Izrael wraca do rozmów z Palestyną

Ruchy pozorowane
Już na poniedziałkowej wieczerzy w domu Sekretarza Stanu Johna Kerry w Waszyngtonie zapowiedziano, że ostatnie danie, czyli izraelsko-palestyńska umowa pokojowa, pojawi się na stole w ciągu dziewięciu miesięcy. Tyle czasu wyznaczyły sobie strony na osiągnięcie porozumienia.

Teraz, gdy pertraktacje toczą się biurach Departamentu Stanu, nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy ta polityczna ciąża rzeczywiście zakończy się udanym porodem.

Wszystkie poprzednie, od rozmów w Oslo w sierpniu 1993 roku, poprzez spotkania w Camp David i na fermie Wye, aż do Konferencji w Annapolis, która zapowiedziała ostateczne rozwiązanie problemu do końca roku 2008, zakończyły się poronieniem. Nie mówiąc już o słynnej mapie drogowej prezydenta Busha, która równie dobrze mogłaby być mapą księżyca. W konluzji można się zastanowić, czy Palestyńczycy i Izraelczycy naprawdę pragną pokoju i czy posiadają przywódców gotowych na bolesny i niebezpieczny kompromis. Abbas musiałby zrezygnować z prawa powrotu niemal trzech milionów uciekinierów palestyńskich, Netanjahu musiałby wyrazić zgodę na powrót do granic sprzed Wojny Sześciodniowej. Dla obu mogłoby to oznaczać kres ich kariery politycznej.

Ani prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas, ani izraelski premier Beniamin Netanjahu, nie pojawili się w Waszyngtonie. Na pertraktacje, w których Sekretarz Stanu Kerry pokłada ogromne nadzieje, wysłali pełnomocników, którzy w istocie rzeczy nie posiadają żadnych pełnomocnictw. Decyzje pozostają w gestii polityków w Jerozolimie i w Ramalli. Po trzech latach zastoju Mahmud Abbas uzależnił gotowość do rozmów uwolnieniem stu działaczy OWP więzionych w Izraelu. Netanjahu kazał otworzyć drzwi cel więziennych: 103 Palestyńczyków wraca do domu. Niemal równocześnie wydał zezwolenie na budowę tysiąca nowych domów dla osadników na Zachodnim Brzegu. To nie próba omamienia opinii publicznej, to po prostu teatr ruchów pozorowanych na użytek wewnętrzny.

Badanie opinii publicznej w Izraelu, dokonane w przeddzień obecnych pertraktacji, wskazuje, że tylko 55% ankietowanych pragnie pokoju z Palestyńczykami. Na Zachodnim Brzegu nikt takiego badania nie wykonał, ale każdy kto zabłąka się do Wschodniej Jerozolimy, do Hebronu czy Nablusu, z łatwością rozpozna antyizraelskie nastroje ludności. Nikt tu nie wierzy nikomu, ale już najmniej w możliwość osiągnięcia porozumienia. Jak w tych warunkach, pełen dobrej woli amerykański Sekretarz Stanu ,w ciągu dziewięciu miesięcy urodzi pokój tego nie wie nawet Edward Snowden.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj