Ukraina: seperatyści bez ziemi

Noworosja wymyślona
Prorosyjscy separatyści wymachują carskimi flagami, śpiewają antyfaszystowskie hymny – mają już całą symbolikę państwową. Brakuje im jeszcze tylko państwa.
Prorosyjski separatysta na ulicach Doniecka
Maxim Shemetov/Reuters/Forum

Prorosyjski separatysta na ulicach Doniecka

Wiec prorosyjski w Doniecku
Andrew Butko/Wikipedia

Wiec prorosyjski w Doniecku

O tym, co zamierza zrobić z Ukrainą, jeśli ta zbliży się do zachodnich struktur, Władimir Putin mówił ­George’owi Bushowi jeszcze w 2008 r. „Musisz zrozumieć, George, że Ukraina nie jest państwem – tłumaczył ówczesnemu prezydentowi USA na bukareszteńskim szczycie NATO. – Znaczna jej część to prezent od nas”.

To samo, tylko bardziej wprost, mówił też Aleksandr Dugin, rosyjski geopolityk i mistyczny nacjonalista, na Zachodzie postrzegany jako nawiedzony jurodiwy, ale w Rosji traktowany bardzo serio, również na Kremlu. W tym samym 2008 r. na pytanie dziennikarza „New Perspectives Quarterly” o rosyjską reakcję w wypadku, gdyby Ukrainie przyszło do głowy wstąpić do NATO, Dugin odpowiedział, że Rosja wsparłaby powstanie we wschodnich częściach kraju i na Krymie. „Nie mogę wykluczyć również wprowadzenia tam sił zbrojnych, tak samo jak w scenariuszu osetyńskim” – mówił Dugin. W 2008 r. takie słowa brzmiały jak bredzenie wariata, ale wychodzi na to, że warto czasem słuchać rosyjskich jurodiwych geopolityków.

Moskwa jednak przestrzeliła. Przeszacowała poparcie, które miałoby zebrać takie „powstanie”. Antymajdany nie miały w sobie nic ze spontaniczności Majdanu, prorosyjskie wiece na wschodzie kraju inspirowane były w dużej mierze z Rosji. Efekt był taki, że wschodnia Ukraina nie pękła – jak zakładano – na pół, wzdłuż Dniepru. Odłupało się od niej jedynie kilka fragmentów – niewielki procent tego, na co liczył Putin. Prorosyjskie powstanie nie wybuchło ani w Odessie, ani w Charkowie.

Ten odłupany kawałek Ukrainy, „Związek Republik Ludowych”, Donieckiej i Ługańskiej (odpowiednio DRL i ŁRL) – każe nazywać się Noworosją. I ta Noworosja, choć jest tworem wirtualnym, bo istnieje raczej teoretycznie i obejmuje o wiele mniejsze terytorium, niżby chciała, funkcjonuje jako symbol wspólnej „ojczyzny”. Bo Noworosja to nazwa ambitniejszego projektu. „Związek Republik Ludowych” nawiązuje bowiem swoją nazwą do Noworosji historycznej – regionu w XVIII w. zdobytego przez Rosję na Turkach i ciągnącego się wzdłuż całego ukraińskiego wybrzeża Morza Czarnego. Ukraina, wówczas nazywana przez Rosję „Małorusią”, znajdowała się na północ od tej krainy. I tam właśnie chcieliby ją Noworosjanie z powrotem wypchnąć.

Razem przepędzimy juntę!

Jest taka piosenka rosyjskiego zespołu Kuba. Nosi tytuł „Powstań, Donbasie”, grana jest na porywającą nutę, zna ją w Donbasie prawie każdy, to jeden z nieoficjalnych hymnów DRL. „Powstań, Donbasie” to kwintesencja rosyjskiej propagandy i narracji, którą prowadzą obie „republiki”. Zaczyna się od jasnego opisania sytuacji: „Mamo, co słychać w kraju stepów i hałd? Słyszałem, że na naszą ziemię przyszli wrogowie i chcą wszystkich pozabijać”. A później – mocne uderzenie w lokalny patriotyzm: „Mamo, tu każde miasto znam od dziecka, Drużkowkę, Słowiańsk, Kramatorsk – teraz na newsowych paskach. Donbasie – ratuj swoje dzieci!”.

W refrenie, jak w pigułce, powtarzają się motywy wbijane w rosyjskie (i noworosyjskie) głowy od rana do nocy: „Wstawaj, Donbasie! Razem przepędzimy juntę! (tak rosyjskie media uparcie nazywają pomajdanowy rząd w Kijowie). Staniesz się nowym Brześciem!”. Mit obrony twierdzy brzeskiej w 1941 r. to radziecki odpowiednik Westerplatte.

Noworosja nie ucieka od radzieckiej symboliki. Wielu protestujących, jeszcze w czasach antymajdanów, wymachiwało flagami z sierpem i młotem, śpiewano radziecki hymn. Radziecką flagę zawieszono na zdobytym przez bojowników przejściu granicznym Izwarino. Uruchomienie przez separatystów radzieckiego czołgu z drugiej wojny światowej, postawionego na cokole w poddonieckiej Konstantyniwce i robiącego tam za pomnik, stało się symbolem doskonale przemawiającym do zwolenników Noworosji. Na czołgu wymalowano wielką czerwoną gwiazdę, napisy „na Lwów” i „na Kijów” – tak samo jak na czołgach z czasów wojny ojczyźnianej pisano „na Berlin” – i oddano bojownikom do użytku.

Walka z „Ukrami”, jak w Donbasie określa się Ukraińców, przedstawiana jest w DRL i ŁRL prawie zawsze jako swego rodzaju kontynuacja wojny z Hitlerem. Jak wiadomo, w Kijowie – z perspektywy Rosji i Noworosji – rządzą banderowcy-faszyści i to właśnie oni, nikt inny, sięgają ze swoim okrutnym nacjonalizmem po rosyjskie ziemie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną