Hillary Clinton jest chora. Po cichu mówi się już o ewentualnej konieczności zastąpienia jej kimś innym
Gdyby Clinton rzeczywiście się wycofała, o alternatywnym kandydacie zdecyduje w głosowaniu krajowy komitet partii.
Lorie Shaull/Flickr CC by 2.0

Video nagrane w Nowym Jorku jest dość przerażające: Hillary Clinton chwieje się, potyka, podtrzymywana przez asystentów, wreszcie zdaje się osuwać na ich ręce, które zdają się wciągać ją, albo wnosić, do samochodu. Sztab jej kampanii poinformował, że kandydatka Demokratów zasłabła, gdyż ma zapalenie płuc i odwołała zapowiedzianą wizytę w Kalifornii. Republikanie triumfują, bo od dawna sugerowali, że prawie 69-letnia Hillary jest ciężko chora, tylko jej kampania ukrywa to przed opinią publiczną. Media w USA mówią tylko o tym i publikują pogłoski, że Hillary wycofa się przed wyborami.

Można to uznać za typowo amerykańską obsesję na punkcie zdrowia, albo ubolewać jak nisko upadli dziennikarze, że nagłaśniają sensację, zamiast zająć się poważniejszymi tematami. Ale w Ameryce pamięta się przypadek Woodrowa Wilsona, który zataił, że miał kilka udarów mózgu, zanim objął urząd prezydencki, a kiedy już urzędował w Białym Domu, w 1919 r. doznał rozległego wylewu, po którym został sparaliżowany i krajem, o czym mało kto wiedział, rządziła jego żona. Atomowe supermocarstwo woli nie być zaskoczone nagłą śmiercią swojego przywódcy.

Od prezydentury Wilsona minęło sto lat, zapalenie płuc to dziś nie tak poważny problem, jak kiedyś – ani jak udar mózgu – ale i tym razem chodzi o transparentność. Sztab Clinton ukrywał wiadomość o chorobie przez kilka dni, aż do jej zasłabnięcia i szokującego filmu. Nie byłoby to irytujące, gdyby nie fakt, że kandydatka ukrywa wiele innych rzeczy, jest notorycznie skryta i nieszczera i pokrętnie tłumaczy się z kontrowersji ze swoimi mejlami i rodzinną fundacją charytatywną.

Z drugiej strony, jej republikański rywal jeszcze bardziej, kręci i kłamie w swoich sprawach, odmawiając choćby ujawniania swych zeznań podatkowych. Ale Donaldowi Trumpowi nie takie rzeczy uchodzą na sucho; wydaje się on podlegać jakimś innym prawom rozliczania się przed wyborcami.

Tak czy inaczej, w Partii Demokratycznej podobno mówi już się po cichu o ewentualnej konieczności zastąpienia Hillary kimś innym. Gdyby rzeczywiście się wycofała, o alternatywnym kandydacie zdecyduje w głosowaniu krajowy komitet partii (DNC). Nie musi to wcale być kandydat na wiceprezydenta Tim Kaine. Dopiero gdyby Hillary zrezygnowała po zwycięskich wyborach, Kaine zamieszka w Białym Domu. Inni dwaj naturalni zastępcy Clinton w roli kandydata: wiceprezydent Joe Biden i jej główny rywal z prawyborów, Bernie Sanders, są jeszcze starsi od niej.

W razie wycofania się Clinton, Demokraci znaleźliby się więc w trudnej sytuacji, chociaż są i głosy, że alternatywni kandydaci łatwiej poradzą sobie z Trumpem, bo mają mniejszy „negatywny” elektorat niż nie lubiana przez ponad 60 proc. Amerykanów Hillary. Ale Hillary słynie z twardości i nieustępliwości, nigdy nie poddawała się łatwo. Jeśli jej problemy ze zdrowiem nie są zbyt poważne, jak to zapewnia jej sztab, można być pewnym, że nie doczekamy się niespodzianki. Ale prawdopodobnie powinna odpocząć, bo kampania wyborcza w USA jest fizycznie niezmiernie wyczerpująca.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną