Świat

Czarodziej zwycięzca

Hasan Rohani wygrał wybory w Iranie. Czy kraj czeka rewolucja?

Piątkowe wybory prezydenckie w Iranie wygrał Hasan Rohani. Mogło być gorzej. Piątkowe wybory prezydenckie w Iranie wygrał Hasan Rohani. Mogło być gorzej. EFE/Alejandro Ernesto / Forum
Piątkowe wybory prezydenckie w Iranie wygrał Hasan Rohani. Mogło być gorzej.

Kolejnej zielonej rewolucji nie będzie. Reżim ajatollahów wyciągnął jednak wnioski z głosowania sprzed ośmiu lat, kiedy to fałszerstwo, jakiego się dopuścił, wyprowadziło Irańczyków na ulicę.

Wtedy, mimo ogromnej mobilizacji społecznej i jednoznacznie złych dla niego sondaży, drugą kadencję „wygrał” Mahmud Ahmadineżad, pupil ajatollahów. Tym razem kandydat bliższy Najwyższemu Przywódcy, Ebrahim Raisi, przegrał, i to wyraźnie (38 do 57), z obecnym prezydentem Hasanem Rohanim. Ajatollahowie postanowili uszanować wolę Irańczyków, ale to wcale nie oznacza, że przegrali.

Dzielenie bijących się o prezydenturę irańskich polityków na „reformatorów” i „radykałów” to pułapka. Wszyscy oni przechodzą przed wyborami selekcję. Reżim nie dopuszcza ludzi, którzy mogliby zagrozić fundamentom systemu. Taką selekcję przeszedł również Rohani.

Kim jest Hasan Rohani?

W tym sensie jego druga kadencja pod pewnymi względami może być dla ajatollahów korzystna. Rohani to „uśmiechnięty czarodziej” – jak mówią sami Irańczycy. Jest „umiarkowaną” twarzą reżimu, który wciąż morduje więźniów politycznych, kamienuje kobiety za cudzołóstwo i wspiera w najgorszych zbrodniach wojennych swojego syryjskiego sojusznika Baszara Asada.

Wygrana Rohaniego nie musi być też wcale dowodem na reformatorskie nastroje w samym Iranie. Popularne opinie, że reżim ideologicznie „rozjeżdża się” ze społeczeństwem, są być może prawdziwe w wielkich miastach, ale już niekoniecznie na prowincji. Bo jeśli przyjąć, że Irańczycy są tacy otwarci na świat i coraz mniej religijni, to jak wytłumaczyć pierwszą wygraną Ahmadineżada z 2005 r.?

Ważniejszą rolę w obu przypadkach odegrał stan gospodarki. Rohani podczas pierwszej kadencji podpisał z sześcioma mocarstwami umowę nuklearną, w ramach której w zamian za rezygnację z budowy bomby Iran wyszedł z politycznej i właśnie gospodarczej izolacji. Efektów tego otwarcia w życiu codziennym Irańczyków wciąż jest niewiele, ale – co pokazują nieliczne sondaże – Irańczycy uwierzyli, że Rohaniemu może się udać.

Ale nawet jeśli wygrana Rohaniego nie przyniesie liberalizacji politycznej czy rozwoju gospodarczego, to znacząco zmniejsza szanse na wojnę z Ameryką, co też było ważną przesłanką dla głosujących na niego. Kontrkandydat Rohaniego, Raisi, podczas kampanii zapowiedział zerwanie umowy nuklearnej i tradycyjnie straszył „Wielkiego Szatana” wojną.

Za poprzednich amerykańskich prezydentów była to standardowa metoda irańskich „radykałów”, przy czym i Amerykanie, i Irańczycy wiedzieli, że to tylko puste słowa na wewnętrzny użytek. Obecny prezydent USA mógłby już nie uchwycić tego niuansu. Uśmiechnięty Rohani jest więc dużo bezpieczniejszy. I dla Irańczyków, i dla świata.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną