Rosja po wyborach: rozmowa z Lilią Szewcową

Putin będzie twardy
Rozmowa z politolożką Lilią Szewcową o sytuacji w Rosji po wyborach prezydenckich, szansach Władimira Putina na pełną kadencję i narodzinach radykalnej opozycji
Putin - zdaniem Szewcowej - sięgnął po przemoc administracyjną i fałszowanie wyników, by stworzyć pozory siły.
Reuters/Forum

Putin - zdaniem Szewcowej - sięgnął po przemoc administracyjną i fałszowanie wyników, by stworzyć pozory siły.

Wielu Rosjan uważa, że to najlepsze miejsce dla ich przywódców.
Dmitry Lovetsky/AP/Fotolink

Wielu Rosjan uważa, że to najlepsze miejsce dla ich przywódców.

Szewcowa: Miedwiediew pokazał, że jest nikim. Grzał tylko fotel dla Putina i nigdy nie wykazał nawet gotowości, by zostać niezależnym aktorem politycznym.
Ruslan Krivobok/AFP/EAST NEWS

Szewcowa: Miedwiediew pokazał, że jest nikim. Grzał tylko fotel dla Putina i nigdy nie wykazał nawet gotowości, by zostać niezależnym aktorem politycznym.

Wawrzyniec Smoczyński: – Czy Władimir Putin wygrał wybory prezydenckie w pierwszej turze?
Lilia Szewcowa: – Nie da się tego sprawdzić, ale według mnie dość trudno byłoby mu przekroczyć 50 proc. Niezależni analitycy mówią, że na finiszu kampanii zdobył głosy niezdecydowanych, ale zwycięstwo było w najlepszym razie minimalne, w granicach 51 proc. głosów. Gdyby wybory były uczciwe, najpewniej doszłoby do drugiej tury, a paradoks polega na tym, że tę rundę Putin wygrałby już bezapelacyjnie – jego rywalem byłby lider komunistów Giennadij Ziuganow, a z taką alternatywą nawet przeciwnicy Putina oddaliby głos na niego. Tak było w 1996 r., gdy Ziuganow wszedł do drugiej tury z Borysem Jelcynem.

Dlaczego w takim razie Putin nie pozwolił na uczciwe podliczenie głosów?
Bo wolał mieć liczby zamiast legitymizacji. Nie mógł znieść przedłużającego się okresu rywalizacji ani perspektywy porażki w pierwszej turze. Obawiał się, że elita władzy odbierze to jako oznakę jego słabości, więc sięgnął po przemoc administracyjną i fałszowanie wyników, by stworzyć pozory siły.

Ale w oczach zwykłych Rosjan utracił legitymizację.
Tak, w swoim otoczeniu stworzył wrażenie siły, ale w szerokich grupach ten wynik zasiał wątpliwość, czy Putin ma prawo do urzędu. Nie minie tydzień od wyborów, a pojawi się sporo niezależnych wyliczeń i okaże się, że oficjalne wyniki są niewiarygodne. W Moskwie Putin zebrał oficjalnie 47 proc. głosów, ale jeśli odjąć fałszerstwa wyborcze i przymusowe głosowania, mógł dostać najwyżej 30–35 proc. Czyli stracił stolicę.

Czy bez wygranej w pierwszej turze straciłby kontrolę nad reżimem?
W najbliższym kręgu wybuchłaby panika i histeria. W tej chwili Putin wciąż kontroluje reżim, czyli ekipę rządzącą i elitę władzy. Na razie w tej elicie nie widać żadnych śladów fragmentacji czy rozłamu, do których by doszło, gdyby ci ludzie zaczęli wątpić, czy Putin panuje nad sytuacją. Czy to zwycięstwo umocni jego pozycję? Nie jestem taka pewna, bo kontrola nad reżimem nie zależy tylko od wyniku wyborów, a trzeba pamiętać, że on będzie teraz kontestowany. Elita władzy zobaczy, że Putin nie jest już wszechmogący. Jego pozycja zależy teraz od dwóch okoliczności: rozwoju nastrojów społecznych i narodzin politycznej alternatywy.

Nastroje są dziś sprzeczne – Moskwa Putina nienawidzi, ale nawet w stolicy może wciąż liczyć na twardy elektorat, owe 30–35 proc. Co do alternatywy – jest z nią problem. Dotychczas widzieliśmy pierwszą falę protestów, tę po grudniowych wyborach do Dumy. Ich siłą napędową był obywatelski sprzeciw wobec fałszowania wyników, motywy były moralno-etyczne, a nie polityczne. Czas pomyśleć o drugiej fali – żeby te protesty przyniosły skutek, będą musiały być o wiele bardziej ustrukturyzowane, radykalne, upolitycznione i antysystemowe. Ta fala dopiero się rodzi, takich demonstracji jeszcze nie widać.

Po wyborach do Dumy pisała pani, że to koniec kontraktu Putina ze społeczeństwem. Czy po powrocie na Kreml może go odbudować?
Nie, bo problemem nie jest sam Putin, tylko nowe czasy i nowe pokolenie, którego nie zadowala dotychczasowa umowa. Tamten kontrakt przewidywał, że władza zapewni ludziom przetrwanie, zagwarantuje pewien poziom dobrobytu i bezpieczeństwa, a społeczeństwo w zamian zrezygnuje z udziału w polityce. Ważną częścią tego paktu była korupcja – obie strony uznawały, że to dopuszczalny sposób rozwiązywania problemów.

Dziś tamta umowa jest przeżytkiem. Mamy do czynienia z nowym pokoleniem Rosjan, niesięgającym już pamięcią do czasów sowieckich, niepamiętającym nawet rządów Jelcyna, których fiasko stało się podstawą status quo Putina. Ci ludzie żądają szerszej perspektywy, nowej Rosji, nie godzą się na upokorzenia korupcji i nie mają w sobie genu strachu. To pokolenie chce nowego kontraktu z władzą, w którym będzie partnerem, a nie poddanym.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną