Świat

Hillary u wrót

Po raz pierwszy w historii USA kobieta stanie do walki o prezydenturę? To za mało na przełom

Kristin Callahan/Ace Pictures / Forum
Nie chodzi o to, by wybrać kobietę, tylko o to, by wybrać dobrego prezydenta.

Najstarsi komentatorzy polityki amerykańskiej nie pamiętają tak osobliwej sytuacji. W walce o prezydenturę zmierzą się pretendenci, którym nie ufa większość wyborców. Zarówno Donald Trump, nominat republikanów, jak i Hillary Clinton, była sekretarz stanu w rządzie prezydenta Obamy, mają w elektoracie więcej przeciwników niż zwolenników.

Największe zaufanie wśród sondowanych budzi senator Bernie Sanders, który jednak nie ma większych szans na nominację, choć nie odpuszcza. Gdyby trzymać się kryterium zaufania, demokraci na konwencji powinni się dobrze zastanowić, kto ma być ich kandydatem.

Hillary Clinton zebrała dostateczną liczbę głosów delegatów na konwencję krajową Partii Demokratycznej, by czuć się zdobywczynią nominacji prezydenckiej. Ale formalnie nie jest jeszcze w tej roli zatwierdzona. Sanders może chcieć przekonać swych delegatów, by wywołali na zjeździe taką dyskusję. Ale z drugiej strony takie spory na finalnej konwencji nie służyłyby chyba ani partii, ani jej kandydatce na prezydenta.

Tym bardziej że Trump na podobny opór jak Clinton we własnej partii w zasadzie już nie napotyka. Zmienił ton, stara się mówić i zachowywać bardziej prezydencko. Czuje krew demokratów. Hillary jest za to postrzegana coraz bardziej jako członek waszyngtońskiej elity władzy i pieniądza, Trump jako ousider, który może jest pajacem, ale trafia w uczucia wielu Amerykanów lepiej niż Clinton.

Dlatego tak trudno przewidzieć wynik wyborów prezydenckich w listopadzie. Na razie przewaga Clinton nad Trumpem jest sondażowo w granicach błędu, czyli Clinton może przegrać. Samo, skądinąd słuszne, podkreślanie, że po raz pierwszy w historii Stanów kobieta stanie do walki o prezydenturę, to za mało. Nie chodzi o to, by wybrać kobietę, tylko o to, by wybrać dobrego prezydenta.

Dramat tegorocznej kampanii wyborczej polega na tym, że nie ma pewności, czy Clinton będzie dobrym prezydentem w złych czasach, ale jest pewność, że Trump będzie prezydentem turbulencji.

Jednak dla części wyborców, zwłaszcza dla kobiet, najważniejszy może być argument, że pierwsza amerykańska kobieta prezydent to podobny, pożądany przełom kulturowy jak pierwszy amerykański prezydent o ciemnym kolorze skóry.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną