Brazylijczyk Eike Batista: od milionera do zera

Ikar z Rio
Miliarder Eike Batista był twarzą brazylijskiego boomu ostatnich kilkunastu lat. Teraz został symbolem brazylijskiego upadku.
U szczytu powodzenia jego majątek szacowano na 34,5 mld dolarów.
Paulo Fridman/Corbis/Getty Images

U szczytu powodzenia jego majątek szacowano na 34,5 mld dolarów.

Eike Batista (w białym T-shircie) eskortowany przez policję federalną, 31 stycznia 2017 r.
Felipe Dana/AP/EAST NEWS

Eike Batista (w białym T-shircie) eskortowany przez policję federalną, 31 stycznia 2017 r.

Miał na zawołanie prezydentów, bankierów, dziennikarzy i celebrytów. Sam był celebrytą – postacią zarazem realną i jakby wyjętą z telenoweli. Gdy przyjeżdżał na rozmowy z inwestorami, wyprzedzała go sława człowieka, który ma genialny dryg do zarabiania pieniędzy, nie boi się ryzyka, mówi biegle pięcioma językami, jest wioślarskim rekordzistą, nosi różowe krawaty i wygląda jak filmowy amant.

Umiał stwarzać legendę, którą żywiła się plotkarska prasa. Sprawił, że Brazylijczycy interesowali się zarówno jego biznesami, jak i życiem prywatnym. Ożenił się z królową karnawału i gwiazdą z okładki „Playboya” Lumą de Oliveirą, która pokazywała się w bieliźnie z wyszytymi jego inicjałami i naszyjnikiem z wygrawerowanym imieniem: Eike. W salonie swojej rezydencji w Rio de Janeiro parkował srebrnego mercedesa McLarena.

Nie wstydził się bogactwa i potrafił korzystać ze sławy. U szczytu błyskotliwego wzlotu miał majątek wart 34,5 mld dol., głównie na papierze – w postaci akcji, co czyniło go siódmym najbogatszym człowiekiem na świecie. Ale chciał być bogatszy od Carlosa Slima i Billa Gatesa.

Każdy w Brazylii chciał być jak Eike Batista. Albo po prostu jak Eike. Bez nazwiska wiadomo było, o kogo chodzi. I nagle go aresztowano.

Telewizja O Globo przerwała program, żeby transmitować na żywo lądowanie jego prywatnego samolotu, zatrzymanie i przewiezienie do więzienia. Telewizyjny helikopter z kamerą leciał nad policyjnym konwojem. Eike’a oskarża się o wręczenie łapówki 16,5 mln dol. byłemu gubernatorowi Rio Sergio Cabralowi (w więzieniu od listopada). Ale historia Eike’a Batisty nie jest zwykłą opowieścią o brudnym biznesie i brudnej polityce. O tym też – ale przede wszystkim o przebudzeniu giganta południa: Brazylii. O podniebnym wzlocie tego kraju w ostatnich kilkunastu latach, o nadziei na sukces i sprawiedliwsze społeczeństwo. O ambicji sięgnięcia gwiazd. O „brazylijskim marzeniu”, które Eike Batista ucieleśniał jak nikt inny.

Pierwsza fortuna

Lubił powtarzać, że wszystko, co osiągnął, zawdzięcza sobie. Irytował się, gdy pytano: a ojciec? „Nikt mi niczego nie dał za darmo”. A kapitał społeczny, kontakty? Wychował się w Genewie, Düsseldorfie, Brukseli. Ojciec, Eliezer Batista, był prezesem giganta wydobywczego Vale do Rio Doce, dziś Vale (wartego 80 mld dol.), a w latach 80. – u schyłku dyktatury wojskowej – ministrem energii i kopalin. Gdy Eike był u szczytu, mówiono, że nie jest ani produktem kapitalizmu kolesiów, ani self-made manem, lecz kimś pomiędzy.

Zawsze lubił wystawne życie. Gdy po powrocie z Europy zaczął studiować metalurgię, kieszonkowe rozchodziło się do połowy miesiąca. Zaczął sprzedawać polisy jako domokrążca. Na wakacjach w Rio kolega przedstawił mu handlarza diamentów. Jako światowiec znający języki Eike woził diamenty do Antwerpii i Lizbony.

Pierwszy biznes założył, gdy w Brazylii wybuchła gorączka złota – miał 22 lata. Tysiące biedaków i średniaków jechało do Amazonii szukać fortuny. Był rok 1979: czasy brazylijskiego cudu gospodarczego i wiary, że surowce i zasiedlenie dżungli przez hodowców bydła przyniosą wszystkim pomyślność.

„Pociągała mnie przygoda” – powie Eike po latach. To dla niej rzucił studia i przekonał dwóch jubilerów z Rio, żeby pożyczyli mu pół miliona dolarów (cóż, pożyczali synowi Eliezera Batisty). Eike kupował złoto w złotodajnych zakątkach i odsprzedawał z zyskiem w Rio. Gdy skończył 23 lata, miał na koncie 6 mln dol. I przygody: omal nie zginął, gdy pewien garimpeiro (poszukiwacz złota), winny mu pieniądze, strzelił do niego z bliska. Na szczęście pistolet był kiepski i tylko ranił Eike’a. Jego ochroniarze zastrzelili napastnika na miejscu.

Za pierwsze pieniądze kupił czarne porsche. Ale było mu mało. Lata 80. to epoka bezwstydnej maksymy: „Chciwość jest dobra”. Eike postanowił jako pierwszy w Brazylii zmechanizować wydobycie złota (garimpeiros pracowali rękami). Małe samoloty przewoziły zdemontowane maszyny, które na nowo składano na miejscu. Przeciwko pomysłowi działało wszystko: niebotyczne koszty, tropikalna pogoda, brak infrastruktury, malaria, ale – jak mawiał potem – „złoża były tak bogate, że przetrwały wszystkie moje błędy”. Finansowanie zapewniły kontakty ojca.

W ciągu kilkunastu lat spółka Eike’a rozwinęła działalność także w Chile i Kanadzie, osiągając wartość 1,7 mld dol. Dopiero nietrafione inwestycje w Grecji, Rosji i Czechach wraz ze spadającymi na przełomie stuleci cenami złota doprowadziły firmę na skraj bankructwa. Później odbiła się i została sprzedana za nieco mniej niż połowę szczytowej wartości.

Gdyby Eike Batista i wszyscy jego późniejsi inwestorzy przyjrzeli się modelowi biznesowemu, który go niósł, być może dałoby się uniknąć późniejszych nieszczęść? Uzależnienie sukcesu od cen surowca może wynieść pod niebiosa, ale może też strącić do piekieł. Dodać ryzykanctwo, hurraoptymizm głuchy na przestrogi… – i fundamenty nieszczęścia gotowe.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną