Rosja stawia na ropę

Moskwa zmienia paliwo
Rosja ma nowego narodowego championa – rolę słabnącego Gazpromu przejmuje Rosneft, który wkrótce będzie największą korporacją naftową świata. Władimir Putin wymienia więc gaz na ropę, ale zapomniał o naprawie silnika.
Rosneft wykupi od BP i jej rosyjskich wspólników wszystkie udziały w spornej spółce naftowej TNK-BP za łączną sumę niemal 55 mld dol. Będzie to największa nacjonalizacja na świecie.
DMITRY KOSTYUKOV/AFP/EAST NEWS

Rosneft wykupi od BP i jej rosyjskich wspólników wszystkie udziały w spornej spółce naftowej TNK-BP za łączną sumę niemal 55 mld dol. Będzie to największa nacjonalizacja na świecie.

Szef Rosneftu Igor Sieczin (z prawej) to dawny przyjaciel Putina ze służb specjalnych.
Alexei Nikolsky/ITAR-TASS/Forum

Szef Rosneftu Igor Sieczin (z prawej) to dawny przyjaciel Putina ze służb specjalnych.

Analizowanie danych ze spółek, poziomu wydobycia, treści kontraktów czy kosztów inwestycji – wszystko to zawracanie głowy. Aby przewidywać ceny gazu ziemnego, wystarczy śledzić konto na Twitterze polskiego ministra spraw zagranicznych. 5 listopada późnym popołudniem Radosław Sikorski napisał tam: „Intuicja podpowiada mi, że min. Budzanowski (minister skarbu – przyp. red.) wkrótce będzie miał ważne wiadomości ws. cen gazu dla Polski”. Kilka godzin później polski monopolista gazowy, spółka PGNiG, wynegocjował od Gazpromu obniżkę cen gazu. Jak dużą, to tajemnica. Według informacji, do których dotarła POLITYKA, jest to ponad 20 proc. Polska nie będzie już płacić najwyższej stawki w Europie i zaoszczędzi w ten sposób ponad 3 mld zł rocznie.

Tak po prostu? Bez awantur, po dobroci? Gdyby w tym przypadku nie kierować się jednak zawodną intuicją, ale analizowaniem danych ze spółki, poziomu wydobycia czy treści kontraktów, okaże się, że Gazprom przeżywa najgłębszy kryzys w swojej 23-letniej historii, a obniżka cen gazu dla Polski – już piąta taka od początku roku w Europie – to przejaw coraz bardziej desperackiej walki o umykającego klienta. – Rosjanie przeoczyli, że na światowym rynku energii doszło do prawdziwej rewolucji, do której Gazprom w żaden sposób nie jest przygotowany – mówi Anders Ǻslund, ekonomista z waszyngtońskiego Instytutu Petersona, były doradca rządów Polski, Rosji i Ukrainy.

Koniec cieplarni

Trzy dni przed wpisem ministra Sikorskiego Gazprom ogłosił ponad 50-procentowy spadek dochodów w ostatnich trzech miesiącach. Wartość spółki, która w najlepszym 2008 r. wynosiła 385 mld dol., dziś jest ponad trzy razy niższa. I jeszcze jedna liczba – cztery lata temu Gazprom dostarczał połowę gazu zużywanego w Europie. W tym roku będzie to niecałe 25 proc. Rzeczywiście, kierownictwo Gazpromu coś przeoczyło.

Fenomen tej firmy nigdy nie opierał się na wydajności. Gazprom otrzymał od Kremla monopol na sprzedaż za granicę rosyjskiego gazu oraz pełne wsparcie przy projektach infrastrukturalnych, takich jak rurociąg Nord Stream. Dzięki tym cieplarnianym warunkom jeszcze w ubiegłym roku Gazprom był jedną z najbardziej rentownych firm świata, z dochodem rzędu 46 mld dol.

W tym roku cieplarnia się zawaliła i rynkiem zaczęli rządzić klienci. Wysokie ceny gazu, dyktowane przez Gazprom Europejczykom, skłoniły ich do budowy terminali LNG, które pozwalają na odbiór skroplonego gazu, dostarczanego tankowcami z dowolnego miejsca na świecie. W ciągu dwóch lat w Europie otwarto ponad 20 takich terminali. – Złamany został w ten sposób tzw. dyktat rurociągów, w ramach którego odbiorca gazu był na sztywno powiązany rurą z jednym dostawcą – mówi Michaił Krutichin, redaktor naczelny tygodnika „The Russian Energy”. Na początku właściciele nowych terminali zapewniali sobie dostawy skroplonego gazu z takich tradycyjnych źródeł jak Katar, jak to było w polskim przypadku. Nie mogli przewidzieć nadchodzącego boomu łupkowego w USA. Dziś ten boom ciągnie w dół ceny gazu, mimo że Amerykanie wciąż nie zdecydowali się na eksport swojego gazu z łupków. Tankowce z gazem, który miał trafić do Ameryki, rozpierzchły się po całym świecie. Dlatego nagle okazało się, że gazu wszędzie jest pełno i jego ceny pikują. W USA gaz kosztuje cztery razy taniej, niż ten oferowany Polsce przez Gazprom. Skroplony, który trafia na tankowcach do Europy, jest średnio dwa razy tańszy od rosyjskiego w ramach zawieranych od ręki kontraktów.

Na domiar złego 4 września Komisja Europejska oficjalnie rozpoczęła śledztwo w sprawie domniemanych praktyk monopolistycznych Gazpromu w Europie Wschodniej. Bruksela zarzuca Rosjanom blokowanie przepływu gazu między państwami regionu, nieuczciwe zwalczanie konkurencji oraz niesprawiedliwy sposób ustalania cen gazu. Każdy z tych zarzutów osobno, jeśli zostanie udowodniony, będzie oznaczać poważne kłopoty dla Gazpromu w Unii Europejskiej.

Mimo tak złych perspektyw Gazprom ciągle próbuje przystosować rzeczywistość do swoich planów, jakby nadal był sowieckim ministerstwem gazownictwa – komentuje John Lough, ekspert rynku energetycznego z londyńskiego Chatham House. Lough wskazuje, że Rosjanie wciąż brną w budowę rurociągu South Stream, choć analizy m.in. renomowanego Oxford Institute for Energy Studies jednoznacznie stwierdzają, że ten projekt nie ma szans na rentowność. Pod koniec października kierownictwo Gazpromu zapowiedziało kolejną „inwestycję dekady”, czyli eksploatację dziewiczych złóż gazu w Jakucji. Stamtąd miałby wędrować niewybudowanym jeszcze rurociągiem przez 3200 km wzdłuż granicy z Chinami do Władywostoku. Tam będzie skraplany, ładowany na tankowce i sprzedawany... głównie z powrotem do Chin. Z tej inwestycji, która ma kosztować 45 mld dol., naśmiewa się nawet biuro analiz inwestycyjnych rosyjskiego Sbierbanku, stwierdzając wprost, że to przedsięwzięcie ostatecznie wykończy gazowego giganta.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną