Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Jedynaki i żebraki

W pułapce chińskiej demografii: dzieci potrzebne, tylko kto je wychowa

Polityka jednego dziecka doprowadziła nie tyle do ograniczenia populacji, co pomogła stworzyć wielomilionowy zbiór samotników. Polityka jednego dziecka doprowadziła nie tyle do ograniczenia populacji, co pomogła stworzyć wielomilionowy zbiór samotników. Liu Qinli/China Foto Press / EAST NEWS
Jeśli dzieci są przyszłością narodu, to Chiny mają poważny problem.
Najciemniejszą stroną chińskiej inżynierii demograficznej, obok wymuszonych szantażem wielkiej grzywny przymusowych aborcji, stały się dzieci niezarejestrowane i niechciane.Reuters/Forum Najciemniejszą stroną chińskiej inżynierii demograficznej, obok wymuszonych szantażem wielkiej grzywny przymusowych aborcji, stały się dzieci niezarejestrowane i niechciane.

W lubiących przesądy Chinach trzynastka nie uchodzi za liczbę pechową. Toteż nic nie stało na przeszkodzie, by finisz polityki jednego dziecka ogłosić podczas obecnych prac nad trzynastym już planem pięcioletnim. Wystarczyła lakoniczna depesza głównej agencji prasowej, by rozmontować strategię, która od ponad trzech dekad jest przyczyną współczesnych sukcesów Państwa Środka. Partia komunistyczna łaskawie zezwala już małżeństwom na posiadanie dwójki potomków.

Dzieci okazały się pilnie potrzebne, bez nich demografia zniweczy owoce trwającej od półtora wieku pogoni za zachodnim poziomem dobrobytu. I o ile nie można wykluczyć, że wiele par skorzysta albo potraktuje nową politykę 2+2 jako patriotyczną zachętę do przysporzenia ojczyźnie kolejnych obrońców, to nie da się zawrócić czasu. Instrukcja pekińskich planistów nie zreperuje tego, co brutalnie zepsuli ich poprzednicy.

W państwie-cywilizacji, gdzie urodzenia i zgony notuje się od ponad 4 tys. lat, gdzie od zawsze żyło się w dużych, wielopokoleniowych rodzinach, a poczucie bezpieczeństwa oparte było na stosunkach klanowych, po rewolucji więzi rodzinne zostały przecięte albo, zwłaszcza na wsi, rozciągnięte na setki, tysiące kilometrów, dzielące rodzinne strony od miejsca zatrudnienia. W komunizmie rolę rodziny zajął zakład pracy, a wolnorynkowe reformy sprawiły, że o powodzeniu w życiu nie decyduje pielęgnowanie relacji z bliskimi, ale przede wszystkim stan konta bankowego. Komunistyczno-kapitalistyczny koktajl skazuje więc na samotność, a ta najbardziej daje się we znaki najmłodszym pokoleniom.

Bo polityka jednego dziecka doprowadziła nie tyle do ograniczenia populacji, co pomogła stworzyć wielomilionowy zbiór samotników.

Polityka 46.2015 (3035) z dnia 08.11.2015; Świat; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Jedynaki i żebraki"
Reklama