Czy Wielka Brytania zostanie w Europie?

Pękanie Europy
Rozmowa z Robertem Cooperem, jednym z architektów polityki zagranicznej i obronnej UE, uczestnikiem tegorocznego Polsko-Brytyjskiego Okrągłego Stołu, o kryzysie Europy, z której uciekają Brytyjczycy.
Budowla europejska nie jest tak silna, jak zakładano.
Maciej Jarzebiński/Forum

Budowla europejska nie jest tak silna, jak zakładano.

Robert Cooper - jeden z najbardziej doświadczonych brytyjskich dyplomatów.
Michał Rozbicki/Newspix.pl

Robert Cooper - jeden z najbardziej doświadczonych brytyjskich dyplomatów.

Adam Szostkiewicz: – Mało kto zna Unię od wewnątrz tak dobrze jak pan. Czym ona jest w istocie?
Robert Cooper: – Praca w Unii Europejskiej odpowiadała mi nawet bardziej niż w brytyjskim MSZ. W Unii nie mamy zderzenia kultur, mamy wielość kultur. Miałem pracownicę Hiszpankę, która była niezadowolona, że jeszcze nie awansowała. Podczas rozmowy jej niezadowolenie rosło. Stawała się bardziej hiszpańska, a ja – bardziej brytyjski, to znaczy coraz chłodniejszy i powściągliwy. W końcu oboje zorientowaliśmy się, że to komiczne. W Unii są ludzie patrzący w różny sposób na te same rzeczy. Moi koledzy z Włoch czy Grecji patrzą inaczej niż ci z Brytanii, Niemiec czy Holandii. Ci pierwsi pochodzą z krajów mniej zorganizowanych, patrzą przede wszystkim na ludzi, podczas gdy drudzy lepiej czują znaczenie instytucji. W świecie dyplomacji to, że ma się ludzi z różnych krajów, różniących się poglądami, jest atutem. To źródło kreatywności podobnej do spotkania kultur na polu sztuki. Dlatego nasze MSZ, choć dużo lepiej zorganizowane niż unijne, wydaje mi się mniej ciekawe, bardziej monotonne.

W 2002 r. wydał pan głośną książkę o „pękaniu narodów”, przedstawiającą ideę państwa ponowoczesnego. Ma nim być Unia Europejska. 10 lat później mówi się, że to Europa pęka, a państwa narodowe wracają do gry.
Tytuł pochodzi od wydawcy. Ale zaakceptowałem go, bo to fraza z wiersza wybitnego poety Thomasa Hardy’ego „In Time of The Breaking of Nations”. Nie twierdziłem, że państwo narodowe zniknęło, tylko że przechodzi transformację. System międzynarodowy wciąż opiera się na solidnych podstawach, do których należą państwa narodowe. Budowla europejska nie jest tak solidna, Brytyjczycy dyskutują, czy jej nie porzucić. W kryzysie ludzie szukają czegoś znajomego i solidnego, tym czymś jest państwo narodowe.

Więc jak to jest z tym pękaniem Unii?
Kryzys w strefie euro nie skończył się. Jeśli Unia pęknie, to nie dlatego, że coś wydarzy się w Brukseli, tylko wskutek tego, co może się zdarzyć na ulicach Aten czy Madrytu. Jeśli nie znajdziemy rozwiązania, a recesja będzie trwała, może dojść do buntu i przeciwko UE, i przeciw rządom narodowym. Ale wydaje mi się dziwne, że dziś przeciwko Unii buntuje się część polityków w Wielkiej Brytanii, która przecież nie należy do strefy euro.

Czy Unia przetrwa bez Brytyjczyków albo Brytyjczycy bez Unii?
Sądzę, że i Unia, i Brytania źle wyjdą na rozwodzie. Wnieśliśmy sporo dobrego do Europy. Brytania to dziś kraj w zasadzie liberalny i otwarty. Punktem zwrotnym była epoka Margaret Thatcher, kiedy z gospodarki protekcjonistycznej przeszliśmy na system rynkowy. Ta zmiana wpłynęła na bardziej przyjazne nastawienie do otwartej gospodarki w całej Europie. Kombinacja liberalizmu ze zdrowym rozsądkiem była moim zdaniem korzystna dla Europy.

Co straciliby Brytyjczycy po wyjściu z Unii?
Na Wyspach mieszka 60 mln ludzi, w całej Unii 550 mln. Populacja Wielkiej Brytanii prawdopodobnie zmniejszyłaby się, bo wystąpiliby z niej Szkoci. U wybrzeży brytyjskich mielibyśmy też duży blok krajów o wielkim znaczeniu gospodarczym i dyplomatycznym, a my byśmy do niego nie należeli. To groźna sytuacja. Polityka brytyjska była zawsze nastawiona na niedopuszczenie do powstania w Europie jednego dominującego mocarstwa. Tymczasem Unia, choć jeszcze nim nie jest, stanowi jednak potężną siłę, która dominuje na kontynencie i będzie w jakiś sposób dominowała nad pozostającą poza nią Wielką Brytanią.

Czemu więc Brytyjczykom miałoby zależeć na wyjściu z Unii?
Często pada argument, że my, Brytyjczycy, nie godzimy się na ingerencję w nasze wewnętrzne sprawy. To dość głupie, bo my też się wtrącamy w sprawy Europy i nawet czasem Bruksela przyjmuje nasz punkt widzenia. A po drugie, Europa i tak będzie się wtrącała w nasze sprawy, obojętne, czy będziemy czy nie będziemy w Unii.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną