Świat

Spółka z Allahem

Tajemnice muzułmańskich finansów

Koran dość dokładnie reguluje zasady udzielania  pożyczek i zaciągania długów. Ale współczesna bankowość potrafi ograniczenia Koranu obejść. Koran dość dokładnie reguluje zasady udzielania pożyczek i zaciągania długów. Ale współczesna bankowość potrafi ograniczenia Koranu obejść. Akhtar Soomro/Reuters / Forum
Wielka Brytania pierwsza na Zachodzie wyemituje obligacje zgodne z Koranem. Nabywcom przyniosą one mniejszy zysk i wątpliwe zbawienie.
Halal to wszystko, co jest zgodne z prawem Islamu, czyli szariatem. Nie tylko żywność.Wikemedia Commons/Mu/Wikipedia Halal to wszystko, co jest zgodne z prawem Islamu, czyli szariatem. Nie tylko żywność.

Od 29 października Ahmed Marwad jest – jak sam mówi – najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Przyjechał do Wielkiej Brytanii z Pakistanu w 1970 r. bez grosza przy duszy, z jedną książką o budowie mostów – chciał zostać inżynierem. Sprzątał ulice, rozwoził prasę, sprzedawał hot dogi na stadionie Upton Park, gdzie swoje mecze rozgrywa stołeczna drużyna West Ham United. W 1992 r. w Newham we wschodnim Londynie założył z kolegą sklep z żywnością halal, czyli taką, która spełnia wymogi islamu. Biznes kwitł, Ahmed szybko dorobił się jeszcze czterech takich sklepów.

Przez lata zarobione pieniądze chował jednak do starej inżynierskiej książki. – W pewnym momencie było w niej więcej banknotów stufuntowych niż stron – wspomina dziś. Konta w brytyjskich bankach nie licowały z jego islamskim sumieniem – nie spełniały tak dobrze koranicznych warunków jak wołowina z jego sklepów.

Od sześciu lat Ahmed może wybierać spośród kilku banków, które w Londynie oferują konta halal. Do pełni szczęścia brakowało mu jeszcze słów, które padły 29 października z ust brytyjskiego premiera. David Cameron na otwarciu konferencji, nazywanej islamskim Davos, zapowiedział, że w przyszłym roku Wielka Brytania, jako pierwszy niemuzułmański kraj na świecie, wyemituje obligacje halal, a na londyńskiej giełdzie pojawi się islamski indeks, wyłuskujący notowania firm przestrzegających zasad islamskich finansów. – Jest taka zasada w moich rodzinnych stronach: jeśli od ciebie pożyczył, to znaczy, że uznał cię już za swojego. W końcu czuje się więc pełnoprawnym obywatelem tego kraju – przekonuje najszczęśliwszy człowiek na świecie.

Islamskie finanse

Gdy jednak Ahmed Marwad wyjeżdżał z rodzinnych stron, nie istniało nic takiego jak islamskie finanse. Współcześni propagatorzy bankowości halal przekonują, że jest ona oparta na wiecznych zasadach Koranu. Ale ta wieczność zaczęła się w połowie lat 70. XX w., gdy Zatokę Perską zalały petrodolary i miejscowi szejkowie mogli sobie pozwolić na ekstrawagancje w postaci systemu finansowego opartego na religii.

Krytycy islamskich finansów twierdzą, że mamy do czynienia z niebezpieczną próbą stworzenia na Wyspach kolejnego systemu równoległego. Najpierw półoficjalną rolę zyskały tam rodzinne sądy szariackie, a teraz – po deklaracji Camerona – Koran osiągnie status prospektu emisyjnego państwowych obligacji. Będą one miały znikomą wartość kapitałową (200 mln funtów), ale ogromną symboliczną.

Słynne hasło Bractwa Muzułmańskiego „Islam jest rozwiązaniem” zmaterializuje się w kolejnej sferze życia publicznego, tym razem na Zachodzie. Tak jak w latach 60. zwolennicy Bractwa nadali polityce islamską tożsamość, tak dziś tę tożsamość zyskuje świat finansów. W obu przypadkach chodzi o sztuczne konstrukcje, których autorzy próbują zaprząc rozwiązania z VII w. do współczesnych warunków, przedstawiając je jako wieczne i niezmienne. Dyskusji nie ułatwia fakt, że krytyka takich pomysłów jest odbierana jako atak na islam.

Gdyby świat kierował się Koranem, obecny kryzys gospodarczy nigdy by się nie wydarzył – zdają się twierdzić zwolennicy islamskich finansów. Są bardzo przekonujący – w islamie obowiązuje zupełnie inna koncepcja pieniądza niż w zachodnim kapitalizmie. Pieniądz ma być tu wyłącznie środkiem ułatwiającym wymianę towarów. Nie posiada wartości sam w sobie, nie można pieniędzy pomnożyć przez samo obracanie nimi, a co za tym idzie – ich wartość nie może rosnąć z czasem.

Ma to konkretne następstwa w praktyce – w islamskiej bankowości nie ma mowy o oprocentowanych lokatach czy kredytach. Byłoby to czerpaniem zysków z pieniądza, czyli grzechem. Kto w takim razie chciałby ich udzielać? Dla pobożnych muzułmanów są na to dwa sposoby. Pierwszy z nich nazywa się idżara – do pożyczkodawcy, dajmy na to banku, przychodzi klient, który chciałby kupić dom, ale go nie stać. Bank kupuje wybraną przez niego nieruchomość i natychmiast mu ją wynajmuje. Klient co miesiąc uiszcza bankowi dwie należności: czynsz i ratę kapitałową. Gdy spłaci cały kapitał, bank przepisuje na niego nieruchomość. Drugi sposób to murabaha. Bank kupuje wskazane przez klienta mieszkanie i zaraz odsprzedaje mu je po cenie wyższej niż sam zapłacił (tu jego zysk), a należność rozkłada mu na raty. Słowo „oprocentowanie” rzeczywiście nie pada.

Jeszcze ciekawiej działają nieoprocentowane lokaty bankowe. Tu również są dwa sposoby przyciągnięcia klienta. Bank może mu zaproponować jednorazowy prezent finansowy w zamian za ulokowanie pieniędzy albo strony związują się umową na dobre i złe – bank deklaruje tylko zysk, jaki chce osiągnąć dzięki powierzonym mu środkom. Jeśli mu się uda, dzieli się nim z klientem, jeśli nie, obie strony ponoszą koszty porażki.

Trochę inna bankowość

Kluczową zasadą, wywiedzioną z Koranu, jest zakaz sprzedaży towaru, który nie istnieje w momencie transakcji. I tak na przykład islamskie banki nie mogą pożyczać pieniędzy, których nie mają, co jest normalną praktyką w konwencjonalnych finansach. W dodatku islam wyklucza warunkowanie transakcji wydarzeniami, które mogą, ale nie muszą nastąpić. To z kolei oznacza, że nie ma mowy o powszechnych na Zachodzie transakcjach typu futures, bo te ze swojej natury dotyczą nieistniejącego jeszcze przedmiotu, ale są również czystym hazardem – strony uzgadniają wszak cenę, jaką towar osiągnie w przyszłości. Nie mniejszym jednak hazardem są długoterminowe islamskie umowy kredytowe, które zakładają, że wartość pieniądza się nie zmienia i nie są uwarunkowane np. wysokością stóp procentowych.

Dalszą konsekwencją jest również zakaz zaciągania kredytu czy emisji obligacji bez odpowiedniego zastawu. Państwa starające się sprzedać islamskie obligacje muszą wskazać konkretny majątek lub inne pewne źródło dochodów, które będzie zabezpieczeniem. Osoby prywatne, firmy czy w końcu państwa nie mogą jednak doprowadzić do sytuacji, kiedy zadłużenie przekracza 33 proc. ich zasobów czy własnej wartości (lub rocznego PKB w przypadku państw). Gdy w 2004 r. rząd niemieckiego landu Saksonii-Anhalt wypuścił takie obligacje, ich nabywcy do czasu wykupu stawali się współwłaścicielami działek należących do landu i czerpali zyski z ich wynajmu.

Niewątpliwym udogodnieniem, które islamskie finanse niosą muzułmanom, jest gwarancja, że pieniądze przez nich zainwestowane lub ulokowane nie trafią do biznesów, które islam potępia. Pieniądze z konta halal nie będą więc wykorzystane przez bank przy zakupie browaru czy ubojni, co więcej – banki islamskie wielką wagę przywiązują do rozdziału pieniędzy swoich udziałowców i tych złożonych przez klientów na lokatach – każdy dolar czy funt jest niejako podpisany, nie ma wspólnej puli zasobów banku.

Islamskie finanse mają pomóc osiągnąć zbawienie, niosą jednak ze sobą cały szereg problemów. Są kosztowne, znacznie droższe od finansów konwencjonalnych. Wynika to z samej ich natury. Wspomniany instrument o nazwie murabaha zmusza strony do dwukrotnej, notarialnej zmiany właściciela nieruchomości – najpierw dom kupuje bank, a potem przechodzi on na własność klienta banku – zmianę w księgach wieczystych trzeba więc opłacić dwa razy. Większe koszty generuje też brak standaryzacji umów. Każda jest indywidualna, dopasowana do klienta – świetnie. Ale każdą trzeba pisać niemal od nowa, co nie jest tanie.

Największy problem z bankowością halal jest jednak natury bardziej ogólnej. „Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że zasady islamskich finansów to ściema, prawdopodobnie ma rację” – pisze na swoim blogu profesor Mahmoud El-Gamal z amerykańskiego Rice University, autor fundamentalnej książki „Islamic Finance: Law, Economics, and Practice” (Islamskie finanse: prawo, ekonomia i praktyka).

Co jest halal?

Według El-Gamala, problem tkwi w certyfikowaniu produktów finansowych jako islamskie. W islamie nie ma niepodważalnego autorytetu, który rozstrzygałby rozterki interpretacyjne muzułmanów. Każdy z nich może sobie wybrać swój autorytet. Dopóki mobilność wyznawców Allaha ograniczała się do najbliższych wiosek, nie stanowiło to problemu. Dziś coraz częściej muzułmanie z liberalnej Malezji i ultrakonserwatywnej Arabii Saudyjskiej po kłótniach na wspólnych wakacjach w Dubaju dochodzą do wniosku, że są wyznawcami innych religii. Problem ten pogłębia się w przypadku pieniędzy, bo tu różne opinie na temat tego, co jest halal, a co nie jest, mogą oznaczać miliardowe straty.

Kilka instytucji osiągnęło już w tej dziedzinie status regionalnych wyroczni. Najbardziej wpływowa jest malezyjska Rada Islamskich Usług Finansowych, która składa się z ponad 20 ekspertów. Wspólnie orzekają o zgodności kredytu czy lokaty z prawami Koranu. Takich ekspertów jest jednak na świecie stosunkowo niewielu i często zasiadają jednocześnie w kilku regionalnych radach, a dodatkowo pracują dla banków islamskich.

Decyzje tego nielicznego grona ekspertów napędzają cały biznes islamskich finansów, z którego ci właśnie eksperci żyją. W ich interesie jest więc wyprowadzanie z Koranu kolejnych zakazów, bo w ten sposób wzbudzają wśród muzułmanów strach przed ogniem piekielnym, a ten z kolei skłania ich do korzystania z islamskiej bankowości. Nie mogą jednak całkowicie zakazać lichwy, czyli zarabiania na własnych pieniądzach, bo wtedy nikt już nie będzie im płacił za certyfikaty halal. Stąd przytoczone wyżej wymyślne produkty finansowe, w praktyce oparte na lichwie, w których jednak brakuje dosłownego oprocentowania.

Ahmed Marwad jednak się cieszy, choć David Cameron – obiecując islamskie obligacje – nie miał na myśli akurat tego sklepikarza z Newham. Londyn staje do wyścigu o miano światowej stolicy islamskich finansów z takimi konkurentami, jak Kuala Lumpur czy Dubaj. Chodzi o biznes, który w ciągu ostatnich siedmiu lat urósł na świecie o 150 proc. i rozwija się dwa razy szybciej niż konwencjonalna bankowość. Finanse halal to wciąż niewiele ponad 1 proc. globalnych finansów, ale jak zauważył przytomnie Cameron, już co czwarty człowiek jest muzułmaninem, więc potencjał jest znaczny.

Szkoda tylko Ahmeda i milionów muzułmanów, którzy porzucili większe zyski w zwykłych bankach i dali się skusić obietnicy zbawienia przez finanse. Ich godna uznania chęć życia według zasad islamu jest dziś wykorzystywana przez niewielką grupę religijnych szamanów, którzy robiąc biznes, nie zawahali się wziąć na wspólnika samego Allaha. Zapewne wbrew jego woli.

Polityka 46.2013 (2933) z dnia 12.11.2013; Świat; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Spółka z Allahem"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Samice alfa: czego nie dostają, kogo poszukują?

Silne kobiety współczesne: z jakimi mężczyznami mają największe szanse na udany, trwały związek.

Ryszarda Socha
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną