Szef Komisji Europejskiej ogłosił wart 315 mld euro plan inwestycji w unijną gospodarkę

Półśrodki Junckera
Jego projekt pomoże rozruszać unijną gospodarkę, ale nie będzie pakietem stymulacyjnym z prawdziwego zdarzenia.
Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej
European People's Party/Flickr CC by 2.0

Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej

Pierwszy raz o planie inwestycyjnym Jeana-Claude’a Junckera usłyszeliśmy w lipcu, gdy były premier Luksemburga – wtedy jedynie nominat stolic na szefa Komisji Europejskiej – zabiegał o poparcie europosłów.

Europejska lewica przegrała majowe wybory do Parlamentu Europejskiego, ale zebrała tyle mandatów, by zablokować Junckera kojarzonego z polityką zaciskania pasa. W zamian za poparcie socjaldemokratów Juncker ogłosił, że Bruksela przeznaczy 300 mld euro na pobudzenie unijnej gospodarki.

Od tego czasu wszyscy w Brukseli zastanawiali się, gdzie Juncker znajdzie owe 300 mld euro. Unijny budżet, którym zarządza Komisja, jest wart ponad trzy razy tyle. Ale unijna kasa jest już podzielona pomiędzy państwa członkowskie.

Wiadomo było, że stolice łatwo pieniędzy nie oddadzą. Juncker nie mógł tez zmusić ich do dodatkowych wpłat, choć takie pomysły miał np. polski minister finansów.

Luksemburczyk uciekł się więc do inżynierii finansowej. Unia wyłoży 21 mld euro gotówki w postaci gwarancji, a zachęcony planem Junckera rynek ma dostarczyć resztę. Szef Komisji zakłada więc, że każde wyłożone przez Unię euro przyniesie 15 euro inwestycji. Eksperci powątpiewają, czy to możliwe. Banki zakładają, że możliwy do uzyskania efekt dźwigni jest równy 1 do 6. Juncker zakłada 1 do 15.

Unijni przywódcy próbowali już rozruszać unijną gospodarkę w ten sposób w 2012 r. Zdecydowali wtedy o podniesieniu kapitału własnego Europejskiego Banku Inwestycyjnego o 10 mld euro. Liczyli, że dzięki tym funduszom bank sfinansuje inwestycje warte 60 mld euro. Efekty są rozczarowujące – działania EBI nie wzmocniły wzrostu gospodarczego w Unii.

Plan Junckera nie jest więc pakietem stymulacyjnym z prawdziwego zdarzenia. Zalety jego projektu mogą leżeć jednak gdzie indziej. Razem z zastrzykiem gotówki Juncker ogłosił, że Komisja będzie ograniczać bariery regulacyjne dla inwestycji. I zacznie od sektorów ważnych dla Polski – energetyki i rynku cyfrowego. Dodatkowo zaproponowany przez Junckera fundusz będzie inwestował we wcześniej wyselekcjonowane projekty, które z powodu obaw inwestorów przed nadmiernym ryzykiem nie spinały się finansowo. Jeśli na plan zgodzą się stolice, pierwsze pieniądze na projekty inwestycyjne popłyną w połowie 2015 r.

Europejska lewica liczyła, że Juncker przełamie forsowaną przez Berlin politykę zaciskania pasa, ale Luksemburczyk nie odważył się przeciwstawić wszechmocnej Angeli Merkel. Z drugiej strony lewicowi przywódcy w Europie nie ułatwiają Junckerowi życia – Paryż i Rzym ignorują unijne zasady dyscypliny fiskalnej i pozorują reformy. A bez wiarygodnej polityki gospodarczej na południu Europy Juncker nie może zaproponować, by cała Unia wyłożyła pieniądze na pakiet stymulacyjny. Studni bez dna nawet Luksemburczyk nie zasypie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną