Czarny Protest nie tylko w Polsce. Ta fala obejmuje kolejne państwa
Strajk Polek zainspirował kobiety na całym świecie.
Argentynki skrzyknięte na facebooku i twitterze przez kolektyw „Ni Una Menos” (Ani jedna mniej) i 50 organizacji kobiecych urządziły Czarną Środę.
David Fernandez/EFE/Forum

Argentynki skrzyknięte na facebooku i twitterze przez kolektyw „Ni Una Menos” (Ani jedna mniej) i 50 organizacji kobiecych urządziły Czarną Środę.

Polski Czarny Poniedziałek wypadł 3 października, już pięć dni później pomysł podchwyciły Petersburżanki, urządzając pikietę w obronie obecnego wolnego prawa do aborcji, którego zaostrzenie zapowiada rząd i patriarchowie kościołów. Następne były Koreanki. –Zainspirował nas polski „czarny protest” – otwarcie przyznaje Hyelin Bang, jedna z organizatorek i dodaje, że to była pierwsza w historii Korei demonstracja w sprawach aborcji.

W sobotę, 15 października, protestowało w centrum Seulu około 300-400 dziewczyn, sprzeciwiających się zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Prawo koreańskie podobne jest do naszego i jest równie papierowe. Koreanki wsparte przez środowiska lekarzy uzyskały natychmiastowy efekt rząd trzy dni później ogłosił, że rozważa wycofanie się z pomysłu. Ponieważ jednak oficjalnie Kongres zdecyduje o tej sprawie na początku listopada, dzisiaj i w sobotę 29 października kobiety ponownie wychodzą na ulice, domagając się prawa do pełnej aborcji.

Zarówno w przypadku Rosji, jak i Korei pojawiły się przyjęte po polskim strajku czarne stroje, ten sam hasztag „czarny protest” oraz podobne symbole – metalowe wieszaki czy rysunki macic, pokazujące środkowy palec. A polskie uczestniczki OSK słały protestującym swoje wyrazy wsparcia w mediach społecznościowych.

100 tys. w Buenos Aires

Ale prawdziwa lawina ruszyła dopiero za sprawą Argentyny. W ubiegłą środę odbyła się nie tylko pikieta, ale strajk obejmujący cały kraj od prowincji Salta na północy do Tierra del Fuego na południu. Do Argentynek przyłączyły się solidarnie Chilijki i Meksykanki, potem Boliwijki, Urugwajki, Gwatemalki, Kostarykanki. Pół kontynentu południowoamerykańskiego zorganizowało równoległe strajki lub pikiety.

Najliczniejszy strajk odbył się w Buenos Aires. Jak podają organizatorki, było ich 100 tys., policja podaje liczbę 25 tys. (wedle dziennika „Clarín”). Wszystko jednak zaczęło się od Kongresu Kobiet w Rosario. Kończono go 8 października masowym marszem (liczby podają od 70 tys. do 120 tys.), kiedy doszła wiadomość o śmierci Lucíi Pérez.

16-latka została nafaszerowana kokainą, brutalnie zgwałcona, a potem nasadzona na pal, który rozerwał jej wnętrzności, co doprowadziło do ataku serca. Rocznie dochodzi do 220 podobnych „kobietobójstw”, od śmierci Lucíi nadal co 21 godzin mordowana jest kolejna kobieta. – A politycy nic nie robią, by temu zapobiec, nie prowadzi się odpowiedniej polityki, a wręcz doświadczamy regresu w kwestiach, które dotyczą seksualności i praw reprodukcyjnych – oburza się Nadia Marcelo Pérez, jedna z organizatorek strajku w Rosario. Dodatkowym czynnikiem zaogniającym reakcję była interwencja policji podczas kongresowego happeningu kobiet, domagających się legalnej aborcji pod katedrą w Rosario. Użyto przeciwko nim kule gumowe, gaz łzawiący, 30 osób zostało rannych.

W tym samym czasie dobiegały informacje o polskim strajku. Gisela de Alejandría, kolejna organizatorka, wyznaje: – Pamiętam video na stronie Playground i jak zobaczyłam zdecydowane i pełne mocy polskie kobiety. Ta pewność siebie, pewność, że nie ustąpi się na krok bardzo mnie zainspirowała.

Czarna środa w Ameryce Południowej

Skrzyknięte na facebooku i twitterze przez kolektyw „Ni Una Menos” (Ani jedna mniej) i 50 organizacji kobiecych urządziły Czarną Środę. Ogłosiły: „Walczymy na wzór polskich kobiet, które sparaliżowały cały kraj”. Przeciwko „przemocy i patriarchalnemu terroryzmowi, bezkarności agresorów, współudziałowi państwa i policji” oraz „kapitalistycznemu systemowi produkcji, który wykorzystuje kobiece ciała i wyrzuca je, kiedy są niepotrzebne”.

Hasłem strajku stało się: „Jeśli moje życie się nie liczy, produkujcie beze mnie!”. Każde miasto wyznaczyło w południe godzinną przerwę w pracy. Zaczerniły się urzędy miast, ośrodki zdrowia, stacje radiowe, redakcje gazet, uniwersytety, pizzerie i sklepy, a nawet bramki na autostradach.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną