Świat

Fasada Asadów

Syryjska dynastia Asadów

Baszar i Asma mieszkają w zamożnej dzielnicy Damaszku. Baszar i Asma mieszkają w zamożnej dzielnicy Damaszku. Getty Images / Getty Images/FPM
Chcieli być najbardziej nowoczesną z prezydenckich par Bliskiego Wschodu, dziś mają na rękach krew rebeliantów i cywili. W syryjskiej wojnie domowej Asma i Baszar Asadowie stali się zakładnikami własnego klanu.
Brat Maher (na fot. w pierwszym rzędzie w środku) morduje rebeliantów.SIPA/EAST NEWS Brat Maher (na fot. w pierwszym rzędzie w środku) morduje rebeliantów.
Kuzyn Rami Makhluf obraca pieniędzmi.AP/EAST NEWS Kuzyn Rami Makhluf obraca pieniędzmi.
Matka Anisa (na fot. pierwsza po lewej w pierwszym rzędzie) kieruje naradami klanu Asadów.SIPA/EAST NEWS Matka Anisa (na fot. pierwsza po lewej w pierwszym rzędzie) kieruje naradami klanu Asadów.

W końcu lutego Baszar Asad z żoną Asmą wchodzą do centrum syryjskiego radia i telewizji w Damaszku, by oddać swój głos w referendum konstytucyjnym. Dookoła gęsto od wiwatujących ludzi z komórkami, wszyscy próbują zrobić zdjęcie, co chwilę ktoś wyciąga rękę, by przywitać się z prezydentem. Para rządząca prezentuje się nienagannie: on w granatowym, świetnie skrojonym garniturze, ona w grafitowej sukience i czarnym płaszczyku do kolan, bez biżuterii i z delikatnym uśmiechem na twarzy. Po głosowaniu Baszar przystaje na chwilę, by wygłosić oświadczenie o potędze syryjskiej telewizji, która „zwycięża na ziemi i zwycięży w kosmosie”. Przed budynkiem morze głów, prezydent siada za kierownicą czarnej limuzyny, żona zajmuje miejsce w fotelu pasażera.

Tego samego dnia w całej Syrii ginie 65 osób. Na pacyfikowany od kilku tygodni Homs spadają pociski moździerzowe, w Daarze, kolebce rewolucji, rządowa artyleria dławi rebeliantów. Na froncie syryjskiej wojny domowej ten dzień nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale w wojnie propagandowej reżim zdobywa punkt: publiczne pojawienie się żony Asada po raz kolejny ucina podsycane przez rebeliantów pogłoski o tym, że Asma uciekła z dziećmi do Londynu. Może i uciekła, ale teraz wróciła do Damaszku, by u boku męża pielęgnować pozory normalności. Bo choć w Syrii równo od roku trwa wojna domowa, a władze próbują utopić ją we krwi, Asadowie udają, że w kraju wszystko jest w najlepszym porządku.

Żona Asada urodziła się w Londynie i do dziś ma tam bezpieczną przystań. Tam mieszkają jej rodzice: ojciec kardiolog i matka emerytowana dyplomatka, oboje pochodzący z obleganego dziś Homsu. Do 25 roku życia Asma używała imienia Emma, uczęszczała do najlepszych londyńskich szkół, ukończyła studia z informatyki i literatury francuskiej, pracowała w banku JPMorgan w dziale fuzji i przejęć. Baszar przyjechał do Londynu na początku lat 90., by zrobić specjalizację z okulistyki. Przez lata utrzymywali związek nie tylko na odległość, ale i w tajemnicy. W 1994 r. młody Asad musiał wrócić do Damaszku po śmierci brata Basela i zająć jego miejsce u boku ojca Hafeza. Po jego śmierci w 2000 r. zastąpił go na stanowisku prezydenta Syrii.

Rodzina prawdopodobnie nie akceptowała związku Asmy i Baszara, bo para pobrała się dopiero po śmierci Hafeza. Do dziś żona prezydenta nie ma lekkiego życia z teściową Anisą i bratową Buszrą. Obie panie od lat dają jej odczuć, że do klanu Asadów pasuje jak pięść do nosa. Nie tylko, że nie jest alawitką, jak elita rządząca i blisko 10 proc. syryjskiego społeczeństwa, ale jeszcze pochodzi z rodziny sunnitów, którzy alawitów uważają za niewiernych. W dodatku Asma przez lata mieszkała na Zachodzie.

Buszra miała nawet zabronić oficjalnej prasie nazywania Asmy Pierwszą Damą, ponieważ według niej tytuł ten przysługuje wyłącznie nestorce rodu, czyli jej matce Anisie. Krążą plotki o tym, że napięte stosunki rodzinne doprowadziły Asmę do załamania nerwowego. Jej samopoczucia nie poprawia też fakt, że jej na pozór łagodny mąż okazał się bezwzględnym satrapą, masakrującym własną ludność.

Nielubiana w pałacu Pierwsza Dama była jednak przez lata ulubienicą mediów, które widziały w niej Dianę Bliskiego Wschodu, zachwycały się jej skromnością, naturalnością, biegłą znajomością czterech języków i wyrafinowanym stylem ubierania się. Obecność Asmy u boku Baszara łagodziła wizerunek twardego bliskowschodniego dyktatora. Nawet Nicolas Sarkozy, dziś jeden z największych krytyków Asada, miał powiedzieć o prezydencie Syrii, że nie może być do końca zły, skoro ma taką żonę jak Asma. Syryjską parę prezydencką przez lata podejmowano na królewskich dworach w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, Baszar był też gościem honorowym francuskiego prezydenta podczas dnia niepodległości.

Asad zdaje sobie sprawę z tego, że nic nie ociepla jego wizerunku za granicą tak jak żona, i wie, jak to maksymalnie wykorzystać. Według informacji waszyngtońskiej gazety „The Hill” w listopadzie 2010 r. syryjski reżim zawarł z firmą piarowską Brown Lloyd James umowę na opublikowanie sylwetki Asmy w jednym z prestiżowych pism o modzie. Artykuł ukazał się rok temu w amerykańskim „Vogue’u” na kilka tygodni przez wybuchem syryjskiej rewolty. Po fali krytyki innych mediów tekst zniknął ze strony internetowej magazynu i dziś jest dostępny tylko w oficjalnym serwisie prezydenta. Zdjęcie Asmy na tle panoramy Damaszku i zachodzącego słońca oraz tytuł „Róża pustyni” zapowiada opowieść o sielskim życiu, jakie wiedzie prezydencka para.

 

 

Asadowie mieszkają w Malik, willowej dzielnicy Damaszku, gdzie mieści się wiele ambasad. Para prezydencka nie zasłania okien, troje dzieci korzysta z wielopoziomowego placu zabaw urządzonego wewnątrz domu, a Baszar osobiście otwiera drzwi sąsiadom. W tym idealnym obrazie, opowiedzianym na łamach „Vogue’a”, Asma od lat poświęca się pracy z dziećmi z najuboższych rodzin, założyła też fundację udzielającą niskooprocentowanych pożyczek i nawiązała współpracę z Luwrem. Po świecie podróżuje odrzutowcem Falcon 900, po Damaszku jeździ terenowym suvem i porusza się praktycznie bez ochrony. Mimo napiętego kalendarza prezydencka para ma czas dla własnych dzieci, ojciec sam zawozi je codziennie do elitarnej szkoły Montessori. Tak według „Vogue” wyglądała sielanka przed wybuchem wojny domowej.

Autorka artykułu nie wspomina oczywiście, że czesne w szkole wynosi 3 tys. dol. rocznie, a buty, które tak się spodobały dziennikarce, są z kolekcji Louboutina i kosztowały co najmniej 700 dol. Dla Asadów pieniądze nie stanowią problemu – fortunę całego klanu ocenia się na 80–150 mld dol. Arabskie media spekulowały, że po wybuchu rewolty władze w Damaszku sprowadziły ok. 20 mld z europejskich banków na konta w Libanie, by uchronić pieniądze przed zachodnimi sankcjami. USA, Unia Europejska, Japonia i Szwajcaria rzeczywiście zamroziły konta syryjskich decydentów, ale większość pieniędzy udało im się wcześniej przetransferować. W Szwajcarii zdołano zamrozić „tylko” 53 mln dol., w Turcji – 0,5 mld.

Asadowie wyczyścili nie tylko konta, ale zaczęli także upłynniać nieruchomości: wartą 10 mln funtów willę w centrum Londynu, a także wyceniane na 600 mln apartamenty na Costa del Sol oraz nieruchomości w Stanach i we Francji. Transakcje te przeprowadzał wujek prezydenta Rifat Asad, od lat mieszkający w Europie, gdzie prowadzi interesy. Większość majątku Asadów jest oficjalnie w rękach Ramiego Maklufa, kuzyna prezydenta i najbogatszego człowieka w Syrii, uważanego za księgowego rodziny. Najbliższym prezydenta nie wypada przecież zajmować się biznesem, więc to Rami w ich imieniu opanował 60 proc. syryjskiej gospodarki, m.in. telefonię komórkową, sektor wydobywczy, linie lotnicze, banki, firmy ubezpieczeniowe, media elektroniczne, a nawet szkoły wyższe.

W 2008 r. amerykańskie ministerstwo skarbu uznało, że Makluf nie tylko sam uzyskuje nielegalne korzyści, ale także wspiera korupcję wśród syryjskich urzędników. Zamrożono wówczas jego amerykańskie aktywa i zabroniono Amerykanom prowadzenia z nim jakichkolwiek interesów. Gdy wiosną ubiegłego roku w Syrii wybuchła wojna domowa, Makluf znalazł się na celowniku rebeliantów jako symbol zepsucia reżimu – w odpowiedzi na protesty ogłosił, że rezygnuje z biznesu i zajmie się działalnością dobroczynną. W wywiadzie dla „New York Timesa” powiedział wówczas, że Asadowie będą się bronić do końca, choćby miało to oznaczać wojnę na Bliskim Wschodzie. Mimo że jako pierwszy znalazł się na czarnej liście, Makluf nie należy do ścisłego kierownictwa reżimu.

Rodzinne narady odbywają się codziennie wieczorem w domu matki prezydenta Anisy. Według gen. Fajeza Amro, najwyższego rangą wojskowego, który przeszedł na stronę rebeliantów, w spotkaniach uczestniczą Baszar, jego brat Maher – dowódca Gwardii Republikańskiej i elitarnej IV Dywizji, które pacyfikują miasta – siostra Buszra i jej mąż Asef Szawkat – były szef wywiadu wojskowego i obecnie wiceszef sztabu. Decydujący głos przy stole obrad ma ponoć Anisa, do której po śmierci Hafeza należy ostatnie słowo w rodzinie. Baszar, który nie chciał, ale musiał zostać prezydentem, coraz pewniej czuje się w tej roli. Nie zawsze on podejmuje ostateczne decyzje, ale to on je firmuje.

Po przeglądzie mijającego dnia ustalają plan na kolejny: którą dzielnicę Homsu pacyfikować, jak dostać się do dezerterów w Daarze, co zrobić z demonstracją w Aleppo. Wytyczne rodziny wprowadza w życie Maher za pomocą podległych mu jednostek wojskowych, przez kuzynów przekazuje też rozkazy do znanych z okrucieństwa najemników z szebiha, nieformalnej organizacji, która powstała ponad 30 lat temu do ochrony szlaków przemytniczych i ściągania haraczy. Dziś szebiha kojarzy się z torturami, zabójstwami, gwałtami i rozstawionymi na dachach snajperami. Najemnicy pojawiają się wszędzie tam, gdzie władza naprawdę chce przerazić Syryjczyków. Atmosfera przy stole Asadów bywa napięta. Maher i Asef od lat się nie lubią – kiedyś znany z porywczości brat prezydenta postrzelił szwagra w brzuch.

Do dziś Maher jest postrachem zwykłych Syryjczyków. W mediach pojawiło się kilka filmów, na których widać, jak sam strzela do demonstrantów, a na jednym z nich przechadza się wśród zmasakrowanych ciał i fotografuje je telefonem komórkowym. Jeden z byłych syryjskich dyplomatów mówił niedawno, że Maher jest okrutny i „lubi krew”. Krążą legendy o tym, że nie stroni od zabawy, zwłaszcza w towarzystwie pięknych kobiet. Bez względu na wszystko pozostaje on prawą ręką Baszara, mimo że ten od lat przyjaźni się także z Asefem. Z kolei Szawkat wprowadzał przyszłego prezydenta w tajniki służb specjalnych i przez lata dowodził prezydencką ochroną, z czasem stając się prawdziwą szarą eminencją w pałacu, mimo że jego związek z Buszrą nie był tam początkowo akceptowany.

Asadowie uważali, że 10 lat starszy, niezamożny i wcześniej żonaty mężczyzna nie jest odpowiednią partią dla córki Hafeza. Dziś Asef ma silną pozycję w Syrii i przy rodzinnym stole, ale prawdopodobnie to jego głowę poświęci Baszar, jeśli trzeba będzie kogoś przykładnie ukarać za zbrodnie reżimu. Bliższa i dalsza rodzina, która opanowała struktury państwa i biznesu, na razie może czuć się bezkarna. Jak długo Baszar jest prezydentem, włos im z głowy nie spadnie, a jedyne, czego nie może zrobić, to oddać władzy. W najbliższym czasie to zresztą mało realny scenariusz: dopóki reżimowi starcza pieniędzy na prowadzenie wojny, a Zachód nie interweniuje, Asadowie mają duże szanse na zdławienie rewolty. A rozlew krwi umacnia tylko pozycję Baszara w klanie.

Polityka 11.2012 (2850) z dnia 14.03.2012; Świat; s. 58
Oryginalny tytuł tekstu: "Fasada Asadów"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną