Świat

Trump nie chce chronić transpłciowej młodzieży. Kogo jeszcze pozbawi praw obywatelskich?

Trump nie chce chronić transpłciowej młodzieży. Kogo jeszcze pozbawi praw obywatelskich?

Sam prezydent zawsze stronił od radykalnych wypowiedzi dotyczących osób homoseksualnych i małżeństw osób tej samej płci. Sam prezydent zawsze stronił od radykalnych wypowiedzi dotyczących osób homoseksualnych i małżeństw osób tej samej płci. Mike Gifford / Flickr CC by 2.0
Administracja prezydenta Trumpa uchyliła instrukcję poprzednika, która zezwalała transpłciowym uczniom na korzystanie z wybranych przez siebie toalet i nakazywała szkołom szanowanie ich wyborów.

Debata, okrzyknięta „aferą toaletową”, nie odnosi się tylko do tego, kto ma korzystać z jakiej ubikacji, ale do kwestii przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na płeć.

Donald Trump określa priorytety swoich rządów – zdecydował się właśnie na zajęcie stanowiska w sprawie szkolnych toalet, kpią niektórzy. Ale instrukcja, którą wycofuje, ma dużo większy zasięg i znaczenie – nakazuje szkołom stworzenie środowiska wolnego od dyskryminacji ze względu na płeć.

Dlatego biorąc się za szkolne toalety, Trump rzeczywiście wysyła sygnał opinii publicznej, że pod jego rządami Ameryka zaostrza kurs i skręca w stronę ograniczania wolności obywatelskich. Decyzja Trumpa zaogni podział między rządem a opozycją – agencja Reutersa przypuszcza, że to właśnie ten ruch doprowadzi do kolejnych ulicznych protestów. Jakie jest tło tego konfliktu?

Instrukcja Obamy

Przedmiotem dyskusji jest Rozdział IX amerykańskiej ustawy o szkolnictwie wyższym. Dopisany w 1972 r., miał chronić kobiety w programach edukacyjnych finansowanych z funduszy federalnych i formalnie zakazywał dyskryminacji w środowisku szkolnym z uwagi na płeć. Ale dziś kwestią sporną pozostaje, czy ochrona rozciąga się też na tożsamość płciową czy dotyczy tylko płci biologicznej.

Poprzednia ekipa w Departamencie Edukacji przygotowała obszerną instrukcję, interpretującą Rozdział IX na potrzeby osób transpłciowych. Wiele szkół prosiło rząd o wskazówki, jak stworzyć takim uczniom przyjazne warunki. Deklarowały, że potrzebują wsparcia i szkoleń. Rząd Baracka Obamy polecił w instrukcji m.in. zorganizowanie dostępu do toalet na zasadzie zgodności z płcią kulturową (gender), a nie fizyczną (sex).

Oznacza to tyle, że młodzież transpłciowa mogłaby korzystać z łazienek przeznaczonych dla płci, z którą się utożsamiają, a nie z tą, jaka widnieje w ich akcie urodzenia.

Ale stworzenie środowiska niedyskryminującego osoby transpłciowe to nie tylko pozwolenie na skorzystanie z wybranej łazienki, ale np. także zwracanie się do ucznia wedle płci przez niego zadeklarowanej. Nie zawsze jest to dla nauczycieli łatwe. Abstrahując od symbolicznych łazienek, instrukcja Obamy nakazywała szkołom systemowe zapewnienie otoczenia wolnego od dyskryminacji, prześladowania i przemocy związanej z płcią.

Nie czekając na stanowisko Kongresu, Barack Obama wprowadził instrukcję w maju 2016 r. i zagroził cofnięciem finansowania tym placówkom publicznym, które się nie dostosują. Osoby transpłciowe i obrońcy praw człowieka uznali, że to krok na drodze do pełni praw obywatelskich.

Ale kilkanaście stanów (w tym Teksas) podało w wątpliwość, czy władze federalne mogą regulować tak szczegółowe kwestie jak korzystanie z łazienek w szkołach publicznych. Argumentując, że poszczególne stany powinny mieć prawo do samodzielnego zarządzania szkolnictwem, doprowadziły do tymczasowego zawieszenia instrukcji. Teraz Trump całkiem chce ją wycofać.

Zawieszona w próżni

Niezależnie od decyzji Trumpa sprawą praw osób transpłciowych zajmuje się teraz Sąd Najwyższy, który teraz sprawę bada. Sprawdzając, czy zapis dotyczy tylko płci biologicznej, czy kulturowej. Do tej pory federalne sądy apelacyjne stawały często na stanowisku, że dyskryminacja osób transpłciowych ze względu na ich tożsamość płciową narusza prawo stanowe.

Teraz Sąd Najwyższy rozpatruje głośną sprawę 17-letniego Gavina Grimma. Urodzony w ciele dziewczynki, pod każdym innym względem jest i czuje się chłopcem. Wystąpił na drogę sądową przeciw władzom Virginii, która odmawiała mu dostępu do męskiej toalety w szkole.

Jemu także kazano korzystać z osobnych, jednoosobowych toalet. Grimm i jego prawnicy uważają, że to czysta forma dyskryminacji ze względu na płeć. Jeśli teraz sąd przyzna mu rację i potwierdzi, że Rozdział IX chroni także osoby transpłciowe, to wpłynie to na życie wielu uczniów w bardzo szerokim zakresie. Bo wymusi też zmianę organizacji szatni, burs i internatów. A przede wszystkim podtrzyma progresywny kurs zakresie ochrony praw jednostki. Czyli odwrotnie, niż chcieliby wyborcy Trumpa.

Zaostrzenie kursu

Sam prezydent, zarówno w kampanii, jak i już po objęciu urzędu, stronił od radykalnych wypowiedzi dotyczących np. osób homoseksualnych i małżeństw osób tej samej płci. Próbował nawet przypodobać się środowisku LGBTQ, oświadczając, że w jego wieżowcach osoby transpłciowe, a zwłaszcza transpłciowi celebryci, mogą swobodnie wybierać toalety. Jednak wielu Republikanów, przy poparciu prawicowych środowisk religijnych, wywiera presję na zaostrzenie kursu.

Trump, decydując o uchyleniu instrukcji swego poprzednika, skonfrontował się z własną administracją. Na przykład sekretarz edukacji, Betsy DeVos, nie chciała podpisać się pod decyzją prezydenta. Szkoła powinna być wolna od wszelkiej dyskryminacji – powiedziała.

Trump wezwał ją jednak do siebie i przypomniał, na jak kruchych fundamentach opiera się jej nominacja. Prasa mówi wręcz o tece kupionej za wsparcie w kampanii wyborczej, i przypomina, że sekretarz nie ma żadnego merytorycznego doświadczenia ani kompetencji. DeVos postawiona przed alternatywą – albo złoży podpis, albo opuści rząd – nie trzymała się pryncypiów zbyt kurczowo.

Nie wolno Ci tu wchodzić

Zwolennicy decyzji Trumpa argumentują, że instrukcja Obamy grozi bezpieczeństwu uczniów, „wystawiając ich na żer seksualnych drapieżników”, którzy będą swobodnie wchodzić do cudzych łazienek. Jednak wspierający osoby transpłciowe przypominają, że najnowsza decyzja Trumpa pozbawia ochrony dzieci i młodzież narażone na odrzucenie i dyskryminację. Chodzi tu o ochronę systemową, zmuszającą szkoły do wypracowania siatki rozwiązań.

W praktyce czasem rówieśnicy szybciej akceptują transpłciowego ucznia – a to dorośli mają z tym kłopot. „Wiele razy odsyłano mnie do domu i kazano się przebrać. Przezywano, wielokrotnie mówiono on, nie ona – pisze w felietonie dla „New York Timesa” Janet Mock, aktywistka społeczna. – Robili tak uczniowie, ale częściej dorośli. Ci sami, którzy mieli obowiązek stworzenia uczniom przestrzeni bezpiecznej, w której mogliby czuć się mile widziani i wspierani”.

Urodzona w ciele chłopca, zawsze czuła się dziewczynką i jako dziewczynka była akceptowana przez koleżanki. Ale wicedyrektorka i pielęgniarka szkolna nie pozwoliły jej korzystać z damskiej toalety. Prowadzały ją do jednoosobowego ustępu, z którego nie korzystał nikt inny. Janet Mock uważa, że była w ten sposób upokarzana, dyskryminowana i krzywdzona. Instrukcja Obamy mogłaby sprawić, że inne dzieci nie musiałyby być tak traktowane. A przynajmniej takie traktowanie byłoby niezgodne z prawem.

„New York Times” przypomina, że wielu transpłciowych uczniów nie kończy szkoły, prawie połowa z nich miewa myśli samobójcze. Co czwarty próbował odebrać sobie życie. Sygnał, jaki wysyła teraz administracja Trumpa, nie oznacza dla nich nic dobrego.

Prokurator Generalny Nowego Jorku Eric Schneiderman stwierdził wprost: „Decyzja prezydenta Trumpa o zlikwidowaniu antydyskryminacyjnej ochrony dla transpłciowych uczniów to kolejny okrutny krok tej administracji, mający na celu dalsze podziały i cofnięcie zegara praw obywatelskich”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną