Świat

Laura nie pęka

Rumuńska prokurator Kovesi na wojnie z korupcją

Laura Codruta Kovesi Laura Codruta Kovesi Jaap Arriens/NurPhoto / Getty Images
Rządzący Rumunią postkomuniści właśnie próbują podporządkować sobie sądy. Tylko tak mogą powstrzymać najpotężniejszą kobietę w kraju, Laurę Codrutę Kovesi.
Prezydent Rumunii, Klaus Iohannis, usiłuje postawić tamę apetytom rządzących postkomunistów na pełnię władzy.EU2016SK/Wikipedia Prezydent Rumunii, Klaus Iohannis, usiłuje postawić tamę apetytom rządzących postkomunistów na pełnię władzy.

Artykuł w wersji audio

Nie mam się czego bać – powiedziała w rozmowie z magazynem „ELLE”. – Gdy idę ulicą, nigdy mi się nie zdarzyło, by ktoś odniósł się do mnie wrogo”. Wręcz przeciwnie, ludzie ją poznają i podchodzą, by podziękować za to, co robi. A sprzedawcy na targu wybierają dla niej najlepsze jabłka. Jednak ta najbardziej dziś znana kobieta w Rumunii ma niemało wrogów, bo wielu jest tych, których ściga. Laura Codruta Kovesi jest szefową Krajowej Dyrekcji Antykorupcyjnej (DNA) o bardzo szerokich kompetencjach śledczych. I trafiła właśnie w sam środek rumuńskiej wojny o wymiar sprawiedliwości.

Od kiedy cztery lata temu stanęła na czele DNA, ściganie korupcji w Rumunii nabrało powagi. Od dawna czekano na to zwłaszcza w Unii Europejskiej, gdzie uważano tę plagę za największą słabość rumuńskiego państwa. Prokurator Kovesi doprowadziła już do postawienia przed sądem niezliczonych samorządowców, parlamentarzystów i ministrów różnych partii, jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a nawet urzędującego wówczas premiera Victora Pontę. Teraz prowadzi dochodzenie przeciw byłemu premierowi Sorinowi Grindeanu. Liderzy rządzącej obecnie Partii Socjaldemokratycznej zarzucają jej, że szczególnie uwzięła się na ich postkomunistyczne środowisko. Ale ofiarą DNA padł ostatnio również Vasile Blaga, lider liberałów – głównej partii opozycyjnej, postawiono mu poważne zarzuty.

Już w 2015 r. akty oskarżenia skierowane przez DNA do sądu objęły osoby podejrzane o wzięcie łapówek na łączną sumę 431 mln euro. Według sondaży 61 proc. mieszkańców Rumunii ufa DNA. Kierująca nią Kovesi dostała już kilka nagród i odznaczeń krajowych i zagranicznych, w tym francuską Legię Honorową i szwedzką Gwiazdę Polarną. A sama gwiazda rumuńskiej walki z korupcją na pytanie dziennikarki magazynu „ELLE”, czy nie żal jej czasem trochę skazanych, wzrusza ramionami: „Wiem, że działam uczciwie, i nie mam czego żałować”.

Rządzący Rumunią postkomuniści, nie mogąc zdymisjonować Kovesi (to kompetencja prezydenta), postanowili ją obejść i podporządkować sobie wymiar sprawiedliwości. Teraz próbują przepchnąć w parlamencie zmiany dotyczące m.in. pozbawienia prezydenta wpływu na nominacje kierownictwa Sądu Najwyższego oraz prokuratorów i sędziów, podporządkowania prokuratury i sądów ministerstwu sprawiedliwości, a także zakazu krytykowania przez sędziów rządu i parlamentu. Wywodzący się z centroprawicy prezydent Klaus Iohannis określił te projekty jako „fundamentalny błąd”, likwidujący niezależność wymiaru sprawiedliwości.

Resortowa córka?

44-letnia Laura Codruta Kovesi to wysoka, wysportowana kobieta o miłej, choć budzącej respekt powierzchowności. W młodości uprawiała wyczynowo koszykówkę i zdobyła nawet wicemistrzostwo Europy w kategorii młodzików. Dziś twierdzi, że ćwiczenia na siłowni są jedną z jej głównych rozrywek. Zwłaszcza że nie ułożyło jej się życie rodzinne. Po kilku latach rozwiodła się z siedmiogrodzkim Węgrem Eduardem Kovesim, po którym zachowała nazwisko. Kilka lat temu rumuńskie media informowały, że Kovesi spotyka się z pewnym specjalistą od piaru. Dziennikarze ciągnęli temat, próbując ustalić, czy jako prokurator nie uczyniła czegoś na korzyść ukochanego. Badano też, czy nie udzielała wsparcia byłemu mężowi podejrzewanemu o oszustwa przy budowie autostrad. Dociekano nawet, czy nie poślubiła swego byłego ochroniarza, który miał być współodpowiedzialny za represje wobec uczestników demonstracji na rzecz zjednoczenia Mołdawii z Rumunią w 2016 r.

Kovesi została już prześwietlona na wylot. Zaczęło się od jej ojca Ioana Lascu, który był szefem prokuratury w siedmiogrodzkim mieście Medias w najgorszych czasach dyktatury Ceauşescu. Pojawiły się nawet zarzuty według znanej w Polsce narracji o „resortowych dzieciach”: dociekano, czy to nie ojciec dzięki swym osobistym kontaktom pomógł jej w dalszej karierze. Studiowała prawo i obroniła doktorat na renomowanym Uniwersytecie Babes-Bolyai w Klużu. Niedawno zarzucono jej plagiat pracy doktorskiej. Jednak rok temu Krajowa Rada Zatwierdzania Tytułów Naukowych podtrzymała tytuł doktora, uwalniając ją od zarzutu plagiatu, ale zakazała publikacji pracy jako pozostającej „poniżej standardów jakości właściwych dla pracy doktorskiej”.

W kwietniu 2016 r. Prokuratura Generalna poinformowała o aresztowaniu dwóch byłych agentów Mosadu działających jako pracownicy pewnej izraelskiej firmy, pod zarzutem próby zastraszania szefowej DNA. Ambasada Izraela w Bukareszcie odcięła się od oskarżonych, którzy mogli działać na zlecenie osób zagrożonych zarzutami o korupcję. To zresztą powtarzające się tło całego zainteresowania życiem prywatnym Kovesi. Zaszła za skórę wpływowym ludziom w Rumunii, którzy zrobią wiele, aby ją teraz skompromitować.

Nielegalne państwo

Kovesi przez kilka lat po studiach pracowała w prokuraturze miasta Sibiu, ale już w październiku 2006 r., w wieku 33 lat, została najmłodszym w historii Rumunii prokuratorem generalnym. Ówczesny prezydent Traian Bǎsescu, który mianował ją na to stanowisko, wyjaśniał potem publicznie, że wybrał Kovesi właśnie dlatego, że była najmłodsza na długiej liście kandydatów, a jej pierwsze kroki w prokuraturze rejonowej dowodziły sporej skuteczności. Bǎsescu od początku kariery politycznej dobierał sobie jak najmłodszych współpracowników, twierdząc, że są wolni od mentalności z czasów starego reżimu.

Były prezydent w swych nominacjach czasem się mylił, ale akurat w przypadku Kovesi chyba jednak trafił. Sprawdziła się jako prokurator generalny i w dniu jej 40. urodzin Bǎsescu postawił Kovesi na czele DNA. A kilka lat później jego następca i zarazem polityczny oponent również zaufał Kovesi i przedłużył jej mandat.

To zaufanie dwóch kolejnych prezydentów jest teraz dla niej politycznym obciążeniem. Rządzący postkomuniści żywią głęboką niechęć do Bǎsescu, który irytował całą klasę polityczną osobistą arogancją, ale i swą rosnącą u końca prezydentury determinacją w zwalczaniu korupcji. Teraz wydali walkę prezydentowi Iohannisowi, który usiłuje postawić tamę ich apetytom na pełnię władzy. Stąd tylko krok do napiętnowania DNA jako instytucji, która na polityczne zamówienie zwalcza partię rządzącą.

Postkomuniści, którzy wysoko wygrali rok temu wybory, mają z korupcją w swoich szeregach poważne kłopoty. Prezydent Iohannis odmówił nominowania ich przywódcy Liviu Dragnea na stanowisko premiera, bo obciąża go prawomocny wyrok w zawieszeniu oraz toczące się wciąż procesy o nadużycia władzy i przejmowanie na rzecz partii pieniędzy publicznych w czasach, gdy był jeszcze samorządowcem. A to tylko jeden z wielu przypadków nadużyć w tej partii.

Ostatecznie Dragnea został przewodniczącym Izby Deputowanych i z tylnego siedzenia kieruje układem rządzącym, używając wyznaczanych przez siebie kolejnych premierów jako marionetek. Już w styczniu br. rząd usiłował przeforsować zmiany legislacyjne osłabiające penalizację korupcji, ale wycofał się pod naporem olbrzymich demonstracji, które w szczytowym momencie zgromadziły ponad pół miliona obywateli.

Partia rządząca jednak nie rezygnuje. Planowane przez rumuński rząd zmiany w regulacjach dotyczących wymiaru sprawiedliwości są groźne, nawet jeśli nie oznaczają dążenia do budowy systemu autorytarnego. Ich cel jest prawdopodobnie bardziej banalny – chodzi o ochronę przed ściganiem osób z kręgów elity władzy, na których ciążą korupcyjne zarzuty. Rezultat może być jednak podobny, czyli deformacja systemu demokratycznego.

Te zamiary legislacyjne wywołały już reakcję Departamentu Stanu USA, który stwierdził, że mogą zaszkodzić walce z korupcją. Rumuński rząd odpowiedział, że to amerykańskie stanowisko „nie wydaje się wynikiem analizy zrównoważonej, obiektywnej i uwzględniającej fakty”. 1 grudnia, w dniu rumuńskiego święta narodowego, przewodniczący senatu stwierdził w tonie zaczepnym wobec Amerykanów, że „wydaje się, iż Rumuni nie mogą sami decydować o swej przyszłości”. A kierownictwo postkomunistów ogłosiło, że w Rumunii powstało „nielegalne państwo paralelne, strojące się w piórka walki przeciwko korupcji, które podejmuje działania na rzecz uniemożliwienia realizacji programu rządzenia przynoszącego Rumunom dobrobyt”.

Korupcja z korzeniami

Dla Laury Codruty Kovesi nie są to dobre wiadomości. Kilka dni temu podczas publicznej debaty mogła już tylko powiedzieć: „Niezależnie od nacisków, które były i będą, my w DNA będziemy wykonywać nasze zadania”. Nie są to też dobre wiadomości dla Iohannisa, dla którego walka z korupcyjnymi układami i nadużyciami w sprawowaniu władzy stała się głównym celem jego prezydentury. Prezydenta popiera w tym najbardziej aktywna politycznie część społeczeństwa. To ona podczas masowych demonstracji z początku roku sprzeciwiła się pomysłom rządu na zatrzymanie walki z korupcją. A już niemal wszystkim Rumunom podobają się spektakularne aresztowania czołowych rządowych celebrytów i wciąż wybierają dla Laury Kovesi najlepsze jabłka. Jednocześnie wielu z nich nadal nie stroni od brania i dawania łapówek.

Walka z korupcyjnymi obyczajami zakorzenionymi w rumuńskiej mentalności przynosi kłopotliwe skutki uboczne. Urzędnicy lokalnego szczebla coraz częściej uchylają się od rozstrzygania przetargów w obawie, że zostaną oskarżeni o rozstrzygnięcia nieuczciwe. Ale z drugiej strony legendarne przez lata powszechne skorumpowanie policji drogowej należy do przeszłości.

„Największym problemem nie jest ani system prawny, ani sposób organizacji instytucji wymiaru sprawiedliwości, tylko mentalność – mówiła Kovesi na łamach „ELLE”. – Ludzie w Rumunii przyzwyczaili się, że jeśli idą do lekarza, muszą mu coś przynieść, a jeśli starają się o prawo jazdy, muszą coś dać odpowiedniemu funkcjonariuszowi. Ale to wszystko pomału się zmienia: Rumuni sprzeciwiają się, gdy oczekuje się od nich łapówki lub gdy uważa się, że łapówki oczekują. (…) Jeśli mamy coraz więcej oskarżonych i skazanych, to nie znaczy, że jesteśmy coraz bardziej skorumpowanym krajem, ale że jesteśmy krajem, w którym walka z korupcją wzrosła i zaczyna być widoczna”.

Duża w tym zasługa prokurator Kovesi.

Polityka 50.2017 (3140) z dnia 12.12.2017; Świat; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Laura nie pęka"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Nie chcą naszego mięsa

Dla zdobycia głosów drobnych rolników rząd nie waha się ryzykować zdrowia polskich konsumentów, a także załamania eksportu polskiej żywności.

Joanna Solska
29.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną