Najpierw Johnson, teraz Farage. Zwolennicy Brexitu nabroili, a teraz opuszczają tonący statek
Farage deklaruje, że UKIP wyprowadził Wielką Brytanię z Unii, cel więc można uznać za osiągnięty i nie ma sensu dłużej stać na czele partii. Chętnie za to pozostanie europosłem.
Karolina Żelazińska/Polityka

Serię dymisji zapoczątkował David Cameron, który tuż po zwycięstwie zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii zapowiedział swoją rezygnację z funkcji premiera. Cameron wprawdzie do Brexitu nie namawiał, ale to on był inicjatorem referendum w tej sprawie. Tydzień później ze starań o stanowisko premiera zrezygnował Boris Johnson, były burmistrz Londynu, twarz Brexitu i jeden z architektów kampanii wyjścia. A teraz Nigel Farage, szef Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która grała pierwsze skrzypce w kampanii za wyjściem z UE, oznajmił, że rezygnuje z kierowania partią.

Farage deklaruje, że UKIP wyprowadził Wielką Brytanię z Unii, cel więc można uznać za osiągnięty i nie ma sensu dłużej stać na czele partii. Co więcej, Farage twierdzi też, że nigdy nie chciał być politykiem, więc teraz, gdy odzyskał już Wielką Brytanię, chce również odzyskać swoje życie i nie zamierza pozostawać na czele partii ani minuty dłużej. Chętnie za to pozostanie europosłem, bo jak twierdzi, da mu to możliwość przypilnowania procesu negocjacji Londynu z Brukselą. No tak, pensja europosła do niskich nie należy, więc trudno jest ot tak z niej zrezygnować. A konsekwencje rozwodu z Unią w Londynie Farage’a dotknęłyby znacznie bardziej niż wtedy, kiedy będzie pilnował negocjacji w Brukseli.

Wielka Brytania rozpoczęła niebezpieczną podróż w nieznane. Co z przepisami, podatkami i cłami? Co z ludźmi pracującymi na Wyspach i Brytyjczykami pracującymi poza Wielką Brytanią, np. w Brukseli w rozmaitych instytucjach unijnych? Na razie nic nie wiadomo. Nie wiadomo też, jaki jest plan i kto stanie na jego czele. Konserwatyści ogłosili, że wybiorą nowego lidera, a zatem i nowego premiera, do 9 września.

Główne partie są podzielone. I podzielony jest też kraj, bo Szkocja i Irlandia Północna rozwodu z Unią wyraźnie nie chciały. Nadużyciem byłoby mówić, że Wielka Brytania się sypie, ale codziennie pojawiają się kolejne rysy na ścianach budynku, który wydawał się bardzo stabilny i przygotowany nawet na trzęsienie ziemi.

Brexitowcy wyśmiewali zwolenników pozostania w Unii. Mówili, że małżeństwo z rozsądku to przeżytek i najwyższy czas ten trudny pod wieloma względami związek wreszcie przerwać. Kiedy rząd przedstawiał wstępne straty, jakie może przynieść wyjście Wielkiej Brytanii z Unii, brexitowcy pokazywali inne statystyki, świadczące o tym, że po rozwodzie Wielka Brytania przestanie być wreszcie dojona przez Unię. Twierdzili też, że rząd jest niewiarygodny i jedyne, co potrafi, to straszyć Brytyjczyków. Podczas całej kampanii przewijał się też argument przemawiający za tym, że jak tylko Brytyjczycy ogłoszą, że opuszczą Brukselę, to ona się zegnie i jeszcze jakieś ulgi będzie można wynegocjować.

A potem przyszła wygrana, która zaskoczyła nawet samych brexitowców. Poranne wystąpienie Johnsona, tuż po ogłoszeniu wyników referendum, bardziej przypominało stypę niż przemówienie zwycięzcy. Potem nie było lepiej. Każda jego wypowiedź potwierdzała tylko, że były burmistrz Londynu przeliczył się, bo w rzeczywistości nie chciał, żeby Wielka Brytania znalazła się poza Unią. Chciał natomiast poprawić swoją pozycję w partii i podstawić nogę Cameronowi. Liczył też na to, że angażując się w kampanię brexitowców, znowu przyciągnie uwagę i zdobędzie poparcie, które wywinduje go do stanowiska premiera.

Podobnie żenującymi pobudkami kierował się Nigel Farage, który przez całą kampanię szafował niedopowiedzeniami. Takimi jak ich flagowy postulat o tym, że Brexit pozwoli zatrzymać na Wyspach i przekazać np. na służbę zdrowia 350 mln funtów, które dzisiaj co tydzień wypływają z Londynu na kontynent. W rezultacie okazało się, że ani suma, ani możliwości, co już dzień po referendum przyznał Farage, się nie zgadzają. Bo rzeczywista kwota jest niemal o połowę niższa, a Wielka Brytania jeśli w przyszłości chciałaby zachować dostęp do europejskiego rynku, podobne pieniądze i tak będzie musiała na kontynent wysyłać.

Za chwilę wyjdą kolejne sprawy, które były kłamstwem kampanijnym albo tylko niedopowiedzeniem, które skłoniło wielu Brytyjczyków do zagłosowania za rozwodem. Ale już też widać, że exit to ulubiona rozrywka architektów Brexitu. Wyjście i ucieczka przed konsekwencjami, to potrafią. A co dalej? Dalej to już nie my, zdają się mówić brexitowcy.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną