Bośnia i Hercegowina, czyli na Bałkanach znów gorąco

BiH, czyli bomba
Z chorwackiego Slavonskiego Brodu wjeżdża się niby do państwa o nazwie Bośnia i Hercegowina, ale tylko teoretycznie. Bardzo teoretycznie. Tak naprawdę to Republika Serbska, i wszystko o tym przypomina: flagi na słupach, hasła na murach.
Polityka

Odbudowany most w Mostarze znów łączy muzułmańską i chorwacką część miasta.
Henrik Riedler/EyeEm/Getty Images

Odbudowany most w Mostarze znów łączy muzułmańską i chorwacką część miasta.

Tuzla przywodzi na myśl polskie Beskidy czy Podhale, tylko w historii alternatywnej, w której Sobieski uległ Turkom pod Wiedniem i udało im się w południowej Polsce zaszczepić islam.
George Wright/Getty Images

Tuzla przywodzi na myśl polskie Beskidy czy Podhale, tylko w historii alternatywnej, w której Sobieski uległ Turkom pod Wiedniem i udało im się w południowej Polsce zaszczepić islam.

Republika Serbska to tylko jeden z podmiotów federacji, z których składa się BiH, ale symboli federalnych jest tu minimum. Leżące po bośniackiej stronie miasto nazywa się oficjalnie Bosanski Brod. Ale niech kto spróbuje tak je nazwać! Celnik, mimo że na ramieniu ma bośniacką tarczę z gwiazdkami, poucza: Serbski Brod! Do Serbii wjeżdżacie!

Serbsko-bośniaccy celnicy przetrzepują zatrzymany samochód. Naklejka „MK”, Macedonia. Patrzymy na rejestrację – jasne: TE, Tetowo. Tam mieszkają Albańczycy. Myśleli, biedacy, że ominą Serbię i przejadą do UE przez muzułmańską Bośnię, ale, widać, też pogubili się w bałkańskim galimatiasie i w Bośni trafili na Serbów. I to tych bardziej nacjonalistycznie najeżonych, bo żyjących poza Serbią właściwą.

I o ile Chorwacja przypomina mniej więcej przykurzoną Austrię, o tyle już serbska część Bośni – bałkańską wersję słowiańskiej Poradziecji. Więcej siedzenia przed knajpami, ale to samo klajstrowanie peryferyjnej architektury kleksami z tanich materiałów, ta sama szyldoza. Poradziecja albo Polska sprzed epoki unijnych dopłat.

Na murach tu i tam odwołania do Vojislava Szeszelja, szefa Serbskiej Partii Radykalnej, który – oskarżany o zbrodnie wojenne w czasie wojny w Jugosławii – stawał przed haskim Trybunałem. Został uniewinniony, które to uniewinnienie zostało przez „The Economist” określone jako „zwycięstwo tych, którzy nawoływali do czystek etnicznych”.

Aleksandar Vučić, dotychczasowy premier Serbii, który wygrał marcowe prezydenckie wybory, jest byłym współpracownikiem Szeszelja. Gdy ten siedział w haskim więzieniu, Vučić (w czasach Miloševicia minister informacji i persona non grata w UE) przechrzcił się na pro-Europejczyka. Odszedł z Serbskiej Partii Radykalnej i założył Serbską Partię Postępową, która wiedzie Serbię do Unii. Wielu obserwatorów uznało ten ruch za manewr taktyczny: przy obecnej koniunkturze międzynarodowej należy grać tak, jak karty pozwalają, i brać fundusze, skąd można. Ale jeśli tylko koniunktura się zmieni, warto mieć plan B. Dlatego Vučić, podobnie jak Viktor Orbán, pielęgnuje ciepłe relacje z Rosją i Putinem. A z Szeszeljem nie wchodzi w polityczne spory.

Szeszelj jest radykalnym głosem tych Serbów, którzy marzą o odbudowaniu kraju w etnicznych granicach, czyli co najmniej z bośniacką Republiką Serbską i północnym Kosowem. W obu regionach poparcie dla tej idei jest ogromne. Rodzajem miernika nastrojów mogło być np. 99,8-procentowe poparcie, jakie w referendum przeprowadzonym w Republice Serbskiej (RS) uzyskał pomysł ogłoszenia święta narodowego 9 stycznia: w rocznicę powstania separatystycznej Republiki Serbskiej w Bośni i Hercegowinie, czemu sprzeciwiali się muzułmanie i Zachód. Referendum przeszło, uroczystości się odbyły. Wziął w nich udział Vučić, zastrzegając wcześniej, na pokaz przed Zachodem, że referendum nie popierał. Poparł je natomiast Putin, który spotkał się kilka dni przed nim z prezydentem RS Miloradem Dodikiem.

– Do Sarajewa nie jeżdżę – mówi dwudziestokilkuletnia Andjela z Banja Luki, stolicy RS. – Prędzej do Belgradu. Sarajewo jest muzułmańskie, nie obchodzi mnie. W Belgradzie się fajne rzeczy dzieją. Jasne, pewnie w końcu się oderwiemy, przyłączymy do Serbii. Tak powinno być. Oby jak najszybciej.

Dobry i zły policjant

Frustrację Serbów potęgują problemy gospodarcze. Bezrobocie jest wysokie, płace niskie. W RS sporo ludzi handluje na ulicach podrabianymi tureckimi ciuchami i tanimi papierosami, sprzedawanymi po 1 markę (ok. 2 zł) za 10 sztuk. Te bośniackie marki to duch nieistniejącej już niemieckiej waluty: wprowadzono je w 1998 r., były związane na sztywno z niemiecką marką. Ich „grosze” nazywają się „fenigami”. Po tym jak w Niemczech marki zastąpiło euro, powiązano je na sztywno z tą walutą, ale nazwa pozostała.

RS rządzi Milorad Dodik. Murem stoi za Putinem (uznał aneksję Krymu), balansuje na krawędzi separatyzmu, ale linii stara się nie przekraczać. W Bośni stara się też działać Szeszelj, który wprost mówi, że słowiańskie narody powinny ramię w ramię z Rosją stanąć przeciwko UE. – UE – twierdzi Szeszelj – to Niemcy, a Niemcy pragną Słowian zasymilować. Serbowie – dowodzi – muszą więc razem z Rosjanami wypchnąć Zachód z Bałkanów. I, o ile się da, z Europy Środkowej w ogóle.

Tego typu tezy i hasła szerzą się coraz bardziej. Można posłuchać np. takiego prof. dr. Zorana Miloševicia, dziekana nauk politycznych na prowincjonalnym uniwersytecie w Brćku. Bośnia, twierdził, rozpadnie się, bez dwóch zdań. UE też: Bruksela zabija tożsamości, jest dekadencka. Ale na razie z Zachodem trzeba grać. W końcu wysyła pieniądze, bazy NATO też tu są. Vučić odgrywa rolę dobrego policjanta, Dodik – złego. Jak to wszystko się zawali, to na scenę wejdzie Rosja, a ta ma plan integracji od Władywostoku aż po Lizbonę. Plan Miedwiediewa, co, nie słyszeliście o nim? Słyszeliście. No właśnie. To będzie wspólnota oparta na wartościach chrześcijańskich.

– A Bałkany? – pytamy.

– Na razie UE, czyli Niemcy, grają na pustoszenie Bośni. Ludzie stąd wyjeżdżają do Europy do pracy, i o to im chodzi. Będą tu osiedlać swoich muzułmanów, imigrantów. Ale my pod egidą Rosji założymy nowy sojusz bałkański. Wejdzie do niego Serbia, Republika Serbska, Czarnogóra, Północne Kosowo. – A później dołączymy Bułgarię, razem z Rosją rozczłonkujemy Rumunię…

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną