Rosja rozpoczyna ćwiczenia wojskowe. NATO i Szwecja odpowiadają
NATO nie stoi z założonymi rękoma, a Amerykanie po prostu robią swoje. Wielki strach przed ćwiczeniami ustąpił wojskowej codzienności, choć nie normalności.
NATO przestało bezczynnie obserwować ruchy potencjalnego przeciwnika.
Sgt. Juan F. Jimenez/1st Brigade Combat Team 82nd Airborne Division/Flickr CC by 2.0

NATO przestało bezczynnie obserwować ruchy potencjalnego przeciwnika.

Jeśli popatrzeć na mapę Morza Bałtyckiego z zaznaczonymi obszarami ćwiczeń wojskowych, to okaże się, że... okrętów NATO i luźniej sprzymierzonych Szwecji i Finlandii jest w morzu więcej niż rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Jeśli policzyć żołnierzy biorących udział we wrześniowych ćwiczeniach po zachodniej stronie, okaże się, że to więcej, niż oficjalnie deklarują Rosja i Białoruś dla Zapadu. Tylko samolotów w państwach bałtyckich i północno-wschodniej Polsce jest mniej, niż wystawią do ćwiczeń obaj sąsiedzi na Wschodzie, ale i tak więcej niż normalnie.

NATO przestało bezczynnie obserwować ruchy potencjalnego przeciwnika i zbiegiem okoliczności organizuje wraz z krajami partnerskimi serię ćwiczeń, mających Rosji pokazać, że Bałtyk i przybrzeżne ziemie do niej nie należą. Nagle to Rosja z propagandowo udawanym niepokojem patrzy na Zachód i wypuszcza w swoich mediach alarmujące komunikaty o skali zachodnich ćwiczeń.

Szwecja potrzebna NATO, NATO potrzebne Szwecji

Najwięcej szumu jest wokół obronnego przebudzenia Szwecji. Wrześniowe ćwiczenia Aurora są nie tylko największe od końca zimnej wojny, ale w największej do tej pory skali integrują system obronny Szwecji z NATO i sąsiednią Finlandią, z którą Sztokholm ma podpisane specjalne wojskowe porozumienie.

Szwedzi, naród twardy i z tradycjami wojennymi, które i nam historia dala boleśnie odczuć, przestraszyli się nie na żarty, kiedy po agresji na odległą Ukrainą rosyjskie bombowce i okręty podwodne zawitały pod Sztokholm. Zbiegło się to w czasie z serią alarmujących tekstów prasowych o zapaści szwedzkich sił zbrojnych. Dlatego Szwedzi wzięli się i w sile 19 tys. wojska zaplanowali trening odpowiedzi na nagły atak ze Wschodu z odbiciem z rąk agresora Gotlandii, wyspy uznanej za strategicznie ważną dla panowania na Bałtyku. W wielu scenariuszach wojennych zajęcie Gotlandii i rozstawienie na niej mobilnych systemów rakietowych dalekiego zasięgu praktycznie blokuje operacje lotnicze i morskie w promieniu pół tysiąca kilometrów, odcinając morski korytarz dostępu do krajów bałtyckich i północnej Polski. W hipotetycznej bitwie o przesmyk suwalski to sprawa życia i śmierci.

Szwecja rzecz jasna nie jest w NATO i w przeciwieństwie do Finlandii nawet nie bierze obecnie pod uwagę opcji członkostwa. Ale dla zintegrowanego wojskowo Zachodu jest krajem przychylnie neutralnym i nie ma wątpliwości, że w czasie poważnego kryzysu czy wojny zachowałaby się... przyzwoicie. Zrobiwszy obronny rachunek sumienia, Szwedzi sami przyznali, że bez Amerykanów i NATO nie są w stanie samodzielnie sprostać rosyjskiej agresji. Dlatego w polityce obronnej stawiają na USA, nawet jeśli nie muszą kochać obecnego prezydenta Ameryki, a z krajami Sojuszu zacieśniają dwustronne relacje. Mówi się coraz głośniej, że są następni po Rumunach i zapewne przed Polską w kolejce po system antyrakietowy Patriot, który zresztą w postaci wydelegowanej z Niemiec baterii bierze udział w ćwiczeniach Aurora.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj