Czy Miri Regev zastąpi Benjamina Netanjahu?

Skarpeta w spódnicy
Miri Regev wypowiedziała lewicy wojnę kulturową o Izrael. Ta przebojowa minister kultury, dziś prawa ręka premiera Netanjahu, jutro może go zastąpić.
Miri Regev
Gali Tibbon/Pool/Reuters/Forum

Miri Regev

W tym miesiącu minęła setna rocznica tzw. deklaracji Balfoura. Ten historyczny list ówczesnego szefa brytyjskiego MSZ, adresowany do Waltera Rothschilda, przywódcy społeczności żydowskiej w Wielkiej Brytanii, był deklaracją rządu brytyjskiego na rzecz odtworzenia w Palestynie „żydowskiej siedziby narodowej”. Jest to więc jeden z pierwszych dokumentów założycielskich Państwa Izrael. Z tej uroczystej okazji w Londynie gościł izraelski premier Beniamin Netanjahu, który zabrał ze sobą tylko jednego członka rządu: minister kultury Miri Regev.

Z wiszącą nad głową sprawą korupcyjną, zarzutami o podważanie autorytetu Sądu Najwyższego oraz próby przejęcia kontroli nad mediami Netanjahu słabnie politycznie. Głos przeciwko niemu zabiera już nie tylko opozycja, ale coraz częściej również ludzie z jego własnej partii Likud, a nawet namaszczony przez niego prezydent Reuven Rivlin.

Jeśli sojusznikom Netanjahu nie uda się zatrzymać spraw korupcyjnych przeciwko premierowi, rząd upadnie. Dziś trudno przewidzieć, kto przejmie po nim schedę. Ale premier nie przypadkiem wszędzie wozi ze sobą Regev.

Już na jednym z pierwszych spotkań jako minister kultury ta 52-latka oświadczyła, że nigdy nie czytała Czechowa, prawie nie chodzi do teatru, ale jest nie mniej wyrafinowana niż konsumenci zachodniej kultury. W Izraelu od razu padły pytania, czy wypada być taką ignorantką i jeszcze mówić o tym z nieskrywaną dumą. Szczególnie na takim stanowisku. Dziś, pod osobistym patronatem premiera, Regev rozpętuje wojnę kulturową w Izraelu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj