicolas Sarkozy mówił do Davida Camerona na poprzednim, październikowym szczycie Unii Europejskiej.

Prezydenta Francji często ponoszą emocje, Jacques Chirac też kazał milczeć niektórym krajom i regularnie darł koty z Tonym Blairem, ale na szczycie w ubiegły piątek stało się coś więcej: animozje francusko-brytyjskie rozbiły Unię. O czwartej nad ranem premier Wielkiej Brytanii zawetował plan nowego traktatu unijnego i wypisał swój kraj z procesu integracji europejskiej. W czasie obrad Sarkozy’ego trzeba było powstrzymywać od rękoczynów, a na koniec 10-godzinnego maratonu odmówił uściśnięcia dłoni Cameronowi.

Niemcy chciały, by wszystkie kraje Unii włożyły gorset finansowy, czyli zapisały w swoich konstytucjach limit deficytu budżetowego oraz poddały się reżimowi automatycznych sankcji za jego naruszanie. Ten pakt fiskalny miał być zapisany w nowej wersji traktatu lizbońskiego, ale rozpoczęcie prac nad dokumentem wymagało jednak jednomyślności w gronie unijnych przywódców. Cameron zażądał, by w zamian za akces Wielkiej Brytanii pozostałe kraje zgodziły się na wyjęcie londyńskiego City spod nowych regulacji usług finansowych. Ale strefa euro odmówiła, a brytyjskie weto zablokowało traktat.

„Nasi brytyjscy przyjaciele złożyli propozycję, która była nie do przyjęcia” – powiedział Sarkozy, ogłaszając o piątej nad ranem wynik szczytu i swój osobisty sukces, czyli przyjęcie francuskiej alternatywy dla planu Angeli Merkel. Zamiast w traktacie, pakt fiskalny zostanie zapisany w umowie między rządami 17 państw strefy euro, otwartej dla chętnych spoza klubu. Gotowość jej zawarcia zgłosiły wszystkie kraje Unii poza Wielką Brytanią – Szwecja, Czechy i Węgry zarezerwowały sobie możliwość konsultacji z własnymi parlamentami. Nowy dokument ma być gotowy do marca przyszłego roku, ale rozłam w Europie nastąpił już teraz. Po 38 latach członkostwa w Unii, gdy reszta Europy decyduje się na głębsze zjednoczenie, Wielka Brytania zostaje na uboczu. Zatrutą strzałę posłała nawet Merkel: „David Cameron ani przez chwilę nie zamierzał przyjąć traktatu”. Brytyjski premier nie pozostał dłużny: „Cieszę się, że nie mamy euro. Lepiej pozwolić tym krajom robić swoje na własną rękę. Życzymy im wszystkiego dobrego”.

Taniec z rynkami

To Cameron dwa miesiące temu wezwał Europę, by wyciągnęła „wielką bazookę”, czyli zgasiła pożar wokół zadłużonych państw, wylewając na rynki nieograniczoną ilość pieniędzy. Ponieważ rządy, jak pokazały kolejne szczyty, nie były w stanie szybko zmobilizować wystarczająco dużej gotówki, oczy inwestorów spoczęły na Europejskim Banku Centralnym (EBC), jedynej instytucji w strefie euro władnej tworzyć pieniądze. EBC już teraz skupuje obligacje Włoch i Hiszpanii, ale w zamyśle Camerona – a także Sarkozy’ego, który jeszcze kilka tygodni temu zabiegał o to samo – bank miał zacząć robić to na nieograniczoną skalę, stając się de facto pożyczkodawcą ostatniej instancji dla zadłużonych państw. Inwestorzy dostaliby gwarancję, że nie stracą swoich pieniędzy, i zaczęliby na powrót kupować obligacje, a unia walutowa zostałaby ocalona.

Z bazooką był tylko jeden problem: EBC ma zakaz pożyczania rządom, a Merkel stanowczo odmówiła wywierania presji na bank centralny. Kanclerz Niemiec nie chce narażać wiarygodności jedynej unijnej instytucji, która jeszcze ją posiada, poza tym nie zamierza odpuszczać dłużnikom, dla których taki prezent byłby tylko zachętą do dalszej niegospodarności.

Ale nade wszystko Merkel nie zamierzała tańczyć, jak jej rynki zagrają, ani kłaniać się agencjom ratingowym, które szantażują dziś rządy. Gdy Standard&Poor’s w sam raz na jej spotkanie z Sarkozym zapowiedziała przegląd ratingów państw strefy euro, w tym po raz pierwszy noty Niemiec, kanclerz przyjęła to wzruszeniem ramion. Co innego Sarkozy, którego wiosną czeka reelekcja. „Jeśli stracimy potrójne A, jestem skończony” – rzucił współpracownikom.

Zamiast obłaskawiać inwestorów, którzy podkładają ogień, Merkel wybrała inny sposób ugaszenia pożaru: przebudowę strefy euro na modłę niemiecką. Nadwerężoną unię monetarną, którą spina dziś wyłącznie EBC, ma podeprzeć unia fiskalna, czyli wzajemna kontrola wydatków, a z czasem harmonizacja podatków. Przy tej okazji Merkel chce wcisnąć kraje członkowskie w gorset racjonalnej polityki finansowej. Jedno i drugie ma przekonać inwestorów, że rządy strefy euro będą wypłacalne nie tylko za dwa tygodnie, ale także za dwa lata i w związku z tym można śmiało kupować ich obligacje. W tyle głowy Merkel ma jeszcze dwa bliższe cele: dać EBC pretekst do większych zakupów obligacji i zapewnić sobie alibi w Bundestagu, gdy będzie musiała prosić o więcej pieniędzy dla Włoch lub Hiszpanii.

Z tym planem Merkel pojechała w ubiegły poniedziałek do Sarkozy’ego, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko go zaakceptować. Kanclerz zgodziła się na francuski plan B w razie niepowodzenia zmian traktatowych, czyli umowę międzyrządową forsowaną od początku przez Sarkozy’ego, ale wymusiła, by otworzyć ją dla chętnych spoza eurolandu. Ograniczając głębszą integrację do strefy euro, Francja chciała cofnąć ostatnie dwa rozszerzenia Unii, widzi bowiem, że nowi członkowie wzmocnili pozycję Niemiec (co pokazało choćby niedawne przemówienie Radosława Sikorskiego w Berlinie). Ale Sarkozy musiał ustąpić – z zagrożonym ratingiem Francja nie może dalej udawać, że jest potęgą gospodarczą na równi z Niemcami, a rozdźwięk z Merkel osłabiłby jego pozycję na szczycie. Z tą wymuszoną jednomyślnością oboje pojechali do Brukseli.

Buldog z Londynu

Cameron przyjechał z wetem w kieszeni. Jeszcze z Londynu zapowiadał, że nie rozpisze referendum nad traktatem, jak żądali tego eurosceptycy w jego własnej partii, ale zaraz dodawał, że w zamian za brytyjską zgodę wywalczy unijne ustępstwa. W Brukseli zażądał gwarancji dla brytyjskiego sektora usług finansowych: utrzymania Europejskiego Nadzoru Bankowego w Londynie, prawa weta w sprawie podatku od transakcji finansowych i wyjęcia spod unijnych przepisów amerykańskich banków działających w Londynie. Zagroził, że jeśli jego żądania nie zostaną spełnione, zawetuje decyzję o nowym traktacie.

Pomijając szantaż, przyjęcie brytyjskich warunków przekreśliłoby wysiłki Unii na rzecz okiełznania spekulacji. „Nie możesz robić sobie raju finansowego, który zabierze z Europy cały kapitał!” – rzucił Cameronowi Sarkozy.

Cameron do końca wierzył, że strefa euro wystraszy się fiaska szczytu i przyjmie jego żądania, a w razie weta uda mu się pociągnąć za sobą inne kraje. Przeliczył się w obu kwestiach. Merkel jeszcze w Berlinie mówiła, że żadnych kompromisów nie będzie – chciała szczytu jedności z przekonującym rezultatem, a nie kolejnego targowiska interesów, w którym dobre rozwiązania zostaną po raz kolejny zmielone na pył. Nie dopisali też tradycyjni suwereniści: Szwecja, która w referendum odrzuciła euro, początkowo nie chciała przyjmować paktu, ale w końcu zmieniła zdanie. To samo zrobiły Czechy, choć eurosceptyczny prezydent może zawetować umowę, oraz Węgry, których premier zaciekle walczy o suwerenność gospodarczą. Ostatecznie Cameron został całkiem sam: 26 krajów wstępnie zgodziło się zawrzeć pakt fiskalny, jeden odmówił.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną