Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Delfin w trójkącie bermudzkim

Kuba: kto po Castro?

Wiceprezydent Miguel Diaz-Canel (w środku). Wiceprezydent Miguel Diaz-Canel (w środku). Presidencia El Salvador / Wikipedia
Po raz pierwszy od prawie sześciu dekad przywódca Kuby nie będzie się nazywał Castro. Czy to będzie Miguel Diaz-Canel?
Czy „technokrata bez charyzmy” Miguel Diaz-Canel zostanie nowym prezydentem Kuby?Chip Somodevilla/Getty Images Czy „technokrata bez charyzmy” Miguel Diaz-Canel zostanie nowym prezydentem Kuby?

Kuba w przededniu historycznej sukcesji – po 12 latach rządów Raula Castro, młodszego brata Fidela – to w wielu obszarach życia świat zupełnie inny niż ten z wcześniejszych pięciu dekad. Więcej swobód i możliwości, bardziej otwarte granice – zarówno dla Kubańczyków, jak i zagranicznych inwestorów; mniej dawnego strachu. Choć zarazem pojawiły się nowe niepokoje.

Gdy w 2006 r. Raul przejął władzę od schorowanego Fidela, po pierwszych nieudanych próbach zachowania „starego” przekonał się, że nie da się zarządzać krajem tak samo jak wcześniej. Ogłosił, że „albo naprawimy sytuację, albo spadniemy w przepaść”. Zaczął wprowadzać kapitalizm, w dozowanych dawkach i pod kontrolą partii – trochę tak, jak robiono to w Polsce pod koniec lat 80. Kuba ma jednak trudniej niż Polska 30 lat temu: od rewolucji w 1959 r. zmaga się z blokadą ekonomiczną, jaką nałożyły na nią USA.

To ważna okoliczność, bo kłopotów Kuby nie da się zrzucić jedynie na felery planowej gospodarki socjalistycznej. Dodać huragany systematycznie pustoszące wyspę i upadek demoludów, które wspierały Kubę do końca lat 80., a wyjdzie z tego równania zapaść, która zmusiła Raula Castro do sięgnięcia po inne metody gospodarowania. Nawet te sprzeczne z ideowym credo rewolucji.

W 2010 r. jego rząd ogłosił nabór do klasy małych prywatnych przedsiębiorców, a ściślej – wskazał ok. 180 zawodów, które można wykonywać na własny rachunek. Taksówkarze, murarze, złote rączki, ludzie znający się na kuchni, fryzjerzy zaczęli zakładać firmy. Do sektora prywatnego przeszło blisko pół miliona ludzi, dzięki czemu państwo poczyniło oszczędności i zarobiło na podatkach i licencjach. Prywaciarze, cuentapropistas, jak i krewni z Florydy nierzadko utrzymują członków rodzin pracujących na państwowym.

Polityka 16.2018 (3157) z dnia 17.04.2018; Świat; s. 43
Oryginalny tytuł tekstu: "Delfin w trójkącie bermudzkim"
Reklama