Dymisja komisarza Dallego. Spisek czy korupcja?

Spalony komisarz
To pierwsza dymisja w Komisji Europejskiej od 13 lat. Nie wiadomo tylko, czy były komisarz John Dalli padł ofiarą własnej zachłanności, czy intrygi koncernów tytoniowych.
Komisarz John Dalli musiał podać się do dymisji po tym, jak padły na niego podejrzenia korupcyjne.
IBL / Rex Features/EAST NEWS

Komisarz John Dalli musiał podać się do dymisji po tym, jak padły na niego podejrzenia korupcyjne.

„Dalli to neofita. Kilka lat temu rzucił palenie i teraz nawołuje do krucjaty przeciwko całej branży” – mówi brukselski lobbysta związany z przemysłem tytoniowym.
Unia Europejska

„Dalli to neofita. Kilka lat temu rzucił palenie i teraz nawołuje do krucjaty przeciwko całej branży” – mówi brukselski lobbysta związany z przemysłem tytoniowym.

Dalli z grupą adwokatów przygotowuje kontratak. Uważa się za niewinnego. Na fot. jeszcze jako komisarz.
Unia Europejska

Dalli z grupą adwokatów przygotowuje kontratak. Uważa się za niewinnego. Na fot. jeszcze jako komisarz.

Szwedzki europoseł Christofer Fjellner jest dilerem. Kiedyś do Brukseli przywoził towar tylko na własny użytek, ale gdy raz podzielił się z innym szwedzkim europosłem, w Parlamencie Europejskim poszła fama, że u Fjellnera zawsze można dostać towar zapakowany w małych herbacianych torebkach, gotowy do żucia. Teraz Fjellner z każdej podróży do ojczyzny przywozi małą lodówkę pełną towaru. Próbował nawet wyjść z ofertą do klientów nieskandynawskich i zorganizował w budynku parlamentu małą degustację, ale skończyło się na nudnościach i wymiotach.

Snus, bo tak nazywa się w Szwecji tabaka do żucia, którą przywozi do Brukseli Fjellner, jest według Światowej Organizacji Zdrowia dużo mniej szkodliwa od papierosów. Ale Komisja Europejska przez nią straciła właśnie jednego ze swoich komisarzy. 16 października do dymisji podał się Maltańczyk John Dalli, zajmujący się zdrowiem i ochroną konsumencką. Padły na niego podejrzenia korupcyjne – w marcu jego znajomy miał zaproponować szwedzkiemu producentowi snusu dostęp do ucha komisarza i zniesienie obowiązującego w Unii zakazu handlu tą używką. Dziś dozwolony jest tylko w Szwecji.

Pierwszy na trop afery wpadł szwedzki dziennik „Aftonbladet”. Według gazety siedem miesięcy temu do producenta tabaki Swedish Match zgłosił się niejaki Silvio Zimmet. Maltańska prasa pisze o nim, że to „człowiek, który trzyma palce w wielu plackach” – zajmował się organizowaniem cyrku, był właścicielem kiosku z gazetami, a do niedawna również wiceburmistrzem maltańskiego miasteczka Sliema. Jest też przyjacielem ekskomisarza Dallego. Według szwedzkiej gazety Zimmet sam zaoferował Swedish Match pomoc w zamian za pieniądze: 10 mln euro na zachętę i 50 już po zmianie prawa.

***

Gdy Szwedzi w maju poskarżyli się w Brukseli, sprawę przejął OLAF, czyli Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych. Po dwukrotnym przesłuchaniu komisarza Dallego urzędnicy napisali raport, który 15 października trafił na biurko przewodniczącego Komisji José Manuela Barroso. Następnego dnia Barroso zaprosił do siebie Dallego na godzinę 16. Po chłodnym przywitaniu szef komisji każe mu siadać. Czyta na głos pierwszą stronę raportu OLAF i oświadcza Dallemu, że ma trzy kwadranse na ogłoszenie swojej rezygnacji. Zaskoczony komisarz prosi Barroso o wgląd w raport i dobę na odpowiedź.

Ale szef komisji jest nieugięty – żadnego czytania. Jeśli do godziny 17 Dalli nie zawiadomi mediów o swoim odejściu, Barroso sam wyrzuci go ze stanowiska. Wówczas, według relacji Dallego, w pokoju pojawiają się jeszcze dwie osoby – szef gabinetu Barroso Johannes Laitenberger i kierownik służby prawnej komisji Luis Romero Requena. Ten drugi podaje Dallemu gotowe oświadczenie o rezygnacji ze stanowiska, którego jednak komisarz nie podpisuje. Oświadcza tylko, że sam zrezygnuje i powiadomi o tym media. Ostatecznie nie przyznaje się jednak do winy i twierdzi, że nic nie wiedział o korupcyjnej propozycji Zimmeta.

O Johnie Dallim krąży w Brukseli jeszcze inna historia. Ta druga zaczyna się nad ranem 18 października. Na dachu biurowca przy Rue des Trèves w centrum Brukseli ląduje kilku zamaskowanych mężczyzn. Omijają zewnętrzne zabezpieczenia, unikają kamer, otwierają właz na dachu i wchodzą do środka. Mijają ósme, siódme i szóste piętro. Zatrzymują się dopiero na trzecim, a później na drugim. Z 20 biur mieszczących się w budynku włamują się tylko do trzech, między innymi do zabezpieczonej niczym forteca siedziby Smoke Free Partnership – fundacji, która zajmuje się walką z uzależnieniem tytoniowym.

Zrobili straszliwy bałagan, jakby to było ich celem. Zginęły nam laptopy z całą dokumentacją i planami działań. Grzebali również w naszych teczkach osobowych – mówi Monika Kosinska, szefowa drugiej poszkodowanej instytucji, European Public Health Alliance, która śledzi unijne regulacje antynikotynowe. Tak się składa, że trzecia poszkodowana fundacja również skupia się na przemyśle tytoniowym. Wszystkie trzy od niemal roku monitorują prace nad projektem nowej unijnej dyrektywy tytoniowej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną