Świat

Niemcy nie są potworem Europy

Rozmowa z kandydatem SPD na kanclerza Niemiec

„Nie zafascynuję młodych długimi mowami o euro, rynku wewnętrznym czy Europejskim Banku Centralnym”. „Nie zafascynuję młodych długimi mowami o euro, rynku wewnętrznym czy Europejskim Banku Centralnym”. Clemens Bilan/DAPD / Forum
Rozmowa z Peerem Steinbrückiem, kandydatem SPD na kanclerza Niemiec.
W sondażach, z Steinbrückiem na czele, SPD notuje zaledwie 24 proc. poparcie.Jakub Szykulka/Wikipedia W sondażach, z Steinbrückiem na czele, SPD notuje zaledwie 24 proc. poparcie.

Wawrzyniec Smoczyński: – Stosunki polskoniemieckie są najlepsze w historii. Co kanclerz Steinbrück może zrobić lepiej niż kanclerz Merkel?
Peer Steinbrück: – Nie będę próbował od nowa wymyślić koła, nie zamierzam też na siłę odróżniać się od tych, którzy dobrze ukształtowali relacje niemiecko-polskie. Rzeczywiście są w świetnym stanie, co potwierdziły moje rozmowy w Warszawie, zarówno z premierem, jak i z ministrem finansów, którego znam jeszcze z wcześniejszych czasów.

Czy jako kanclerz z SPD poparłby pan Donalda Tuska na przewodniczącego Komisji Europejskiej?
To, kto zostanie nowym szefem Komisji, zależy między innymi od wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego. W 2014 r. europejskie rodziny polityczne po raz pierwszy wystawią oficjalnych kandydatów – socjaldemokraci wskażą swojego, a konserwatyści swojego. Ja poprę oczywiście socjaldemokratę, to jasne.

W książce „Niemiecka Europa” Ulrich Beck pisze, że Niemcy stały się politycznym potworem. Czy te wewnątrzniemieckie lęki, związane z rosnącą siłą kraju w Europie, są uzasadnione?
Nie, ten obraz jest błędny, Niemcy nie są potworem. Nie znam w Niemczech odpowiedzialnego polityka, który śniłby po nocach o niemieckiej hegemonii w Europie. Takie obawy są bezpodstawne. To prawda, że Niemcy umocniły się gospodarczo, ale stało się tak, bo parę rzeczy zrobiliśmy dobrze – zreformowaliśmy np. rynek pracy. Nie zabranialiśmy innym krajom wprowadzania podobnych reform u siebie. Niemcy chcą być dobrym sąsiadem i dobrym partnerem – takie jest nasze zobowiązanie i nasz interes.

Wielu Greków, Portugalczyków czy Hiszpanów uważa, że Angela Merkel zmusiła ich do brutalnej polityki oszczędnościowej.
Tu się zgodzę. Niektóre z tych krajów, za sprawą politycznej siły i gospodarczego ciężaru Niemiec zostały wpędzone na ścieżkę cięć, które przyniosły im więcej szkód niż pożytku. To powszechna ocena, według mnie – słuszna. Ta jednostronna strategia antykryzysowa, stawiająca tylko na równoważenie budżetów, okazała się nieskuteczna i przyczyniła się do izolacji Niemiec w Europie. Potrzebujemy strategii wielowymiarowej, która uwzględni także potrzebę wspierania wzrostu gospodarczego i zatrudnienia.

Czy to oznacza, że w przeciwieństwie do Merkel dopuszcza pan wyższe deficyty i wspólną emisję długu w Europie?
Nie. Chcę tylko, by kraje w kłopotach dostały więcej czasu i nie były wtrącane w piekielny krąg cięć i recesji. Oczywiście, że budżety muszą zostać zrównoważone, pytanie tylko, w jakim trybie. Czy kraje dotknięte kryzysem mają paść na kolana, czy też powoli wstać i nauczyć się chodzić o własnych siłach?

Był pan ministrem finansów w pierwszej fazie kryzysu gospodarczego, tuż po upadku banku Lehman Brothers. Co musi się stać, by gospodarka strefy euro zaczęła znowu rosnąć?
Muszą pojawić się impulsy, zachęty do tego, by kraje poprawiły strukturę swoich gospodarek. Potrzebujemy natychmiastowych programów zwalczania bezrobocia młodych na południu Europy i silniejszej regulacji banków. Trzeba wyprowadzić Unię i kraje członkowskie z sytuacji, w której są narażone na szantaż ze strony banków.

Jak sfinansowałby pan programy wspierania Południa? Z kieszeni niemieckiego podatnika?
Po pierwsze, poprzez ustanowienie podatku od transakcji finansowych, po drugie, ze środków unijnych – mamy fundusze strukturalne, Fundusz Spójności. W razie konieczności solidarność europejską będą musiały zapewnić państwa, pomagając sobie nawzajem.

Grecja nigdy nie będzie tak konkurencyjna jak Niemcy. Czy Niemcy też nie powinny dopasować swojego modelu gospodarczego po kryzysie?
Mamy zrobić sobie przerwę w eksporcie?

To odpowiedź jak z ust Wolfganga Schäublego, chadeckiego ministra finansów.
Nie można oczekiwać od Niemiec, że wcisną hamulec. Tu chodzi o konkurencyjność nie tylko w Europie, także względem Azji i Ameryki Łacińskiej. Nie możemy nagle ogłosić, że przez pół roku nie będziemy konkurować. Przeciwnie, musimy być jeszcze bardziej konkurencyjni, zwłaszcza w wyścigu technologicznym. To, co powinniśmy zrobić równolegle, to zwiększyć siłę nabywczą Niemców, podnosząc płace, ustanawiając płacę minimalną czy doprowadzając do zrównania płac kobiet i mężczyzn. To zaowocuje większym popytem wewnętrznym, który może pomóc także innym krajom europejskim, bo zwiększy ich eksport. Niemcy powinny być lokomotywą tak, by każdy kraj Europy mógł czerpać z tego korzyści.

Jeśli wygra pan wybory, odziedziczy pan po Merkel tę nową, niemiecką siłę. Inne kraje będą oczekiwać od Niemiec wizji Europy. Jaka jest pańska wizja?
Gdy przezwyciężymy turbulencje w strefie euro, będziemy musieli skupić się na dwóch zadaniach. Po pierwsze, musimy stworzyć nową opowieść o Europie, która zafascynuje nowe pokolenie i stanie się podstawą nowej solidarności oraz nowej tożsamości europejskiej. Ta sprawa ma według mnie pierwszorzędne znaczenie. Po drugie, musimy poprawić europejskie instytucje – zdemokratyzować je i sprawić, by podejmowały decyzje w sposób bardziej wydajny.

Ma pan tę opowieść o Europie? Potrafi pan przekonać młodych Niemców, by na nowo zafascynowali się Europą?
Udało nam się to w latach 60., 70. i 80. – pojmowanie Europy jako pokojowej wspólnoty narodów było do pewnego stopnia odpowiedzią na nasze poczucie winy za drugą wojnę światową. Dla mojego pokolenia to było ogromnie ważne – zaufać, zaangażować się emocjonalnie w powojenny projekt europejski.

Nowa opowieść o Europie nie może już wychodzić od gospodarki. Nie zafascynuję młodych długimi mowami o euro, rynku wewnętrznym czy Europejskim Banku Centralnym. Zamiast tego staram się opisywać ten niesamowity model cywilizacyjny, jakim jest Europa, i uświadamiać dzisiejszemu pokoleniu, że dorastają w warunkach niezwykle uprzywilejowanych, jedynych w swoim rodzaju, jak na historię Europy do 1945 r.

Dla wielu Europejczyków ta obietnica europejskiego dobrobytu, która napędzała ich entuzjazm dla Unii, właśnie się wyczerpała. Na młodych Greków czy Hiszpanów Europa sprowadza dziś drakońskie cięcia i reformy.
To sedno sprawy – właściwe dylematy Europejczyków wykraczają daleko poza kwestię, czy euro przetrwa czy też upadnie. Europa traci legitymizację, jeśli co drugi młody Hiszpan zadaje sobie pytanie: po co mi demokracja, Europa i politycy, skoro nie mam pracy? To jest istota kryzysu Europy. Dlatego według mnie szefowie państw i rządów powinni byli już dawno uruchomić programy zwalczania bezrobocia wśród młodych.

Tu dotykamy kwestii politycznej wydajności instytucji europejskich.
Instytucji w Europie nam nie brakuje, ale trzeba je zreformować. Parlament Europejski nie ma takiej samej inicjatywy ustawodawczej jak parlamenty narodowe. Komisja Europejska to byt, który według nauki o trójpodziale władz nie powinien w ogóle istnieć: ma zarazem uprawnienia wykonawcze i ustawodawcze – do Komisji należy inicjatywa w stanowieniu prawa europejskiego. Mamy wreszcie trzech prezydentów: szefa Komisji, rotacyjnego i stałego przewodniczącego Rady Europejskiej.

Czy potrzebujemy naprawdę trzech przewodniczących? Może wystarczyłby szef Komisji Europejskiej, wybierany przez Parlament, który mógłby go też odwołać i który sprawowałby nadzór nad Komisją? Może ta Komisja powinna w przyszłości zamienić się w organ czysto wykonawczy i może nie musi liczyć 27 czy 28 komisarzy? Uważam tę liczbę za mocno przesadzoną.

Jak przekona pan niemieckich obywateli, by zgodzili się na oddanie tej wzmocnionej Komisji kolejnych uprawnień narodowych?
Mówiąc, że w XXI w. są kwestie wykraczające poza granice państw, o których trzeba decydować wspólnie, bo robiąc to na poziomie pojedynczych krajów, poniesiemy porażkę. Na świecie trwa dramatyczna zmiana układu sił i jeśli Europa nie zacznie się pozycjonować, sama się zmarginalizuje.

Czy to oznacza, że popiera pan Europę federalną?
Nie wierzę w Stany Zjednoczone Europy. Nie można porównywać Unii do USA, Stany mają za sobą inną historię. Europa na zawsze pozostanie związkiem suwerennych państw, ale miejmy nadzieję, że owe państwa zdobędą się na to, by przekazać część narodowych kompetencji na poziom europejski, bo tam lepiej można je koordynować.

rozmawiał Wawrzyniec Smoczyński

 

Peer Steinbrück (ur. 1947) był ministrem finansów w pierwszym rządzie Angeli Merkel, a wcześniej premierem Nadrenii Północnej-Westfalii. Na cztery miesiące przed wyborami SPD ze Steinbrückiem na czele notuje 24 proc. poparcia, 17 pkt proc. mniej niż CDU.

Polityka 22.2013 (2909) z dnia 27.05.2013; Świat; s. 44
Oryginalny tytuł tekstu: "Niemcy nie są potworem Europy"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną