Czy język francuski sprzyja dyskryminacji ze względu na płeć?

Język Francuzki
Czy francuski jest seksistowski? Feministki twierdzą, że tak. I chcą zmieniać jego gramatykę.
Popiersie Marianny z twarzą Brigitte Bardot w ratuszu w Nicei.
Eric Gaillard/Reuters/Forum

Popiersie Marianny z twarzą Brigitte Bardot w ratuszu w Nicei.

W listopadzie kilkuset nauczycieli – czy też według nowej pisowni – nauczyciel•i•ek – opublikowało manifest, w którym oświadczają, że przestają nauczać reguły gramatycznej, która przyjmuje dominację rodzaju męskiego.
Godong/Photononstop/EAST NEWS

W listopadzie kilkuset nauczycieli – czy też według nowej pisowni – nauczyciel•i•ek – opublikowało manifest, w którym oświadczają, że przestają nauczać reguły gramatycznej, która przyjmuje dominację rodzaju męskiego.

„I Bóg stworzył kobietę” – tak Roger Vadim zatytułował swój pierwszy film, który wszedł do kanonu światowego kina, a z Brigitte Bardot uczynił ikonę Francji. Ta sama BB stała potem – w formie popiersia – we wszystkich merostwach, jako Marianna, symbol Republiki Francuskiej. Bo Francja nie orła ma w herbie, tak jak Polska, Niemcy czy Rosja, lecz kobietę. Ale mimo tej symbolicznie wysokiej pozycji, co i raz francuskie feministki ruszają do walki o swe prawa.

Ta walka wybuchła właśnie na froncie gramatyki języka francuskiego. Podręcznik dla dzieci z klasy drugiej autorstwa Sophie Le Callennec pod pięknym tytułem „Questionner le monde” (Pytać o świat, ale także wątpić, kwestionować) wywołał falę audycji w rozgłośniach radiowych, w telewizji i artykułów w prasie. Autorka, praktykująca nauczycielka, stosuje i zaleca pisownię równościową, czy też, jak to nazwano we Francji, „pisownię włączającą”, to znaczy włączającą do gramatyki nowe znaki graficzne pozwalające wszędzie w zeszycie i książce dostrzec obecność kobiet.

Prawa mężczyzny

Bo rzeczywiście język francuski – zwłaszcza w rzeczownikach i czasownikach liczby mnogiej – uprzywilejowuje mężczyzn. Dla przykładu, po francusku – tak jak zresztą i w polskim – jeśli kobiety, choćby ich i setka, szły razem z jednym mężczyzną, to razem będą szli, a nie szły. Mówimy w aktach prawnych „obywatel”, „wyborca”, „sprzedający” i tak dalej, choć odnosimy się też do kobiet. Wyborcy po francusku to les électeurs, a wyborczynie les électeurices. Autorka więc pisze électeur•rice•s lub électeur-rice-s, by taką grafiką zwrócić uwagę dzieci, że nie sami mężczyźni wypełniają świat. Transponując pomysł na język polski, poprawna pisownia włączająca wyglądałaby tak: Obywatel•e•ki posz•li•ły głosować na kandydat•ów•ki wpisan•ych•e przez działacz•y•ki. Wygląda to na jakiś rebus. I to jeszcze dla ośmiolatków.

Na francuskiej prawicy zawrzało: dziwactwo, bałagan, delirium pedagogów, chcą eksperymentować na dzieciach! Orwellowska nowomowa, atak egalitaryzmu na syntaktykę języka. A jak to w czytaniu ma brzmieć? – takie sypią się argumenty. Ale autorka niezrażona przypomina, że francuska szkoła ma obowiązek edukacji moralnej i obywatelskiej. Jej zwolennicy powołują się zresztą na „przewodnik praktyczny komunikowania bez stereotypów płci”, ogłoszony w 2015 r. przez oficjalny organ – Wysoką Radę na rzecz równości kobiet i mężczyzn (HCE). Przewodnik ostrzega: „Język, który czyni kobiety niewidocznymi, jest cechą społeczeństwa, w którym odgrywają one rolę drugorzędną. Sposób wyrażania ma charakter polityczny i dlatego język francuski przez stulecia był naginany ku rodzajowi męskiemu przez grupy, które się sprzeciwiały równości płci”.

Historycy i językoznawcy przypominają, że jeśli w gramatyce rodzaj męski dominuje nad żeńskim, to dlatego, iż w XVI i w XVII w. ówczesne autorytety publicznie bez żenady głosiły nierówność płci. „Kiedy dwa rodzaje gramatyczne się spotykają, trzeba, by szlachetniejszy przeważał” – pisał w dziele poświęconym językom niejaki Bouhours, w dodatku zakonnik. A szlachetniejszy rodzaj miał pierwszeństwo z powodu oczywistej dla duchownych wyższości mężczyzny nad kobietą.

Fakt, że dla 99 kobiet i jednego mężczyzny przyjmuje się w liczbie mnogiej zaimek „oni”, jest oczywiście skandalem – powiedział niedawno lingwista Alain Rey, były dyrektor słynnego słownika „Le Robert”, znanego wszystkim frankofonom na świecie. Tę kłopotliwą sytuację pogłębia jeszcze brak we francuskim rodzaju nijakiego, który ma łacina.

Ten starożytny język, tak przecież z francuskim powiązany, ma przewagę w innej drażliwej dla francuskiego terminologii politycznej. Chodzi o droit de l’homme, prawa człowieka, których Francja mieni się ojczyzną. O ile w łacinie istnieją dwa wyrazy na określenie człowieka: homo, który oznacza – jak w polskim – człowieka każdej płci, i vir, który odnosi się do rodzaju męskiego, to we francuskim l’homme ma podwójne znaczenie: zarówno człowiek, jak i mężczyzna. Przyjęty i utrwalony w literaturze termin droit de l’homme – prawa człowieka – może, przy złej woli, być więc odczytywany seksistowsko.

W listopadzie kilkuset nauczycieli – czy też według nowej pisowni – nauczycieliek – opublikowało manifest, w którym oświadczają, że przestają nauczać reguły gramatycznej, która przyjmuje dominację rodzaju męskiego. Powtarzanie starych form dzieciom – piszą pedagodzy – wprowadza do umysłów wyobrażenia, które potem sprawiają, że dorośli akceptują dominację jednej płci nad drugą, jak i godzą się na wszelkie formy degradacji społecznej i politycznej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną