Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Nobel jako zastrzyk

Nobel jako zastrzyk. Nagroda dla prezydenta Santosa może uratować proces pokojowy w Kolumbii

Presidencia de la República de Colombia / Facebook
Pokojowa Nagroda Nobla dla Juana Manuela Santosa to spora sensacja. Ale przede wszystkim zastrzyk z adrenaliny, który może uratować proces pokojowy w tym kraju.

Zaledwie tydzień temu Santos podpisał układ pokojowy z lewicową partyzantką FARC–EP (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia–Ejercito Popular). Wojna domowa, jaką państwo i partyzanci toczyli ze sobą, trwała w Kolumbii 52 lata. Gdy pierwszy komendant FARC, nieżyjący już Manuel Marulanda, wyruszał z garstką kiepsko uzbrojonych bojowników w góry, Santos miał zaledwie 13 lat.

Gdy w poprzednim rządzie, prezydenta Alvara Uribe, Santos był ministrem obrony, obaj nie chcieli z FARC negocjować. Chcieli utopić partyzantów we krwi. Nie zdołali.

Gdy więc Santos wygrał wybory i sam został prezydentem, zmienił strategię o 180 stopni. Przejął de facto program innego polityka, którego w wyborach pokonał – znanego filozofa, byłego burmistrza Bogoty i kandydata Partii Zielonych, Antanasa Mockusa. To Mockus głosił konieczność zakończenia wojny i dogadania się z FARC. Ale plan ten zrealizował jego rywal, Santos, i dostał za niego Nobla. Tak się czasem w polityce plecie.

Negocjacje z FARC trwały w Hawanie przez cztery lata. Gdy jednak 26 września pokój został podpisany, kilka dni później większość Kolumbijczyków odrzuciła go w referendum (w minioną niedzielę). Zadecydowała minimalna większość, mniej niż pół procent, ale porażka półprocentowa bywa w polityce porażką totalną.

Dla rządu Santosa, dla partyzantów FARC, dla połowy obywateli, którzy układ pokojowy poparli i dla – zaryzykuję twierdzenie – większości obserwatorów na świecie to był szok. Jak można głosować po półwieczu wojny domowej przeciwko pokojowi, nawet niedoskonałemu? Kampanią przeciwko pokojowi – czy jak sam mówi: „takiemu pokojowi” – kierował były szef Santosa i były prezydent kraju Alvaro Uribe (człowiek wielkich plantatorów i hodowców, politycznie związany z prawicowymi paramilitares, a przed laty także z narkobiznesem).

Dwa dni temu media kolumbijskie zawrzały, gdy jeden z macherów kampanii Uribe pochwalił się brudną strategią i fortunami, jakie zainwestowano, by przekonać Kolumbijczyków, że pokój Santosa i FARC to nie pokój, lecz otwarcie wrót jakiemuś wyimaginowanemu komunizmowi (przeciwnicy pokoju mówią o castrochavismo, czyli „castrochavizmie” – od nazwisk Fidela Castro i Hugo Chaveza).

Wynik plebiscytu dowodzi jednak, jak potężne są wpływy oligarchii plantatorów, hodowców bydła, poszukiwaczy surowców i innych wielkich biznesów, których interesy mogą w wyniku pokoju ucierpieć. Zdołali przekonać także część ubogich, że wraz z odzyskaniem przez państwo kontroli na terytoriach wpływów FARC – stracą. Paradoksalnie ci ubodzy wieśniacy, którzy nieraz ucierpieli od partyzantów, głosowali w większości za pokojem. 60 proc. ludzi w ogóle nie poszło do urn.

Wynik referendum był dla Santosa jak śmiertelne użądlenie – potencjalnym końcem wieloletnich wysiłków pokojowych. Pokojowa Nagroda Nobla to kroplówka, a może nawet bardziej zastrzyk z adrenaliny dla konającego politycznie przywódcy i zagrożonego procesu pokojowego.

Oby ten zastrzyk przywrócił i Santosa, i proces pokojowy do życia. Byłby to dowód na to – jeden z nielicznych – że ta nagroda nie tylko jest dyplomem uznania do powieszenia w ramkach na ścianie, ale może też od czasu do czasu wpłynąć dobrze na polityczną rzeczywistość.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną