Świat

Nakręcacze

USA: jak bracia Kochowie krecą polityką

Los Angeles, protest przeciw braciom Kochom. Los Angeles, protest przeciw braciom Kochom. Ringo Chiu/Zuma Press / Forum
Najbogatsi bracia świata – David i Charles Kochowie – zapowiedzieli, że na kampanię prezydencką w USA wydadzą prawie miliard dolarów, czyli mniej więcej tyle, ile każda z dwóch amerykańskich partii. Po co?
79-letni Charles Koch w liście do 70 tys. swoich pracowników porównał niedawno administrację Baracka Obamy do reżimu Hugo Cháveza.Wichita Eagle/Getty Images 79-letni Charles Koch w liście do 70 tys. swoich pracowników porównał niedawno administrację Baracka Obamy do reżimu Hugo Cháveza.
Dziś 76-letni David Koch należy do najbardziej prominentnych filantropów Nowego Jorku.Astrid Stawiarz/Getty Images Dziś 76-letni David Koch należy do najbardziej prominentnych filantropów Nowego Jorku.

Kiedyś na spotkaniu ze studentami David Koch postanowił zdradzić tajemnicę swego majątku. Mechanizm jest prosty – powiedział. Dostajecie od ojca dolara i kupujecie dwa jabłka. Sprzedajecie je po dolarze za jabłko i już podwoiliście stan posiadania. Inwestujecie zarobione pieniądze w zakup czterech jabłek, sprzedajecie je po dolarze, interes zaczyna się kręcić. I tak tydzień w tydzień, aż do chwili, gdy wasz ojciec umiera i zostawia wam w spadku 300 mln dol.

Każdy z braci jest już dziś wart ponad 40 mld dol. i obaj wydają więcej niż ktokolwiek inny na politykę. A szczególnie nie lubią obecnego prezydenta USA. 79-letni Charles Koch w liście do 70 tys. swoich pracowników porównał niedawno administrację Baracka Obamy do reżimu Hugo Cháveza.

Podczas kampanii przed jesiennymi wyborami do Kongresu „zainwestowali” w republikanów 280 mln. Właśnie „zainwestowali” to najlepsze określenie – wspierają kandydatów, oczekując bardzo konkretnego zwrotu, np. ustawodawstwa, które pozwoli zarabiać im jeszcze więcej.

Kilka dni temu zapowiedzieli, że założona przez nich platforma wyborcza, do której dołoży się jeszcze ponad 30 innych bogaczy, przed następnymi wyborami prezydenckimi w USA w 2016 r. wyda na kampanię 889 mln dol. Sama Partia Republikańska, po której stronie staną bracia, w ostatnich wyborach wydała 657 mln i nie zanosi się, aby teraz przebiła Kochów. W praktyce oznacza to, że bracia mają duże szanse wygrać licytację o prawo do wyznaczania poglądów i programu przyszłego kandydata amerykańskiej prawicy.

Ośmiornica

Od wielu lat są zagorzałymi libertarianami, którzy wierzą, że im mniej rządu, tym lepiej, że podatki powinny być drastycznie obcięte, że biednym nie należy pomagać i że regulacja w zakresie ochrony środowiska to zawracanie głowy. Na badania kwestionujące ocieplenie klimatyczne wydają takie sumy, że nawet granty od naftowego giganta Exxon Mobile wyglądają przy nich skromnie. Rozmaite think tanki, fundacje i grupy polityczne mogą liczyć na ich wsparcie tylko wtedy, gdy ekologów przedstawiają jako wariatów albo terrorystów. Bracia finansowali tak wiele kampanii przeciwko polityce Obamy – od reformy służby zdrowia po pakiet stymulacji gospodarki – że w kręgach politycznych ich ideologiczna sieć nazywana jest Kochtopus (zbitka ich nazwiska z octopus, czyli ośmiornicą).

Charles Lewis, założyciel Center for Public Integrity, bezpartyjnej organizacji monitorującej amerykańską scenę polityczną, uważa, że bracia zarówno skalą działań, jak i bezwzględnością stosowanych metod biją innych na głowę. Repertuar, jakim się posługują, zawiera łamanie prawa, polityczną manipulację, oszustwa i potajemne działania. – Jestem w Waszyngtonie od afery Watergate, ale czegoś podobnego nigdy nie widziałem – twierdzi Lewis.

Najważniejsze narzędzie polityczne braci Kochów, organizacja Americans for Prosperity, współdziała z populistyczną Partią Herbacianą od chwili jej powstania. Przeznacza pieniądze na edukację, funduje i organizuje rozmaite protesty. W ten prosty sposób bracia, pozostając w cieniu i odcinając się od związku z Tea Party, uczynili z tego masowego ruchu wehikuł wspierania swojej ideologii.

Kasa od Stalina

Kochowie są właścicielami drugiej co do wielkości prywatnej firmy Ameryki, Koch Industries. Jej roczna sprzedaż szacowana jest na 100 mld dol. Firma posiada rafinerie naftowe na Alasce, w Teksasie i w Minnesocie, w tym 4 tys. km rurociągów. Ale produkuje też m.in. ręczniki papierowe. Bracia robią wielkie pieniądze w sektorach, które najbardziej niszczą środowisko. Za to nie cierpią ich ekolodzy – z pełną wzajemnością.

Fortunę odziedziczyli po ojcu Fredzie Kochu. On z kolei swój majątek zawdzięcza w sporej części Józefowi Stalinowi. Fred, syn holenderskiego drukarza, który osiadł w Teksasie, studiował w Massachusetts Institute of Technology (MIT), gdzie zdobył dyplom inżyniera chemika. W 1927 r. wynalazł wydajną metodę przeróbki ropy na benzynę, ale – jak głosi rodzinna legenda – wielkie firmy naftowe uznały go za rywala i nie dopuściły do wdrożenia wynalazku. Wtedy Fred zaproponował go Związkowi Radzieckiemu.

W latach 30. XX w. jego firma szkoliła sowieckich inżynierów i pomogła bolszewikom w budowie 15 rafinerii. Czystki stalinowskie nie ominęły miejscowych współpracowników Freda. Tak to nim wstrząsnęło, że z poczuciem winy za pomoc bestialskiemu reżimowi szybko wrócił do Ameryki.

W 1958 r. Fred Koch został jednym z pierwszych członków John Birch Society, ultrakonserwatywnej organizacji, znanej po części ze swej nieufności do rządu i straszącej zagrożeniem komunistycznym. Członkowie John Birch Society uważali prezydenta Dwighta Eisenhowera za komunistycznego agenta. Fred z uznaniem pisał o tym, jak Benito Mussolini rozprawił się z komunistami we Włoszech. Pogardzał kiełkującym w Ameryce ruchem praw obywatelskich. W czarnoskórych widział część komunistycznego spisku, mającego na celu opanowanie Ameryki. A pomoc dla bezrobotnych była dla niego niczym innym jak tajnym narzędziem przyciągania czarnych do miast, gdzie mają rozpocząć brutalną wojnę rasową.

Jak to w rodzinie

W takiej atmosferze wychowali się czterej bracia Kochowie: Freddie i Charles oraz bliźniacy David i William. Charles, David i William poszli w ślady ojca i skończyli inżynierię chemiczną w MIT. Charles ostatecznie przejął kontrolę nad firmą, a David został jego zastępcą. Freddie trafił na Harvard, potem studiował w szkole dramatycznej w Yale University. Ojciec był tym tak zdegustowany, że ukarał syna finansowo.

Gdy w 1967 r. ojciec umarł na atak serca, Charles zmienił nazwę firmy z Rock Island Oil&Refining na Koch Industries. W latach 70. Charlie i David szybko rozwijali firmę, a William pracował dla nich w dość podrzędnej roli. W 1980 r. William, z pomocą artystycznie uzdolnionego Freddiego, próbował przejąć kontrolę nad interesem. Próba skończyła się jednak fiaskiem, a „zamachowiec” wyleciał z pracy. W 1983 r. Charles i David wykupili pretensje braci do firmy za blisko pół miliarda dolarów. Freddie przeniósł się do Monako, aby uniknąć podatków, i zajął się kolekcjonowaniem dzieł sztuki, zaś William założył własną firmę energetyczną, z pasją zajął się żeglarstwem i w 1992 r. zdobył Puchar Ameryki, co kosztowało go 65 mln dol.

Charles, niekwestionowana głowa rodziny i biznesu, mieszka do dziś w Wichita, w stanie Kansas, strzegąc swej prywatności. Skupił się na ekspansji firmy. David, numer dwa w firmie, w latach 80. przeniósł się do Nowego Jorku i przez lata prowadził barwny żywot arcybogatego kawalera: jacht na południu Francji, luksusowa willa na amerykańskim wybrzeżu Atlantyku, gdzie wydawał huczne przyjęcia. Bawiono się na nich chyba nieźle, skoro porównywano je z hulankami, jakie w Kalifornii urządzał szef „Playboya” Hugh Hefner. W 1996 r. David przyhamował – ożenił się i zamieszkał na nowojorskiej Park Avenue, w apartamencie o powierzchni 800 m kw.

Dziś 76-letni David Koch należy do najbardziej prominentnych filantropów Nowego Jorku, w 2008 r. przeznaczył 100 mln dol. na renowację budynku teatru należącego do Lincoln Center, który dziś nosi jego imię. Podobnie jak skrzydło z dinozaurami w Museum of Natural History – w podzięce za dar w wysokości 20 mln.

 

Herbaciane przyjęcie

W miarę jak rosła ich fortuna, bracia stali się głównymi mecenasami amerykańskiego libertarianizmu. Mówiło się, że Charles postawił sobie za cel „wyrwanie rządu z korzeniami”. Dawny przyjaciel rodziny uważa, że ojcowska paranoja na temat sowieckiego komunizmu w przypadku jego synów przerodziła się w niechęć do amerykańskiego rządu, którego tyrania ma rzucać wyzwanie prawdziwej amerykańskiej wolności.

W 1980 r., kiedy Ronald Reagan stanął do walki o Biały Dom, bracia uznali go za zbyt lewicowego. Dlatego wspierali jego rywala z prawej strony, niejakiego Eda Clarka. Można zaryzykować tezę, że wtedy zakiełkowała idea Tea Party.

Ed Clark w jednym z wywiadów powiedział, że libertarianie są gotowi urządzić „ogromne tea party” (czyli przyjęcie herbaciane), ponieważ ludzie mają po dziurki w nosie podatków. Wzywał do likwidacji FBI i CIA, ministerstwa energetyki, komisji papierów wartościowych nadzorującej giełdę. Chciał położyć kres emeryturom rządowym, płacy minimalnej i jakiejkolwiek kontroli posiadania broni. Proponował natomiast legalizację prostytucji, narkotyków i samobójstw – zaskakujące, jak wiele z tych haseł jest dziś na sztandarach Partii Herbacianej.

Wielu bogatych ludzi w Ameryce angażuje swoje pieniądze w kampanie polityczne. Najbardziej znany po stronie demokratów jest George Soros, który założył fundację wspierającą budowę społeczeństwa obywatelskiego. Pomaga finansowo politykom, również Obamie. Po stronie republikanów do najbardziej hojnych w ostatnich latach należy Sheldon Adelman, właściciel kasyn w Las Vegas, którego konik to pomoc dla Izraela.

Trudno jednak porównać Sorosa i Adelmana z braćmi Koch, chociażby dlatego, że u tych drugich zaskakuje zbieżność między zaangażowaniem w politykę i ich bezpośrednimi interesami ekonomicznymi. Kochowie dają głównie tym, którzy walczą z ochroną środowiska i podatkami. Gus Di Zerega, kiedyś bliski przyjaciel braci, powiada, że młodzieńcza, idealistyczna wiara Kochów w cnoty ograniczonego rządu przekształciła się w instrument ochrony własnego interesu. O Charlesie Kochu Di Zerega mówi, że „zarabianie pieniędzy pomyliło mu się z wolnością”.

Według braci ich największym wrogiem jest federalna Agencja Ochrony Środowiska. W opinii wielu ekspertów Koch Industries to ścisła czołówka trucicieli środowiska naturalnego Ameryki. Lista grzechów na sumieniu firmy jest długa i nie ogranicza się do zatruwania. W 1989 r. komitet Senatu USA, zajmujący się sprawami Indian, opublikował raport, z którego wynikało, że drogą zawiłych oszustw Koch Oil, jedno z wielu ramion konglomeratu, ukradło Indianom ropę. Bracia przyznali, że bezprawnie przywłaszczyli sobie surowiec wartości 31 mln dol., ale że doszło do tego przypadkowo. Zarzuty miał badać sąd, lecz do procesu z niejasnych powodów nie doszło.

Z kolei w 1999 r., w ostatnich miesiącach prezydentury Billa Clintona, Departament Sprawiedliwości postawił Koch Industries 97 zarzutów dotyczących ukrycia wycieku 91 ton rakotwórczej substancji z rafinerii w Corpus Christi w Teksasie. Orzeczono kary w wysokości 350 mln dol., czterem pracownikom groziły kary więzienia do 35 lat. Firma przyznała się do jednego z zarzuconych jej uchybień – fałszowania dokumentów – i zapłaciła 20 mln kary.

Wydawaj, ile chcesz

W 1993 r., czyli jeszcze za prezydentury Clintona, organizacje wspierane przez braci zaczęły stosować taktykę, która dziś została już twórczo rozwinięta przeciwko Obamie: wiece, masowe kampanie reklamowe i ataki politycznych oponentów w wyborach – wszystko, aby tylko nie dopuścić do konkretnej legislacji bijącej w interesy braci. Skalę i formy ich działań w Waszyngtonie trudno oszacować, gdyż rozdzielają pieniądze do setek, czasem zupełnie anonimowych, organizacji.

Przełomowa dla Kochów okazała się decyzja Sądu Najwyższego w sprawie Citizens United v. FEC z 2010 r. Sędziowie uznali w niej, że rząd nie może ustalać limitów prywatnych wydatków na kampanie polityczne, bo to ogranicza wolność słowa. Dla braci był to dar niebios.

Tuż po objęciu urzędu przez Obamę organizacje zależne od braci zwoływały wiece, na których krytykowano program prezydenta, zarzucając mu także i to, że pieniądze podatnika trafiają do kieszeni demokratów. Ostatecznie organizatorzy musieli te zarzuty wycofać i przeprosić, o czym jednak nie było już tak głośno.

Wiece te odegrały ogromną rolę w sabotowaniu działań Obamy. Także dlatego, że ich skala zniechęciła niektórych umiarkowanych republikanów, wcześniej gotowych wesprzeć część wysiłków Obamy. Zrozumieli, że to niebezpieczne dla ich politycznej przyszłości. Zresztą ci nie dość ostrożni i nie dość wojowniczy zapłacili za umiarkowanie – Partia Herbaciana wykoleiła karierę kilku gwiazd republikanów, w tym senatora Boba Bennetta z Utah i cenionego w świecie Richarda Lugara z Indiany, swego czasu kandydata na prezydenta. Ponadto wrażenie, że tej krucjaty przeciw Obamie nie da się zatrzymać, dało do myślenia korporacjom, które w przeszłości wspierały finansowo obie partie.

Byle po cichu

W 1991 r. David Koch został poważnie ranny w wypadku lotniczym. Przeżył jako jedyny pasażer pierwszej klasy. Rutynowe badanie w czasie rekonwalescencji wykryło raka prostaty. Przeszedł kurację, podczas której doszedł – jak sam przekonuje – do następującej refleksji: jeśli jesteś jedynym, który uszedł z życiem, to widać Pan ocalił cię z jakiegoś wyższego powodu. Zaczął wówczas przeznaczać wielkie sumy na sztukę i naukę. Stał się patronem badań nad rakiem, zwłaszcza rakiem prostaty. MIT, czyli jego uczelnia, dostał 125 mln dol. na badania raka.

Gorzka ironia polega na tym, że właśnie wtedy Koch Industries lobbowała ostro przeciwko próbom Agencji Ochrony Środowiska, aby uznać aldehyd mrówkowy za substancję rakotwórczą, co jest oczywiste dla większości naukowców. Ten związek chemiczny, niezbędny przy produkcji żywic syntetycznych, produkowany jest przez firmę braci w ogromnych ilościach. Okazało się, że uczeni często nie wiedzieli, że ten sam człowiek, który wspiera ich badania, zarabia krocie na interesach, które przyczyniają się do chorób, z którymi oni walczą. Bracia przez długie lata dbali o to, aby jak najmniej było o nich wiadomo. Bardzo im odpowiada zarządzanie – jak to kiedyś powiedział David Koch – największą firmą, o istnieniu której nigdy nie słyszeliście.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Bajki dla suwerena. Dlaczego filmy Patryka Vegi są tak popularne?

Rozmowa z dr. hab. Jackiem Wasilewskim o tym, co takiego wie o Polakach Patryk Vega, czego nie wiedzą inni.

Joanna Cieśla
20.03.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną