Hongkong przechodzi ważną próbę

Żadnych półśrodków
Od kiedy stał się specjalnym regionem administracyjnym Chin, pekińscy komuniści sondują, ile autonomii mogą odebrać byłej brytyjskiej kolonii.
Okupuj Central z Miłością i w Pokoju
ansel.ma/Flickr CC by 2.0

Okupuj Central z Miłością i w Pokoju

Teraz chodzi o sprawę fundamentalną: reformę sposobu wyboru szefa lokalnej administracji. Pekin godzi się na wybory powszechne, ale sam chce wskazywać kandydatów. Takiemu rozwiązaniu manifestanci mówią twarde nie. Chcą pełnej demokratyzacji elekcji, słusznie dostrzegając w ograniczeniach próbę pełzającego zamachu na swoje wolności.

Miasto miesiącami protestowało spokojnie, jednak w ostatnich dniach sprzeciw animowany przez ruch Okupuj Central z Miłością i w Pokoju (Central to dzielnica finansowa) zaostrzył się. Do akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa dołączyli studenci, bojkotujący zajęcia w uczelniach i szkołach. Zaczęły się starcia z policją i przygotowania do dłuższej okupacji okolic siedziby hongkondzkich władz. Tłum liczący dziesiątki tysięcy osób radykalizuje się i zapowiada, że nie ustąpi, a pierwszy punkt listy jego żądań to dymisja obecnego szefa administracji.

Metropolia jest jedynym fragmentem Chin kontynentalnych, gdzie podobnie demokratyczne brewerie są możliwe na taką skalę, tak jak wolność słowa i uczciwe procesy sądowe. Hongkong ze swoim silnym antykomunizmem, wzmacnianym poczuciem oblężonej twierdzy, promieniuje na cały chiński świat (to także jedno z najlepszych miejsc do robienia pieniędzy na Dalekim Wschodzie, więc protest paraliżujący serce miasta nie wszystkim jest na rękę). Sekretarze z Pekinu nie raz już ogłaszali, że będą szanowali hongkondzką odmienność. Mają jednak poważny problem – kształt reformy wyborczej określił komitet stały biura politycznego.

To siedmioosobowe gremium rządzi partią i całym ogromnym państwem, a jego pozbawieni poczucia humoru członkowie nie mają we krwi konsultowania swoich rozstrzygnięć, a już na pewno nie z rozwydrzonym tłumem dwudziestolatków. Pójście im na rękę wymagałoby naprawdę sprytnego uzasadnienia. Dlatego z punktu widzenia partii prawdopodobnie bardziej nęcące wydaje się rozwiązanie tradycyjne, bez pokoju i miłości: manifestacja zdecydowania, rozpędzenie studentów i porządne nastraszenie potencjalnych naśladowców.

Choć automatycznie nasuwają się skojarzenia z protestem sprzed 25 lat na placu Tiananmen, to bardzo trudno sobie wyobrazić, by dziś z Hongkongu rozlazł się po Chinach jakiś wirus demokratycznej kontrrewolucji. Zresztą dla partii nie to jest stawką protestu. Bunt po prostu źle wygląda, wszechmocni towarzysze tracą twarz. Odzyskają ją, jeśli uspokajają rozpolitykowane miasto. Niestety, styl nie ma znaczenia.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną